24
Maj-2015

Wschód słońca nad Bromo. A miało być tak pięknie…

jeep

Znienawidzony dźwięk budzika wyrywa mnie ze snu. Jest 2:45, nieprzyjemny, zimny wiatr wdziera się przez nieszczelne okno, w kranie znowu nie ma wody, a po kołdrze biega tłusty pająk. Dzień nie zaczyna się najlepiej, ale nic nie zepsuje mi 14 maja. Dziś mijają cztery miesiące od mojego wyjazdu z Polski i z tej okazji postanawiam wybrać się na wyjątkowy wschód słońca.

Wyjątkowy, bo wyjątkowe jest miejsce, w którym zobaczę to poranne widowisko. W jeepie dostaję miejsce z przodu, bo jestem jedyną osobą podróżującą solo. Indonezja to chyba tak zwany romantyczny kierunek. Każdego dnia spotykam tu dziesiątki gruchających gołąbków. Całkiem nieźle sobie radzę z tą moją samotnością, chociaż dzień po przylocie z Australii chciałam kupić bilet na samolot i wracać tam, gdzie czuję się kochana.

Wleczemy się niemiłosiernie, a za nami ciągnie się sznur samochodów. Liczę jeden po drugim i wnioskuję, że oprócz mnie, wschód słońca ma zamiar zobaczyć 300 innych osób. Czytałam w internecie, że na wzgórzu trzeba się dosłownie przepychać, by zrobić dobre zdjęcie. Pędzę więc szybkim krokiem, by zająć jak najlepsze miejsce. No tak, jestem w Azji, a tu pojęcie kultury osobistej ma nieco inne znaczenie… Kilka centymetrów przed moim nosem staje indonezyjska para, która cyka 100 selfie, w tym po 10 w tej samej pozycji. Ok, nie będę narzekać. W sumie to całkiem miło się na nich patrzy.

Nie marznę tak, jak na kosmicznym kraterze Ijen, bo tym razem pomyślałam i przed wyjściem wypożyczyłam w hotelu kurtkę za 40 000 rupii (12 zł). Wyglądam jak czarny i smutny worek na śmieci. Słońce leniwie wyłania się zza chmur i ciepłymi promieniami oświetla to, na co wszyscy czekamy. Naszym oczom ukazuje się ten widok…

just bromo

Tak na marginesie, to zdjęcie widział chyba każdy, kto choć trochę interesuje się Indonezją. To jedno z tych miejsc, do których zawsze chciałam pojechać, ale nie potrafiłam wytłumaczyć dlaczego. Spoglądając na majestatyczne wulkany czułam jakiś niedosyt, miałam wrażenie, że zaliczam kolejny ładny widoczek i jadę dalej. Ciężko o fajny klimat, gdy za plecami kaszle dziesięć osób, kilkoro dzieci biega przed stopami, a przy każdej próbie zrobienia zdjęcia ktoś wchodzi w kadr. A to miejsce jest przecież idealne do samotnej wędrówki i rozmowy z samym sobą. Na pewno warto tu wrócić w ciągu dnia, gdy turyści odpoczywają w swoich hotelach. Znowu tęsknię za Australią, gdzie miałam tyle miejsca i luzu ile chciałam. Najbardziej odpowiadała mi tam „kontrolowana samotność”. Kiedy chciałam pobyć sama wychodziłam na spacer po okolicy, a gdy potrzebowałam towarzystwa zawsze mogłam z kimś porozmawiać i się przytulić.

Jeśli jesteś blondynką o jasnej cerze, to w Indonezji licz na dużą popularność. A może dotyczy to wszystkich białych? Za przeproszeniem nie mogę się odpędzić od młodych, którzy co kilka minut proszą o mnie o zapozowanie do zdjęcia. Od jednego chłopaka dostaję nawet bukiet kwiatów, jednak po chwili wraca on do właścicielki – pięknej panny młodej biorącej udział w sesji ślubnej.

just married

Następny przystanek to krater Bromo. Kierowcy jeepów sprytnie zatrzymują się 15 minut drogi od wejścia, by dać zarobić kolegom oferującym transport konno. Do pokonania mam 250 schodów, ale po trekkingu w Nepalu nic podobnego mnie już nie wzruszy. Docieram na szczyt, gdzie uderza mnie silny zapach siarki i automatycznie przyprawia o mdłości. Widok żywego krateru, z którego wydobywają się kłębiaste chmury robi na mnie większe wrażenie, niż obserwowany godzinę wcześniej wschód słońca. Chodzę sobie po ramionach tego żywego organizmu i wsłuchuję się w jego ciężki oddech. Potknięcie się w tym miejscu może się skończyć tragedią. Uciekam na sam szczyt, by choć na chwilę pobyć sama i  podziękować Bogu za kolejny niezwykły dzień.

Teraz czeka mnie 10-godzinna podróż autobusem do Yogyakarty. Zgadnijcie, o której jutro wstaje. Tak, o 2:45. Nie wiem co oni mają z tymi wschodami słońca :D. Serio, jadę 10 godzin tylko po to, żeby zobaczyć jak słońce wstaje nad największą na świecie buddyjską świątynią. Oby było warto!

Bromo sunrise

sunrise

bromo crowded hill flowers from Indonesians bromo crater bromo inside

bromo trail

polish flag he he lonely ride

250 stairs to Bromo volcano

0

 likes / 29 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • malaiduzywpodrozy

    Warto czasem zerwać się z samego rana (chociaż my lubimy pospać). Szkoda tylko, że takie tłumy. Takie widoczki zdecydowanie lepiej oglądać samemu, albo z drugą połówką 😉

    • Z drugą połówką na pewno byłoby zabawniej, bo smialibysmy sie z tej sytuacji 🙂 w sensie pobudki o 2:45 i tłumów na wschodzie 😉

  • Ewa

    Troche smutny wydźwięk tego artykułu… czasem bywa tak, że atrakcja, po której wiele sobie obiecywalismy potrafi „sie zepsuć” przez tłumy ludzi. Trzeba się chyba w tych czasach pogodzić z tym, że nie będziemy jedyni, którzy jakiś cud chcą obejrzeć. Podobne odczucia miałam w Angkorze, kiedy dzikie tłumy obserwowały wschod słonca nad Angkor Wat. No ale zabronić innym oglądania?

  • sekulada.com

    wygląda świetnie, ale te tłumy faktycznie psują całość! niestety to jest coś przed czym nie da się uciec. chyba nie tylko w Indonezji biali ludzie są rozchwytywani 🙂 taka blondynka w Indiach też nie ma łatwo!

  • Tłumy potrafią wszystko popsuć, ale cóż. Przecież nie da się im tego zabronić. Zdjęcia są przepiękne – bez względu na wszystko…

    • Najlepiej byłoby chyba pojechać tam na własną rękę i przejść się po okolicznych wzgórzach w ciągu dnia, kiedy nie ma tłumów.

  • Wow, nie znałem wcześniej Twojego bloga i projektu. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Co tam wschód słońca jak można obcować tutaj z tak niesamowitą osobą 😛

  • Gabi

    Czy wybierasz się też do Ameryki Południowej?

  • Zdjecie widzialam faktycznie milion razy, ale myslalam, ze sa tam pustki. Zdjecia tych tlumow mnie przerazily!

  • TropiMy Przygody

    Chciałem już pisać o tych pięknych widokach, ale… zauważyłem, że jeszcze w tym roku być może będziesz w Ameryce Południowej 🙂 My w listopadzie zaczynamy naszą podróż do okoła świata i będziemy jechać w dół do Ziemii Ognistej, raczej niespiesznie. Może się gdzieś przetną nasze ścieżki w trasie? 🙂 btw jakbyś kiedyś do Wrocławia zawiatała i nie wiedziała gdzie zjeść (a propos twojego przewodnika po Krakowie) to u nas przewodnik po wege knajpach we Wrocławiu 🙂

    • Być może na siebie wpadniemy! Będę śledzić waszą wyprawę 🙂 Ale super, że macie wege dział u was na blogu 🙂

      • TropiMy Przygody

        A My Twoją 🙂 będziemy go sukcesywnie poszerzać o kolejne odwiedzane kraje 😉

  • agnieszka

    Niestety, stopa turysty dotarła już niemal w każdy zakątek świata i coraz mniej miejsc, którymi można delektować się w samotności, nie czując na sobie oddechu innych podróżników. 😉 Wyprawa, którą opisujesz plus te fantastyczne zdjęcia są jednak tak fantastyczne, że chyba nawet nie przeszkadzałby mi te tłumy.. 🙂 Przepiękne krajobrazy!

  • magda

    Heheh wszyscy narzekają na tłumy ale przecież my też jesteśmy ich taką samą równą częścią i inni też by woleli być w jakimś miejscu bez nas :d w czym jedni turyści są lepsi od drugich? Po za tym piękne zdjęcia, śledze Cię od jakiegoś czasu, jesteś naprawdę niesamowitą dziewczyną mam wrażenie że bez żadnych ograniczeń w głowie, zazdorszcze takiej ekstra postawy! 🙂 Pozdrawiam 🙂

    • Wiesz co, masz rację! Sama jestem częścią tego tłumu, a zabrało mi się na marudzenie. Buzia na kłódkę i jadę dalej 🙂

  • Zaciekawiła mnie ta wypożyczalnia kurtek – każdy hotel taką prowadzi? I skąd pomysł na taki biznes? Nigdy nie byłam w tej części świata 😉

    • Każdy hotel, który oferuje wycieczki na Bromo 🙂 Biznes się kręci, bo turyści przyjeżdżają w krótkich spodenkach, a temperatura powietrza rano wynosi ok. 10 stopni 😉

  • Wiola Starczewska

    No, ładny widoczek, ładne wulkany, ładny wschód słońca, ale zaraz, co oni sprzedają na tym targowisku pod wulkanem? Wygląda znajomo jak polskie palmy Wielkanocne.

    • Wydaje mi się, że to są kwiaty, które składa się bogom. U góry jest mała hinduistyczna kapliczka (?).

  • Piotr Czyszpak

    Nie wiem czy jestem jakiś inny ale kompletnie nie kręci mnie wschód słońca z tlumem turystów i chyba wolał bym odpuscic, ale może warto czasem pójść z tłumem. .. :)))

    • Albo przyjść po wschodzie 😉 Sama skorzystałabym z takiej opcji gdybym mogła.

  • Aleksandra Radzio

    Właśnie nadrabiam zaległości w czytaniu Twoich ostatnich postów – ostatnio tylko na facebooku śledziłam, bo moje życie kręciło się wokół pisania magisterki 😉 I trochę się pogubiłam – może umieścisz na blogu jakąś mapkę Twojej trasy aktualizowaną na bieżąco? 🙂 wiem, że byłaś w Australii, potem Indonezja, wolontariat na wysepce Gili Meno i znów Australia? Teraz wyczytałam, że wracasz do Europy i potem znowu do Australii? Tak się zastanawiam czy to opłacalne? Bo bilety lotnicze są chyba najdroższe i zawsze idzie na nie najwięcej funduszy!

    A co do wpisu to jak zawsze piękne zdjęcia i ciekawa relacja 🙂 Tłumów się nie uniknie niestety, wszędzie jest już mnóstwo turystów, ale ja zawsze sobie mówię właśnie, że ja też z jakiegoś powodu tam jestem, skoro są turyści to znaczy, że miejsce jest warte zobaczenia i skoro sama tam pojechałam to nie mogę być zła, że inni zrobili to samo 😉 W Azji nie byłam, ale w Ameryce Łacińskiej z kolei opłaca się jeździć do atrakcji o wschodzie słońca – w Machu Picchu też niby od samego rana kolejka przy wejściu, ale mimo to bezcenne jest zobaczyć ruiny spowite porannymi chmurami kiedy turystów jeszcze nie ma w dole w ruinach – potem wszyscy się rozpełzają po całych ruinach i już przez cały dzień się ich nie uniknie na zdjęciu 😉 Tak samo w Tikal w Gwatemali – od rana jest niesamowity klimat, a im później, tym ludzi tylko przybywa, w innych ruinach w regionie to samo. W Meksyku najgorzej jest na Jukatanie – w Tulum byliśmy jak już mocno grzało słońce (koło 10) i niemal przejść nie można bo się wpada na wielkie grupy turystów blokujące ścieżki… W Chichen Itza koło 8:30 było fajnie, a potem to samo – upał i tłumy. W porównaniu z Jukatanem to np. Palenque czy właśnie Tikal wydają się świecić pustkami 🙂 Jak będziesz już w Ameryce – Peru lub Meksyk i okolice to służę radami 🙂 🙂

    • Ty nadrabiasz zaległości w czytaniu, a ja w odpisywaniu na komentarze 🙂 Mapka powstanie, to całkiem niezły pomysł. Tak, ciągle wracam do tej Australii, bo znalazł się duży powód 🙂 Bilety lotnicze to rzeczywiście największy wydatek mojej podróży, ale np. kupując bilet z Australii do Malezji z wyprzedzeniem nie płaci się więcej niż 100 dolarów, więc nie ma jakiejś tragedii. Planuję trekking na Machu Picchu, wiem, że nie uniknę tłumów. Spróbuję sobie wyobrazić, że jestem tam sama 😀 W razie pytań będę pisać. Meksyk też jest w „planach” 🙂

  • Wanda

    …i co z tym wschodem słońca nad buddyjską świątynią, warto było?? 😀 tak sie wczytałam ze muszę znać odpowiedź 🙂

    • TAK! Ale preferowałabym późniejszą godzinę ;). Ze względu na mniejsze tłumy.

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec