18
Lut-2016

Wstrząsający obraz Christchurch po trzęsieniach ziemi

christchurch 2

Wyobraźcie sobie miasto, w którego sercu panuje cisza. Nie ma hałaśliwych wycieczek, budek z lodami, muzyki rozbrzmiewającej z kawiarni. W tym miejscu nie ma się nawet ochoty na robienie zdjęć – o selfie nie wspominając. Tutaj nikt nie staje przed atrakcjami turystycznymi i nie uśmiecha się do kamery. Spacerując po ulicach Christchurch targają tobą trzy emocje: zszokowanie, współczucie i głęboki smutek.

Skoro takie nowoczesne miasto w wysoko rozwiniętym kraju już od pięciu lat podnosi się po silnych trzęsieniach ziemi, to jak radzi sobie Nepal – jedno z najbiedniejszych państw świata? – pomyślałam spoglądając na pogrążone w ruinie miasto. Przed przylotem czytałam, że to nowoczesna, a wręcz modna miejscówka, stolica kultury, w której życie dosłownie buzuje. Ja widziałam tylko puste ulice, puste sklepy i puste restauracje. Uczucie smutku pogłębiał widok zamkniętych uniwersytetów, pokrytych grubą warstwą kurzu.

christchurch 3

By zrozumieć co właściwie się tu wydarzyło obejrzałam dokument o serii trzęsień ziemi z 2010 i 2011 roku. „When a city falls”, opowiada historię ludzi walczących z żywiołem, którzy mimo strachu przed kolejnymi wstrząsami postanawiają zostać w swoim rodzinnym mieście. W filmie znajdują się obrazy z trzęsienia we wrześniu 2010 roku, podczas którego ucierpiały tylko zabudowania oraz w lutym 2011 roku, które pochłonęło 181 ludzkich żyć. Ktoś, kto już raz obejrzał ten film dokumentalny nigdy do niego nie wraca.

christchurch 5

Po trzęsieniach ziemi miasto zostało zamalowane uliczną sztuką. Obok przepołowionego na pół budynku bez drzwi i okien znajduje się kolorowe graffiti. Takie połączenie nie przypadło mi do gustu, gryzło się ze sobą i dla mnie stanowiło nieudaną próbę zatuszowania wydarzeń sprzed kilku lat. Co najbardziej rzuca się w oczy zaraz po przylocie do Christchurch (oprócz zniszczonych budynków i tych w budowie rzecz jasna), to niewesołe twarze mieszkańców tej największej aglomeracji Wyspy Południowej. Nie zauważyłam tam ani jednego spontanicznego uśmiechu. Nie chcę mówić, że Nowozelandczycy z Christchurch od 2011 rok w ogóle nie cieszą się życiem, bo byłoby to nadużyciem. Po prostu przebywając w tym mieście czułam się jakbym była na trwającej od lat stypie. Próbujesz się uśmiechać, ale jakoś tak nie wypada.

Opuszczając Christchurch miałam wrażenie, że to smutne miasto smutnych ludzi. Ale i ludzi odważnych, którzy mimo ciągle powracających wstrząsów zdecydowali się zostać w miejscu, z którego pochodzą, odbudować je i jak najlepiej reprezentować. Szkoda, że miasto jest omijane przez turystów. Właśnie tam ich najbardziej potrzeba.

* Sorry za słabą jakość zdjęć i ich liczbę – kilka dni wcześniej mój aparat odmówił posłuszeństwa.

2

 likes / 16 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • Nie potrafię i jednocześnie nie chcę wyobrażać sobie co czują ludzie i miejsca dotknięte katastrofą naturalną. Powodzie, trzęsienia ziemi, lawiny… Faktycznie miasto wygląda dość smutno,ale nie ma co się dziwić, ponieważ mimo upływu lat nie podniosło się całkowicie na nogi. Próba retuszowania poprzez graffiti również średnio mi się podoba. Choć w sumie z drugiej strony, lepsze coś niż nic. Chyba, że to coś nie pasuje do wizerunku miasta.
    Pozdrawiam i napisałam do Ciebie maila,bo miałam się przypomnieć 🙂

  • Paulina Szałamacha

    Sama atmosfera miasta i ta względnie młoda historia odbija się na mieszkańcach. Jeśli przebywasz w otoczeniu szarych zniszczonych budynków i ruin to trudno o uśmiech. Smutne miejsce, oby kiedyś udało się im się zakopać przeszłość wraz z tym wszechobecny gruzem…

  • Szczepson on tour

    Podziwiam odwagę ludzi, którzy pozostali w mieście. A co do graffiti to może jest to sposób, aby chociaż na chwilę zapomnieć o wydarzeniach z przeszłości i żeby wizerunek miasta nie był taki smutny jak piszesz….

    • Też podziwiam. Nie wiem czy mogłabym żyć w ciągłym strachu i niepewności.

  • Evi

    Prawdę mówiąc w ogóle nie miałam pojęcia, co tam się stało i jak bardzo to do dziś jest odczuwalne, widoczne… to straszne. Również wspomniane przez Ciebie porównanie do Nepalu nie chce mi wyjść z głowy. Mam nadzieje, ze jednak miasto się otrząsnie i odbuduje w końcu, również w sercach mieszkańców.

  • Fakt miasto jest ciche, jakby wszyscy z niego uciekli. Gdy byliśmy tam po raz pierwszy na weekend, mieliśmy podobne odczucia. Życiem tętnił tylko, zbudowany z kolorowych kontenerów, Re:START, a poza tym … cisza. Jednak poznaliśmy trochę osób z Christchurch i są mega pozytywni, dzielą się nawet swoimi przeżyciami z 22.02.2011, nie omijają wspomnień z tego dnia szerokim łukiem. A za tydzień wpadamy tam w odwiedziny do pewnej staruszki – Polki, która została przetransportowana do NZ w trakcie II Wojny Światowej… to dopiero będzie spotkanie i ciekawa historia.

    • Cisza, cisza i jeszcze raz cisza. Przygnębiająace to.
      Udanego spotkania!

  • Byliśmy w Christchurch rok temu i mieliśmy trochę inne odczucia. Owszem, miasto było zniszczone i ciężko było nie dostrzec wpływu, jaki wywarły na ludzi trzęsienia ziemi, aczkolwiek spotkaliśmy wiele osób z optymizmem patrzących w przyszłość, poznaliśmy projekty odbudowy miasta, widać było, że jest tam dość spora grupa osób, która traktuje Christchurch jak swój dom i chcą tu zostać. Z drugiej strony, nie da się ukryć, że po drugim trzęsieniu ziemi część mieszkańców oraz firm uciekło z tego miasta i szuka szczęścia gdzie indziej. W każdym razie, trzymamy kciuki, żeby wszystko jakoś się ułożyło:).

    • Fajnie, że mieliście poznać mieszkańców Christchurch pełnych optymizmu. Mnie to nie było dane :(.

  • Straszna tragedia. Szczerze mówiąc, nie wiem jak postapilabym w tej sytuacji. Ale żywioły zawsze mnie przerażały. Podziwiam ludzi, którzy wiedząc o niebezpieczeństwie zostają i budują swoje życie właśnie tu. Trzymam mocno kciuki za odbudowę, również wewnątrz mieszkańców

  • Atmosfera tego miejsca musi być bardzo przygnębiająca. To ważne, że odwiedzasz również takie rejony, bo podróżowanie to nie tylko ciepły piasek i lazurowa woda. Zdarza się jednak, że ludzie albo nie umieją uszanować wydarzenia związanego z danym miejscem, albo czasem mam wrażenie, nie wiedzą dokąd jadą. Na własne oczy widziałam uśmiechnięte selfie robione przed pomnikiem ofiar holokaustu albo sesje na cmentarzach :/ A tak swoja drogą podziwiam Twoją odwagę i z wypiekami na twarzy zaczytuję się w kolejnych postach. Czekam na kolejne. Powodzenia!

  • Brzmi niezbyt ciekawie, ale pamiętam, że snapy Andrzeja z Los Wiaheros z tego miejsca oglądałam z zaciekawieniem. To musi być bardzo trudne wciąż mieszkać w mieście, które nawiedził taki kataklizm. W sumie nie dziwię się, że określiłaś mieszkańców mianem smutnych odważnych ludzi… Może potrzebują jeszcze więcej czasu?

  • Sandra

    Ja byłam w ChCh prawie rok temu i miałam inne odczucie – może to kwestia słonecznego, pogodnego dnia, ale miasto zapamiętałam jako bardzo kolorowe i wesołe, z wieloma młodymi ludźmi siedzącymi przy kawie lub hot dogu w centrum zbudowanym z kolorowych kontenerów. Sporo tam znaków tego co sie stało, sporo wystaw przypominających kataklizm sprzed tych kilku lat i wszechobecne remonty, ale na pewno nie nazwałabym tego miasta smutnym i pesymistycznym 🙂

  • Paweł Moroń

    Nie powiedziałbym, że wstrząsający. Raczej pełen nadziei, bo miasto rodzi się na nowo. Ale fakt, dalej jest w ruinie.
    Zapraszam do mnie 🙂 https://eatsharetravel.wordpress.com/2016/01/07/christchurch-we-built-this-city-on-rocknroll/