foki

To bez dwóch zdań moje ulubione wyspy. W różnych krajach świata znajdziemy białe plaże z krystalicznie czystą wodą, wulkany, wysokie góry czy gęste lasy, ale nigdzie nie znajdziemy tego wszystkiego na raz plus tak wielu endemicznych gatunków zwierząt i roślin. To na Galapagos można przechadzać się obok głuptaków z niebieskimi nóżkami, przysiąść na obiedzie z lwem morskim, popływać z pingwinami, rekinami i żółwiami. Nad głową przeleci tłusty pelikan, a u stóp legnie majestatyczna iguana.

Z czego jeszcze są znane Wyspy Galapagos? A no z tego, że są drogie. Ale nie musiałam napaść na bank, by spędzić tam osiem wspaniałych dni. Zatem jak przeżyć na archipelagu za przysłowiowe grosze?

Czego nie robić?

Najpopularniejszym sposobem na odwiedzenie wysp jest wykupienie miejsca na luksusowym jachcie. Rejsy trwają zazwyczaj od 5 do 12 dni i jak się domyślacie kosztują miliony monet. Ceny wahają się od 800 do nawet 4500 dolarów od osoby. Od razu wiedziałam, że nie mogę sobie pozwolić na taki wydatek, więc zaczęłam kombinować i postanowiłam odwiedzić Galapagos na własną rękę. Ponadto decydując się na rejs trzeba pamiętać, że większość czasu spędzamy na morzu. A chyba chodzi o to, by poznać wyspy i obserwować zwierzęta z bliska, a nie z pokładu statku, prawda?

Jak tu dotrzeć?

Na Galapagos można się dostać z dwóch ekwadorskich miast – Quito i Guayaquil – i z tego drugiego dolecisz tu taniej. Zdecydowałam się wyruszyć z Quito, ponieważ nie chciałam tracić czasu na dojazd do Guayaquil. Lot kosztował 350 dolarów w dwie strony i była to całkiem dobra cena. Na wielu blogach podróżniczych radzono, by kupić bilety z wyprzedzeniem, jednak kilka miesięcy temu nie wiedziałam, że akurat w lutym 2016 r. zechcę polecieć na Galapagos. Skorzystałam z opcji last minute i nieźle na tym wyszłam.

Bilet wstępu

Aby zostać przepuszczonym przez bramki na galapagoskim lotnisku należy zapłacić 100$ za bilet wstępu do Parku Narodowego Galapagos. To obowiązkowa opłata, która może być uiszczona tylko gotówką. Jeżeli nie masz przy sobie takiej kwoty twój paszport zostanie zarekwirowany, a ciebie wyślą do najbliższego bankomatu. Dodatkowo przy wylocie pobrano ode mnie 20 dolarów (tzw. baggage fee).

galapagos map

Moja trasa

Podczas pobytu na Galapagos postanowiłam zobaczyć San Cristobal, Santa Cruz i Isla Isabela. Aby nie tracić czasu na przemieszczanie się między wyspami warto przylecieć na San Cristobal i wylecieć z Santa Cruz (Baltra) – albo na odwrót.

San Cristobal

To tu zakochałam się w Galapagos. Już pierwszego dnia, a właściwie w pierwszej godzinie. Wyleciałam z pensjonatu jak poparzona i z wywieszonym jęzorem udałam się na nadmorski deptak. O mało nie dostałam zawału, gdy prawie potknęłam się o lwa morskiego wylegującego się na kamiennych schodach. Te stworzenia są wszędzie. Na ławkach, chodnikach, łódkach, molach, skałach. Kilka minut później zobaczyłam tłustego pelikana i rodzinę czerwonych krabów wygrzewających się na czarnych skałach. Coś pięknego!

sea lions galapagos

kicker rock cerro brujo

Jednodniowe wycieczki

Podczas mojego pobytu na San Cristobal zdecydowałam się na dwie jednodniowe wycieczki.

Pierwszą zakupiłam w lokalnej agencji turystycznej za 120$ (w cenie lunch, woda, przekąski i anglojęzyczny przewodnik). Popłynęliśmy całkiem wygodnym katamaranem do trzech cudownych miejsc:

głuptak niebieskonogi

– Cerro Brujo – zjawiskowa plaża, na której odpoczywają głuptaki (ptaki z niebieskimi nóżkami), w bliskiej odległości zastygnięta lawa i widok na Kicker Rock.

– Playa Muerto – najcudowniejsza plaża na Galapagos – moim zdaniem ładniejsza niż słynna Tortuga Bay na Santa Cruz.

– Leon Dormido (Kicker Rock) – wysokie na 140 metrów wulkaniczne skały, pod którymi można popływać z żółwiami morskimi, fokami i… rekinami!

Wycieczka trwała od 10:00 do 17:00 i byłam z niej bardzo zadowolona. Dostałam smaczny wegański lunch i całą drogę rozmawiałam z przewodnikiem o tym jak się mieszka i pracuje na Galapagos. Francis zgodził się wziąć udział w moim projekcie „Co sprawia, że wstajesz każdego dnia?”. Premiera filmu już w czerwcu!

WAŻNE: Weź ze sobą krem z mocnym filtrem (minimum SPF 50, a najlepiej 100) oraz spray przeciw komarom. Nie dało się spokojnie wysiedzieć na plaży – zarówno przez palące słońce jak i setki upierdliwych owadów. Dlatego nie leżałam, a spacerowałam.

tarzan's tree house

Kolejnego dnia zatrzymałam taksówkę (wszystkie auta na wyspie są taksówkami) i poprosiłam o zabranie mnie do sanktuarium dla gigantycznych żółwi. Juan zaproponował wizytę w kilku innych miejscach. Udało mi się zejść z 60$ na 50$ za czterogodzinną wycieczkę. Mogłam znaleźć kilka osób, które pojechałyby ze mną i podzieliły się kosztami, ale nie miałam ochoty latać po wyspie i pytać turystów czy chcą do mnie dołączyć. Co zobaczyłam tego dnia?

– Dom Tarzana, czyli fenomenalny domek na drzewie zbudowany 20 lat temu przez rodzinę z San Cristobal.

– El Junco – jedyne słodkowodne jezioro całego archipelagu. Doskonałe miejsce do obserwacji ptaków m.in. fregat wielkich (tych czarnych stworków w czerwonym workiem gardłowym). Do jeziora prowadzi 200 schodów, a ze szczytu rozciąga się fantastyczny widok na wyspę.

– La Galapaguera – stacja gigantycznych żółwi. Najlepiej przyjechać w czasie karmienia, około 13:00.

– Puerto Chino – była to pierwsza rajska plaża, którą odwiedziłam na Galapagos. Nie spotkałam na niej ani jednej osoby. Towarzystwa dotrzymywały mi żółwie i lwy morskie.

tortuga

Ostatniego dnia udałam się piechotą na dwie plaże – Playa Mann i Playa Carola. Ta pierwsza jest bardzo popularna wśród turystów oraz mieszkańców i położona jest kilometr od głównego deptaku. To tutaj ogląda się zachody słońca. Takie jak ten:

san cristobal sunset

Playa Carola jest o wiele ładniejsza. Dlaczego? Nie ma na niej ludzi, są za to wielkie iguany i żółwie morskie, z którymi można popływać.

Isla Isabela

To moja ulubiona galapagoska wyspa. Znajduje się tam sześć aktywnych wulkanów, mieszkańcami są najcięższe na Galapagos legwany morskie, bez problemu można dostrzec flamingi i popływać z pingwinami. Mimo tego, że Isabela to największa wyspa archipelagu rezyduje na niej zaledwie 2400 osób. Cudownie jest przechadzać się ubitymi drogami i każdego dnia podziwiać zachód słońca w zupełnej samotności.

Pozostałe plusy? Wiele ciekawych miejsc znajduje się blisko centrum miasta (a raczej wiochy, bo miastem bym tego nie nazwała). Dojście do sanktuarium żółwi i jeziora z flamingami zajmuje około 20 minut. Jeżeli nie mamy ochoty na spacer po kompletnym odludziu możemy zamówić taksówkę (wystarczy zatrzymać jakikolwiek samochód) i poprosić o podwiezienie za 1,5 dolara. Gdy mieszkańcy opowiadali mi o wspaniałym rozlewisku pełnym flamingów wyobrażałam sobie setki, tysiące ptaków maczających długie nogi w błotnistej wodzie. Co zastałam? Kilka, może kilkanaście czerwonaków. W sercu wioski znajduje się jeszcze jedno, podobno gorsze i mniej popularne miejsce do obserwowania tych ptaków. Prawda, jest ich mniej, lecz można się im przyjrzeć z bliska. A co robi się na wyspie wieczorową porą? Po zmroku wielu podróżników spotyka się w barze na plaży, popija drinki i popala jointy do północy.

sierra negra

Jedną z atrakcji wyspy jest trekking na szczyt wulkanu Sierra Negra, gdzie można zobaczyć drugi co do wielkości krater na świecie, o średnicy 10 km i przejść się po zastygłej lawie. Ścieżka rozsiana jest gigantycznymi kaktusami i niebezpiecznymi podejściami. Naprawdę dziwię się, że tyle wspaniałych zwierząt odnalazło tu swój dom – wulkaniczny charakter wyspy sprawia, że Isabela wygląda mało gościnnie. Za sześciogodzinny trekking z anglojęzycznym przewodnikiem, transportem pod wejście na szlak i lunchem zapłaciłam 35$. W naszej grupie było kilkanaście osób, ale każdy szedł własnym tempem, więc wielokrotnie zostawałam sama. I dobrze! A co dostałam na obiad? Kanapkę z tuńczykiem. Eh, nie wszyscy wiedzą czym jest weganizm. Po złożeniu reklamacji otrzymałam suchą bułkę – taką bez niczego w środku. Po ciężkim trekkingu w upalny dzień smakowała wyśmienicie!

pingwiny galapagos

Wieczorem, gdy chciałam kupić bilet na Santa Cruz okazało się, że wszystkie miejsca na poranny prom są już zajęte. Pozostało mi popłynąć tym o 14:00 i znaleźć zajęcie na przedpołudnie. Postanowiłam wydać ostatnie zaskórniaki i za 45$ popłynęłam na Las Tintoreras – maleńką wysepkę opanowaną przez kolonie iguan. Po drodze obserwowaliśmy pingwiny, głuptaki, pelikany i lwy morskie. Na koniec zeszliśmy pod wodę i pływaliśmy z… rekinami! Gdy zobaczyłam pierwszego tak się przestraszyłam, że wynurzyłam się i zaczęłam machać do kapitana, dając mu znak, by mnie wyciągnął. Ten zaczął się śmiać i wskazał palcem, że to ja mam podpłynąć do łódki. Po drodze zobaczyłam jeszcze cztery małe rekiny i coraz szybciej machałam nogami. Moim zdaniem sporo przepłaciłam za tę wycieczkę. Można popływać z pingwinami i (podobno niegroźnymi) rekinami zupełnie za darmo – wystarczy udać się na plażę tuż obok portu. Wyspa Tintoreras jest tak blisko, że za wodną taxi zapłacicie nie więcej niż 10 dolarów w dwie strony. Do tego maska i rurka za kolejne 5$ i zamkniecie się w 15$.

Santa Cruz

fish market

Zwiedzanie rozpoczęłam na rybnym targu. Nie przepadam za tego typu miejscami, ale chciałam zobaczyć lwy morskie i pelikany żebrzące o jedzenie. Stoją przy sprzedawcach cały dzień, a ci co jakiś czas litują się i rzucają im odpady. Jak zachowują się zwierzęta? Wrzeszczą, kłócą się i dziobią. Spektakl lepszy niż w niejednym teatrze!

tortuga bay

Następnie udałam się na – zdaniem wielu – najpiękniejszą plażę archipelagu, czyli Tortuga Bay. Aby do niej dotrzeć trzeba przez około 30 minut iść wydmami porośniętymi dostojnymi opuncjami. Spacer w palącym słońcu jest cholernie wyczerpujący. Nie wiecie jak mi ulżyło, gdy przed moimi oczami ukazała się długa na kilometr biała plaża z rozbijającymi się o brzeg turkusowymi falami. W wodzie pływały żółwie morskie, a na lądzie wygrzewały się iguany. Raj na ziemi! Plaża jest zamykana o 17:00 po to, by zwierzęta mogły spokojnie odpocząć. Zwłaszcza zółwie morskie, które wracają tu przez zmrokiem.

Po pełnym wrażeń dniu miałam ochotę tylko na sen, ale na Galapagos żal tracić czas na odpoczynek. Zagadałam do koleżanki z pokoju i namówiłam ją na wycieczkę do El Chato – kolejnego sanktuarium dla gigantycznych żółwi. Na terenie parku znajdują się też słynne Los Tuneles, czyli tunele utworzone przez lawę. Za taxi w dwie strony zapłaciłam 17$. Do sanktuarium dojeżdża też autobus, który zobaczyłam dopiero, gdy zaparkowaliśmy przed wejściem. Trzeba było popytać, poszukać. No cóż, przynajmniej wy wiecie, że nie trzeba przepłacać za taksówkę!

Zakwaterowanie

Noclegi w pokojach wieloosobowych rozpoczynają się już od 8 dolarów za noc. Takich cen nie znajdziecie na booking.com czy innych wyszukiwarkach, a jedynie na miejscu. Wystarczy przejść się główną ulicą i popytać w hotelach i pensjonatach o wolne pokoje.

Za standardową dwójkę z łazienką trzeba zapłacić ok. 20-25 dolarów – te oferty są dostępne w internecie. Dopiero na ostatniej wyspie dowiedziałam się o tych tańszych noclegach za 8 dolarów, niestety było już za późno, bo wszystko rezerwowałam na booking.com i ostatecznie płaciłam 15-25$ za noc.

Ceny

Na Galapagos wszystko jest drogie, ale kto szuka nie błądzi… Na głównych ulicach nie zjecie za mniej niż 10-15$. Ale wystarczy oddalić się od centrum, by dostać śniadanie, obiad lub kolację w cenie 5$. A czasem 3,5$! Warto pytać o zestawy lunchowe, które serwują również wieczorem – za zupę, drugie danie i sok nie zapłacicie więcej niż 6$. Jeśli w restauracji stołują się mieszkańcy możecie liczyć na dobre ceny.

Woda 0,5 l – 1$

Piwo w sklepie – 3$

Krem z filtrem – 15$

Pocztówka ze znaczkiem – 4$

Bułka – 0,25 $

Napój typu cola – 2$

speed boat

Transport między wyspami

Istnieją dwie opcje przemieszczania się między wyspami:

– Małym samolotem – ceny lotów oscylują między 140 a 170$ (można kupić bilet z dnia na dzień).

– Łodzią typu speedboat – koszt biletu to 30$.

Ważne: Santa Cruz położona jest między Isla Isabela i San Cristobal. Nie ma bezpośrednich łodzi z San Cristobal na Isla Isabela i odwrotnie. Trzeba popłynąć na Santa Cruz i poczekać na popołudniowy transport. Na każdej wyspie łodzie odpływają dwa razy dziennie – o 6 lub 7 rano i o 14 lub 15.

Kiedy lecieć na Galapagos?

Sezon trwa od połowy czerwca do początku września oraz od połowy grudnia do połowy stycznia. Wybrałam się na Galapagos w lutym, czyli poza sezonem. Turystów była garstka, zwłaszcza na San Cristobal i Isla Isabela (Santa Cruz jest najpopularniejszą wyspą – to tu zatrzymują się wszystkie jachty). Luty to podobno pora deszczowa, ale za bardzo tego nie odczułam. Co prawda padało prawie codziennie, lecz tylko przez kilkanaście minut. Od grudnia do maja na wyspach panują doskonałe warunki do nurkowania i pływania.

Dodatkowe wskazówki:

– Nie kupuj wody – w hostelach znajdują się dystrybutory wody, możesz za darmo uzupełniać swój bidon lub butelkę.

– Nie rezerwuj noclegów i wycieczek z wyprzedzeniem – znajdź je na miejscu.

– Stołuj się z dala od turystycznej dzielnicy.

– Targuj się o wszystko.

– To nieprawda, że na wyspach nie ma bankomatów – jest ich całkiem sporo.

– Weź wodoodporną kamerkę – ja niestety takiej nie mam i żałuję, że jej nie kupiłam przed wyjazdem. GoPro strasznie drogie… Buu. A lwy morskie i żółwie tak pięknie pozowały!

– Tabletki na chorobę lokomocyjną – łodzie rzucają człowiekiem we wszystkie strony.

– Do plecaka spakuj krem z mocnym filtrem (minimum SPF 50, a najlepiej SPF 100), czapkę, okulary przeciwsłoneczne i lekką bluzkę z długim rękawem. To naprawdę ważne. Na początku pobytu słońce mnie tak poparzyło, że przez kilka dni chodziłam w długich spodniach i bluzie, a na dłoniach miałam rękawiczki!

– Rozejrzyj się za wolontariatem np. na stronie workaway.info. Jeśli cię przyjmą będziesz musiał zapłacić tylko za loty. Wyżywienie i nocleg dostaniesz w zamian za pracę.

google drive budget

Mój budżet

Osmiodniowy, pełen wrażen pobyt na Galapagos kosztował mnie 950$. W tę kwotę wliczone jest wszystko – bilety lotnicze również. Stworzyłam dla was dokument na google drive, w którym rozpisałam mój budżet. Znajdziecie tam mnóstwo przydatnych informacji. Kliknij tutaj, by przejść do pliku.

Uff, dawno nie napisałam tak długiego tekstu. Podzielcie się tą wiedzą z osobami planującymi wyjazd do Ameryki Południowej. Tego miejsca nie można ominąć!

Jeśli macie pytania zostawcie je proszę w komentarzu.

1

 likes / 19 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • Mateusz Rosadziński

    Jak tam pięknie! I te cudowne żółwie 😉 Ostatnio w Atenach miałem okazję spotkać dwa żółwie wędrując po górze Likavitos. Nawet nie wiedziałem, że można je tam spotkać 😉

  • Baha

    Nadia, co się stało z twoją opcją wolontariatu na Galapagos? 😀

    • Musiałam zrezygnować. Zmieniłam trochę plany i miałam nieco mniej czasu na Ekwador i Galapagos. Dlatego postanowiłam zobaczyć jak najwięcej, a nie siedzieć w jednym miejscu na wolontariacie :).

  • Darek Jedzok

    O jeżu, jak ja Ci tego zazdroszczę 🙂 Póki co notuję skrzętnie informacje z wpisu, mam nadzieję, że uda mi się tam kiedyś dotrzeć.

    • Cieszę się, że wpis okazał się przydatny! Powodzenia w planowaniu podróży :).

  • Wow! Jesteś świetnie zorganizowana! Dzięki za przydatne info 🙂

  • Karolina Roszek

    Ja myslalam, ze tam byłaś na wolontariacie. Super zdjecia. Mam nadzieje, ze kiedys tam pojadę 🙂

    • Dzięki :). Co do wolontariatu, to musiałam z niego zrezygnować. Zmieniłam plany i miałam mniej czasu
      na Ekwador i Galapagos.

  • Justyna Karolina

    piękny świat, te zwierzaki tam to coś wspaniałego! 🙂 świetny wpis, masa praktycznych porad – dzięki, na pewno wrócę do tego tekstu, jak dane mi kiedyś będzie tam polecieć 🙂

  • Lisy w drodze

    robi wrażenie Twoja trasa:) cena dość spora, dlatego podczas naszej podróży po AP zdecydowaliśmy się na nieporównywalną wizualnie i pod względem atrakcji peruwiańską wersję Galapagos. no ale może któregoś dnia, kto wie:)

    • Dzięki :). Czyli gdzie polecieliście?

    • Lisy w drodze

      Islas Ballestas pod Limą, nazywają się „ubogie peruwiańskie Gallapagos”.

  • Pięknie tam! Super info – dzięki! Na pewno pójdziemy w Twoje ślady!! 😉

  • Mag

    skąd masz fundusze na wyprawy? Bo te 30.000 które miałaś na początku chyba już dawno pochłonęła Australia i NZ?

    • Jak już wielokrotnie pisałam w Australii mieszkałam/mieszkam z rodziną. I mam to szczęście pracować online :).

  • Pingback: Wyniki blogowej ankiety. Teraz już wszystko wiem! | Nadia vs. the World()