08
Lis-2015

Straszna historia o couchsurfingu w Indiach, której wam nigdy nie opowiedziałam

nadia in india

To był pierwszy tydzień mojej podróży dookoła świata i pierwszy tydzień w Indiach. Żegnałam się z Amerykanką Mer, która wraz ze swoim mężem gościła mnie w Bangalore. To były wspaniałe trzy dni – dzięki nim zaaklimatyzowałam się w tym kraju i uwierzyłam, że dalej dam sobie radę sama. Ale sama nie byłam. Poznany u Mer Ed postanowił pojechać ze mną na południe, by zobaczyć zielone herbaciane wzgórza Munnaru. Cieszyłam się, że będę miała kompana – pomyślałam, że podróżując z kimś będzie bezpieczniej. Ed był 21-letnim punkiem, ważył mniej niż ja, chodził w czarnych ciuchach, malował twarz i co rano układał swoje farbowane na białe włosy. Będąc w jego towarzystwie mogłam na chwilę odpocząć od ciekawskiego wzroku przechodniów – wszystkie oczy skierowane były na niego. Wsiedliśmy do rozklekotanego autobusu i ruszyliśmy na spotkanie z naszym hostem.

Guarav był dobrze zbudowanym mężczyzną po trzydziestce. Na swoim profilu napisał, że jest lekarzem, pracuje w czterech klinikach i mieszka w maleńkiej wiosce oddalonej od turystycznego Munnaru o kilkadziesiąt kilometrów. Nie wiedziałam o nim nic więcej. Odebrał nas z dworca, po czym zawiózł do swojego domu. W progu powitał nas jego współlokator. Przecież Guarav ani raz nie wspomniał, że z kimś mieszka – pomyślałam. Już na wejściu poznaliśmy kilka zasad: nie wychodźcie z domu po zmroku, bo na drogi wychodzą węże, nie rozmawiajcie z sąsiadami, bo są dziwakami i nigdzie się nie oddalajcie.

Przygotowali posiłek, położyli go na stole i kazali nam jeść. Sami nawet nie skosztowali potrawy, wymigiwali się, że nie są głodni, że zjedzą później. Zapaliła mi się czerwona lampka. Jak to nie są głodni?! Przecież cały dzień pomagali schorowanym ludziom. To właściwie co jest na tym talerzu, że nawet tego nie spróbują? W głowie pojawiła się chmura czarnych myśli. Przyjechałam na wioskę zabitą dechami, gdzie domy są porozrzucane co kilkaset metrów, przebywam w mieszkaniu dwóch silnych mężczyzn, a moim obrońcą jest przestraszone chucherko. W pokoju, w którym miałam spać nie było nawet drzwi. Nie pozwolili nam wychodzić, ani rozmawiać z obcymi. Matko, w co ja się wpakowałam.

Pijaństwo i narkotyki

Nastał zmrok. Nasi gospodarze wyciągnęli litrową butelkę wódki i zaczęli pić. Ale nie tak kulturalnie z kieliszka. Wypełniali swoje szklanki do połowy i wychylali je jednym łykiem. Zaczęłam się zastanawiać ile minie czasu zanim przestaną racjonalnie myśleć i coś im odbije. Do tego na stole pojawiły się narkotyki. Ed zaciągnął mnie do pokoju i powiedział, że musimy coś zrobić. Nie możemy tu spać, przecież nie wiadomo jak to się skończy. Dwóch wielkich, pijanych chłopów, pokoje bez drzwi i te nieciekawe uśmiechy. Coś wisiało w powietrzu.

– Może powinniśmy powiedzieć hostowi, że czujemy się niekomfortowo i chcemy wracać do miasta – rzuciłam.

– A co, jeśli mu się to nie spodoba? Przecież nie znamy chłopa i nie wiemy jak zareaguje. Zwłaszcza, że już trochę popił. – dodał Ed.

Gdy obmyślaliśmy plan działania do domu wszedł trzeci mężczyzna – największy i najwyższy z nich wszystkich.

– No, w końcu jesteś – krzyknął Guarav. Nadia, Ed, poznajcie mojego współlokatora Amida.

– Cooo? Jak to współlokatora? Kolejnego? Ilu ich jeszcze przyjdzie?!  – wyszeptałam pod nosem.

Zaczęłam się trząść z nerwów, ale musiałam udawać, że wszystko jest w porządku. Uśmiechnęłam się, przywitałam, po czym czmychnęłam do mojego pokoju. Do niewielkiej torebki spakowałam paszport, pieniądze, telefon, ładowarkę i pamiętnik. Ogłosiłam, że codziennie opisuję swoją podróż w dzienniku i chciałabym wyjść na ganek, by w ciszy przelać swoje myśli na papier. Guarav oddelegował jednego z kumpli do dotrzymania mi towarzystwa. Hmm. Ciekawe po co mi towarzystwo. Poprosiłam Amida, żeby zostawił mnie samą. Gdy tylko przekroczył próg domu podniosłam się z krzesła i zaczęłam biec ile sił w nogach. Musiałam znaleźć ludzi i schronienie dla mnie i dla Eda. Na zewnątrz panowała absolutna ciemność. Co chwilę potykałam się o kamienie i konary drzew, ale nie zatrzymywałam się, bo wiedziałam, że prędzej czy później, któryś z nich wyjdzie na ganek sprawdzić co robię, więc muszę szybko działać. Co pomyślą? Co zrobią? Zaczną mnie szukać? Pobiegną za mną? A co będzie z Edem? Co się stanie z naszymi rzeczami?

W poszukiwaniu pomocy

Gdzieś w oddali tliło się światło. Po kilkunastu minutach wyczerpującego biegu dotarłam do domu, z którego dochodził śmiech i odgłosy rozmów. Gdy miałam pukać do drzwi zauważyłam podjeżdżające pod dom auto. Serce stanęło mi w gardle. Bałam się, że Guarav pojechał za mną. Wyostrzyłam wzrok i zauważyłam dzieci na tylnym siedzeniu. Podbiegłam do samochodu i zaczęłam stukać w szybę. Zaniepokojeni rodzice niechętnie otworzyli drzwi,  krzyczeli coś w swoim języku i wymachiwali rękami. Wskazali na 12-letnią córkę, tak jakby chcieli mi wytłumaczyć, że dziewczynka mówi po angielsku. Wyjaśniłam jej dlaczego się tu znalazłam i poprosiłam o pomoc. Uderzałam dłonią o szyję, by pokazać rodzicom, że mężczyźni, o których mówię piją alkohol, ale chyba mnie nie zrozumieli. Jak się później okazało w Indiach przykłada się kciuka do ust.

Zaprosili mnie do środka, gdzie zebrała się kilkupokoleniowa rodzina. Jakieś piętnaście osób stało w kuchni i patrzyło na mnie, jak na przybysza nie z tej ziemi. Ojciec zawzięcie dyskutował z matką i gdy już myślałam, że zaraz każą mi wyjść, 12-letnia dziewczynka kucnęła przede mną i powiedziała, że chcieliby, abym została u nich na noc. Wszystko działo się tak szybko. Do oczu napłynęły mi łzy.

Poczęstowali mnie gorącą herbatą i dziesięć razy pytali czy przypadkiem nie jestem głodna. Ojciec postanowił, że pójdzie do Guarava i odbierze od niego moje rzeczy. Wrócili razem. Mój host zaczął się awanturować i powiedział, że nie mogę zostać u tych ludzi i że nie powinnam im sprawiać kłopotu. Zaproponował, że zawiezie mnie (pijany) do najbliższego miasta, gdzie znajdę sobie hotel. Ostatecznie do hotelu zawiózł mnie ojciec dziewczynki, chociaż prosił, a wręcz błagał, żebym u nich została. Naprawdę chcieli mi pomóc. Ale ja nie byłam tam sama. Co z Edem? Przecież nie mogłam go tak zostawić. Pojechaliśmy do miasta w piątkę. Ja, Ed, dziewczynka, ojciec i host. Przed pożegnaniem Guarav poprosił mnie, bym wytłumaczyła rodzinie, że on nic mi nie zrobił, a przede wszystkim, że mnie nie dotykał, bo jeśli oni tak myślą, to on nie będzie miał życia we wiosce. Ludzie go zlinczują. Oczywiście to zrobiłam. Na końcu Guarav przeprosił mnie za zaistniałą sytuację i wrócił do samochodu. Podziękowałam jeszcze tej kochanej kruszynce, wyrozumiałemu ojcu i udałam się do swojego nowego pokoju.

Dlaczego teraz?

Nie pisałam o tym, bo za nic w świecie nie chciałam martwić moich bliskich. Zaraz kazaliby mi wracać. Poza tym wstydziłam się, że naraziłam siebie na niebezpieczeństwo w tak głupi sposób. Ale lepiej się wstydzić, napisać o tym doświadczeniu i mieć nadzieję, że nikt nie popełni takiego błędu, niż siedzieć cicho. Niech ten tekst będzie przestrogą.

Być może zastanawialiście się dlatego podczas mojej podróży dookoła świata nie nocowałam u ludzi z CS (oprócz tych Indii oczywiście).  Teraz już wiecie. Sypiam tylko u dziewczyn odkąd w Nowym Jorku host wyrzucił mnie i dwie koleżanki z mieszkania w środku nocy. Właśnie dlatego, że był pijany i coś mu odbiło. Tym razem postanowiłam zrobić wyjątek i wysłać prośbę o nocleg do mężczyzny (tak na marginesie była to jedyna osoba przyjmująca gości w tej okolicy). Stwierdziłam, że jest ze mną Ed, który jest przecież chłopakiem, więc nic złego się nie stanie. I nie stało się. Ale mogło. Do tej pory zastanawiam się, jakie ci lekarze mieli zamiary. Być może chcieli lekko poimprezować, a ja dopisałam sobie całą resztę? Tak czy inaczej nigdy nie będziemy do końca pewni, co nas spotka w domu kompletnie obcej osoby. Nie zrezygnuję z couchsurfingu, bo to właśnie przez ten portal poznałam Lidię z Penang, o której przeczytacie tutaj, Anga, dzięki któremu zagrałam koncert dla pacjentów malezyjskiego szpitala czy Alexa, z których objechałam Teksas, Chorwację i Słowenię. Na pewno stałam się ostrożniejsza i już nigdy nie dopuszczę do takiej sytuacji. Głupota nie boli, ale na szczęście człowiek się uczy przez całe życie.

Jeśli przebrnęliście do końca, to opowiedzcie mi jakie są wasze doświadczenia z Couchsurfingiem? Jakieś straszne, nieciekawe historie?

8

 likes / 70 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

Oh no...This form doesn't exist. Head back to the manage forms page and select a different form.

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec