03
Cze-2018

Szwajcarska Jura – potęga w łagodności. Propozycja 3-dniowej wycieczki

Jedną z wielu rzeczy, które mi w życiu nie wychodzą jest bycie zorganizowaną. Nie chodzi tu o robienie rzeczy na czas i porządek w półkach. Moje niezorganizowanie to stracony bilet lotniczy, samotna noc na dworcu, zgubione karty płatnicze. Bo nie dopilnuję tego, co trzeba. 

Wtedy mówię sobie, że nic się nie dzieje bez przyczyny, ktoś bardziej potrzebował moich pieniędzy, ubrań, na zapyziałym dworcu miałam spotkać kogoś niezwykłego. Taka pogadanka do siebie działa 😉

szwajcarskajura1

DZIEŃ pierwszy – ST. URSANNE 

Wysiadłam w St. Ursanne, maleńkim miasteczku w zachodniej Szwajcarii, gdzie miałam spędzić romantyczny wieczór. Z samą sobą. Pociąg zatrzymał się na wzgórzu. Szybko policzyłam, że spacer po historycznej kostce z ciężką walizką zająłby mi jakieś 20 minut, czyli  za-dłu-go.

Szwajcarska komunikacja publiczna działa jak szwajcarski zegarek. Ponadprzeciętnie. I tak przy dworcu czekał już na mnie autobus. Ale co z tego skoro nie ściągnęłam mapy i nawet nie wiedziałam gdzie wysiąść. Jakimś cudem otworzył się gmail, gdzie miałam zapisany adres. Pokazałam go pani kierowcy. Próbowała coś tłumaczyć po francusku, ja odpowiadałam po angielsku. Czyli nie dogadamy się.  

Wrzuciła trzeci bieg, skręciła w lewo, prawo, przejechała przez most na drugą stronę rzeki i wysadziła mnie tuż pod drzwiami mojego airbnb. Dzięki takim ludziom jeszcze żyję.

szwajcarskajura

Jak decyduję o kierunkach moich podróży? Różnie. Często mocno intuicyjnie. St. Ursanne wybrałam na podstawie jednego zdjęcia z grafiki google. Ciepłe, popołudniowe słońce rozlało się po starych budyneczkach i moście, jak z disnejowskich bajek. Romantycznie to mało powiedziane. Potem weszłam na mapę i gdy zobaczyłam, że w miasteczku jest zaledwie garstka domów stwierdziłam: jadę. 

Do dziś do St. Ursanne można się dostać przez jedną z trzech historycznych bram. Św. Piotra, św. Pawła i św. Jana. Tu nie uciekniemy od świętych. Samo miasteczko zostało nazwane po św. Ursynie, irlandzkim mnichu, który przybył na te ziemie w 600-którymś roku i osiadł na brzegach rzeki Doubs. 

Przez cały wieczór zobaczyłam sześciu turystów. Chyba nie muszę mówić jak wspaniale było mieć to miejsce dla siebie? Słyszałam tylko mruk starego akordeonu i miałczenie kilku puszystych kotów.

szwajcarskajura4

Po zachodzie usiadłam z owieczkami w ogrodzie mojej gospodyni. Kocham te dni, kiedy słońce chowa się o 21:04. Mieszkając przez ostatni rok w Australii bardzo za tym tęskniłam.

 Oczy mi się zaświeciły, ze wzruszenia. 

Dlaczego nie mogę się tak bardzo zachwycić moim miastem? Krakowem? Dlaczego wystarczy, że pojadę do uroczej szwajcarskiej pipidówy, a w oczach stają mi świeczki? 

Podróż wywołuje w ludziach emocje, które ciężko odtworzyć w domu. Choć tak bardzo chciałoby się przeżyć to samo, na miejscu, u siebie jest po prostu inaczej. Przynajmniej u mnie. 

szwajcarskajura5

Rano było mi mało.

Skorzystałam z propozycji pieszej wycieczki po najpiękniejszych punktach St. Ursanne, którą znalazłam w lokalnym punkcie informacyjnym (położonym w domu z 1565 roku!).

szwajcarskajura9

Odwiedziłam kościół kolegiacki z XII wieku, gdzie złożone są relikwie św. Ursyna. 

Na tyłach znajduje się wewnętrzny dziedziniec. Z takim światłem.

szwajcarskajura6

Przeszłam pod kolejną bramę miasta – tym razem św. Pawła – z zegarem bijącym nieprzerwanie od 1713 roku. 

Wszystko wyglądało lepiej niż na na jakimkolwiek zdjęciu.

szwajcarskajura3

szwajcarskajura7 szwajcarskajura8

szlaki piesze w st. ursanne

A i tak znalazłam coś ładniejszego.

Jura to przecież ukwiecone łąki, pagórki, doliny, spokojnie płynące wśród równin rzeki. Człowiek lasu i tak najwięcej przyjemności dozna pośród drzew.

st. ursanne mapa

Pani z punktu informacyjnego poleciła mi dwa szlaki – pierwszy o długości 6, a drugi 25 kilometrów.

Wybrałam ten pierwszy (nie dlatego, że był krótszy :D), ale dlatego, że ciągnął się wzdłuż rzeki, po czym odbijał w górę.

szwajcarskajura10

Trasa mocno mnie zahipnotyzowała. Zapomniałam, że powinnam była skręcić w prawo i maszerować pod górkę.

Być może zbyt mocno się zamyśliłam, gdy wpadłam na mały drewniany domek. Wyobrażałam sobie jak kolejne kartki mojej książki falują na rozedrganym powietrzu. Rozłożone pod dostojną lipą. A ja piję herbatę i wsłuchując się w rytm rzeki pozwalam im uciekać. 

szwajcarskajura11

szwajcarskajura12 szwajcarskajura13

Nadłożyłam kilometrów.

Przystanęłam na pagórku i spojrzałam na łagodny Doubs. Dostrzegłam most, po którym dzień wcześniej przejeżdżałam pociągiem. Powinnam powoli ruszać w kierunku stacji.

szwajcarskajura17

jura

Nie mam ochoty nigdzie jechać, nigdzie się stąd wydostawać. Pędzić na pociąg. 

Chcę tu zostać. Patrzeć na wapienne skały, leżeć we wchodzącej w uszy trawie. Stopić się z zimnym kamieniem. Obrosnąć mchem. Zostać do rana.

Wielki Kanion Szwajcarii

Dzień drugi – Wielki Kanion Szwajcarii

Na szczęście mieli dla mnie resztki makaronu. Z dziesięcioma ząbkami czosnku i jedną cebulą. Zdążyłam do Noiraigue przed zmierzchem.

Drugi dzień miał być absolutnym hitem mojego pobytu. Wielki Kanion Szwajcarii. To brzmi potężnie.  

13 i pół kilometra. 5 godzin wędrówki. Cisza, bezpieczna. Łamiąca się przy trzasku drobnej gałązki.

wielkikanionszawjcarii

Wielki Kanion Szwajcarii 4

Gdy doszłam do celu, nie zobaczyłam nic poza mgłą. Otuliła wszystkie zakamarki i poprosiła o cierpliwość.

Zaczęłam notować pierwsze wrażenia w moim dzienniku.

„Skalisty krąg Creux du Van otworzył się. Zobaczyłam koliste klify spadające 50 pięter w dół. Formację wapiennych skał stworzoną najpierw przez lodowiec, a potem przez potoki.”

szwajcarskajura21

„Raj botaniczny, niemal w każdym sezonie. Strzeliste drzewa rzucają długie cienie. Zaczyna kropić. Na szlak wchodzi koziorożec.”

Wielki Kanion Szwajcarii 15

Przeniosłam te słowa do osobnego postu, bo takie miejsce zasługuje na własny wpis.

„Cuda, które się zdarzają. Wielki Kanion Szwajcarii”

Przenieś się na szlak. Godzina za godziną, kadr za kadrem.
(+ zdobądź praktyczne info).

szwajcarskajura24

DZIEŃ TRZECI – MURTEN 

Normalnym stanem mózgu jest chaos. Im dłużej przebywam w mieście, tym chaos jest większy. 

Mało kto potrafi się do niego dostosować. Próbujemy się dostroić, uczymy się z nim żyć, ale i tak już do końca świata będzie elementem obniżającym jakość naszego życia. 

Dlatego podziękowałam sobie za to, że po całym dniu spędzonym na ścianie cudu natury pojechałam do maciupeńkiego miasteczka.

Murten. 

Mieszanki języków francuskiego i niemieckiego, gdzie na spokojnej tafli jeziora Murten majaczą winnice. A Jura spogląda z daleka. 7000 mieszkańców, garstka turystów. Totalny relaks.

szwajcarskajura22

Hostka z airbnb odebrała mnie z dworca. Zamiast skierować się do domu, pomknęła malowniczymi uliczkami starówki. 

Pokazała mi mury miejskie, z którego miał być najlepszy widok na zachodzące słońce. 

Rzuciłam bagaż na podłogę, założyłam sukienkę i bez prysznica pobiegłam w stronę centrum.

W ostatniej sekundzie wbiegłam na średniowieczne mury.

szwajcarskajura23 szwajcarskajura25

Jedyne oryginalnie zachowane mury miejskie, które można obejść dookoła. 

Zostałam tak długo, aż zrobiło się zupełnie ciemno. Miałam chwilę, żeby ułożyć w głowie doświadczenia ostatnich dni. Ogarnąć ten chaos. Wiedziałam, że za chwilę spotkam się z pozostałą piątką blogerów i o wszystkim im opowiem. 

szwajcarskajura26

Czyli o czym?

I co komu? Czy wszystkim opowiem, jak uciekałam przed trzema burzami? Jak średniowieczne miasteczka totalnie mnie rozłożyły i rozbudziły we mnie tęsknoty, których nie doświadczyłam od miesięcy?

Jak stojąc na ścianie Wielkiego Kanionu Szwajcarii czułam jego siłę?

Jak chciałam zmienić datę wylotu i zostać?

Jak byłam wdzięczna za to zaproszenie?

szwajcarskajura28

Poranek przyniósł nową energię. 

W ramach biletu Swiss Travel Pass mogłam popłynąć w rejs do pobliskiego winiarskiego regionu Vully. Przez godzinę obserwowałam świat z poziomu wody. Zupełnie inne doświadczenie. Bardzo miłe po wędrowaniu przez dziesiątki kilometrów.

szwajcarskajura29 szwajcarskajura30

Z Murten startują również statki płynące po wszystkich jeziorach regionu Trzech Jezior – Bien, Murten i Nuchatel. To klasyczna propozycja dla tych, którzy mają nieco więcej czasu. 

Jezioro można także objechać rowerem, 25 kilometrów, czyli w jakieś dwie godziny? 

Na dokładkę dowiedziałam się, że w okolicy znajduje się 90 kilometrów tras do jazdy na… rolkach!

szwajcarskajura36

Szwajcarska Jura, okazała się potężna, ale łaskawa. Cała, zdrowa (i na czas) trafiłam na stację Murten skąd ruszyłam do Lucerny. Tam spotkałam się ekipą Bloceania. Nie było przestrzeni na poważne rozmowy. Nikt nie dowiedział się o moich tęsknotach i burzach.

Przestrzeń została wypełniona zabawą. Szwajcaria podarowała nam na koniec dużo uciech.

szwajcarskajura33 szwajcarskajura34 szwajcarskajura35

Wygłupy w parku linowym, wjazd gondolą na Pilatus, zjazd koleją zębatą (drugą najstarszą na świecie). 

Rejs po jeziorze Czterech Kantonów.

Czas na ostatnie przytulasy, zdjęcia. Obietnice ponownych spotkań i powrotu do krainy gór, czystej kranówki i spowitych mgłą jezior. 

szwajcarskajura37

A ty gdzie pojedziesz? wielki konkurs

Podróż po Szwajcarii została zrealizowana w ramach akcji grupy Bloceania, która wraz z marką „Szwajcaria. Tak Naturalnie” przygotowała akcję Szwajcaria na 6, czyli opowieść o kraju z punktu widzenia sześciu różnych perspektyw: zwiedzanie miast, odkrywanie smaków, wędrówki przyrodnicze, trasa samochodowa, podróż rowerowa. Zostałam zaproszona do pokazania wam pieszych szlaków. Teraz twoja kolej. Pokaż nam jaki jest twój pomysł na Szwajcarię.

Co zrobić, żeby wygrać pobyt w Szwajcarii? Wrzuć kreatywne zdjęcie, film, tekst lub kolaż na jeden ze swoich profili społecznościowych (FB, Instagram, Twitter) i koniecznie oznacz go hasztagiem #SzwajcariaNa6. Przekonaj nas, że to właśnie ty masz wygrać i pojechać na wycieczkę do Szwajcarii.

Zwycięzca otrzyma dwa bilety lotnicze dla dwóch osób liniami Swiss do Szwajcarii, voucher na trzy noclegi w pokoju 2-osobowym ze śniadaniami oraz dwa bilety Swiss Travel Pass w pierwszej klasie (!) uprawniające do korzystania z pociągów, komunikacji miejskiej, statków na jeziorach i wejścia do jednego z ponad 400 muzeów. Wyślij swoje zgłoszenie do 30.06.2018 r.

Nie będzie się liczyć liczba polubień, a twoja kreatywność! Tutaj znajdziesz regulamin konkursu i formularz zgłoszeniowy.

A tymczasem idę podejrzeć hashtaga #szwajcariana6 i zobaczyć co fajnego już wrzuciliście :).

Powodzenia!

Zobacz publikacje reszty blogerów na temat ich szwajcarskich tras:

Wędrowne Motyle: Niesamowita podróż z bajkowymi widokami na Alpy. Nasza trasa szwajcarskimi kolejami

Zapiski ze świata: City break w Szwajcarii: Jak zwiedziłam Zurych, Bazyleę, Berno, Thun, Fryburg i Lucernę

Wpis powstał w wyniku współpracy ze Szwajcarską Organizacją Turystyczną, oddział w Polsce w ramach kampanii promocyjnej Grupy Bloceania. Wszystkie opinie i spostrzeżenia są niezależne i należą do mnie. Bilety Swiss Travel Pass do kupienia online.

1

 likes / 11 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • Najbardziej spodobałby mi się dzień drugi – zdecydowanie moje klimaty. Małe miasteczko, skąd można udać się na piękny szlak. Po prostu raj 🙂

  • Też często wybieram cel podróży na podstawie zdjęcia 😉 Szwajcaria dla mnie jeszcze nie odkryta… muszę nadrobić 🙂

  • Anita Skowera

    My przed każdą podróżą przeglądamy fotki na Instagramie z miejsc, do których się wybieramy 😉 Istna skarbnica inspiracji 🙂 U Ciebie zdecydowanie Wielki Kanion Szwajcarii jest w naszym klimacie. Na Twoich fotkach prezentuje się fantastycznie!

  • Magda Delkowska

    Mam podobnie z pipidówami:):) One cieszą mnie bardziej niż krakowskie zaułki 😀

  • fajne miejsce! ja póki co znam Jurę… ale tą polską, między Krakowem i Częstochową 😀 btw. ładne zdjęcia! chociaż II dzień w ogóle nie kojarzy mi się ze Szwajcarią – jakbym nie wiedział, gdzie to jest, to pewnie bym pomyślał, że na północy (może ze względu na mglistą pogodę)

  • Ada Przybylska

    Hej! Cudowne zdjęcia. Właśnie myślałam o Szwajcarii, głównie dlatego, że ostatnie wyprawy to były dłuższe citybreaki. Twoje zdjęcia mnie absolutnie zauroczyły. Czy mogłabyś powiedzieć dokąd leciałaś i jak się później dostałaś do tego pierwszego miasteczka? Pozdrawiam 😉

    • Dziękuję! Leciałam liniami swiss z Warszawy do Zurychu, skąd pojechałam pociągiem do St. Ursanne (zajęło to dwie godziny). Tu możesz sprawdzić rozkłady pociągów: https://www.sbb.ch/en/ :).

      • Ada Przybylska

        Bardzo dziękuję, jadę tam <3