29
Kwi-2016

Słyszeliście o sexpackingu? Zwierzenia z samotnego wypadu pod namiot w Byron Bay

Gdy Emi, dziewczyna, z którą pracowałam w Hard Rock Cafe Oslo powiedziała mi, że przyjeżdża do Byron Bay – miejscowości położonej godzinę drogi od Gold Coast – szybko spakowałam namiot, wypożyczyłam auto i ruszyłam na spotkanie z dawną koleżanką.

Mam sentyment do tej dziewczyny. Gdy w wakacje 2014 roku wylądowałam w Oslo, zupełnie nowym mieście, nowej pracy, bez żadnych znajomych, ta zaopiekowała się mną, zabierała na wino, spacery i plotki o facetach. 22-letnia Szwedka ze słodkim uśmiechem i imprezową duszą również postanowiła zostawić swoje norweskie życie i na początku roku wyruszyła w 3-miesięczną podróż po Australii.

Muszę wam coś wyjaśnić. Dlaczego zdecydowałam się nocować w namiocie? Bo zawsze chciałam zrobić to, co widziałam w wielu filmach i na różnych blogach podróżniczych. Fale morskie kołyszą cię do snu, śpisz na miękkim piasku, o wschodzie słońca otwierasz namiotowe drzwiczki i widzisz to:

sexpacking

Zdjęcie zostało zrobione na Koh Rong w Kambodży. Wysłała mi je Stephanie, z którą się zaprzyjaźniłam i podróżowałam przez dwa miesiące. Niestety dzień wcześniej opuściłam wyspę i ominął mnie ten wspaniały nocleg. Na kampingu w Byron Bay wszystkie miejsca z widokiem na ocean były zajęte (szkolne wakacje), więc pozostało mi przytulić się do australijskiego buszu.

byron bay namiot

SEXPACKING: Początki

Nie odkryję świata, gdy powiem, że im człowiek starszy, tym ma mniejsze zdrowie do imprezowania (czy są na sali jakieś wyjątki?). Jednak nie mogłam się wymigać z wieczornego wyjścia – Emi to prawdziwy imprezowy zwierz. Gdy trafiłam pod podany adres pomyślałam, że pomyliłam miejsca. Czyżbym trafiłam w sam środek Oktoberfest? Cztery długie ławy po brzegi wypełnione rozdartą młodzieżą (czuję się jak starucha pisząc to), na stołach puste puszki, pełne szklanki, resztki jedzenia i pijackie gry. Około 100 osób krzyczało, tańczyło, śpiewało, rozmawiało – po prostu bawiło się. Żeby się nie załamywać szybko znalazłam w głowię jeden pozytyw – jak dobrze, że tu nie śpię.

– Cześć Nadia, co słychać? –  powiedziała Emi i rzuciła mi się w ramiona. – Poznaj Monikę, która robi wolontariat w hostelu.

– Hej, miło cię poznać – odpowiedziałam.

– Obczajcie tego DJ-a. Ale jest słodki, co? – odparła Monika, Amerykanka o zjawiskowej urodzie. – Chciałabym go lepiej poznać, wiecie o co chodzi – roześmiała się w głos.

W ciągu 15 minut zdążyłam się dowiedzieć, że Monika sypia z wolontariuszem Johnem, ale gdy wyjechała na kilka dni, to John znalazł sobie inną Amerykankę, więc teraz szuka nowego faceta. Właściwie wszyscy wolontariusze uprawiają ze sobą seks i czasem ciężko złapać rachubę kto się z kim obecnie umawia. Czy na tym polega sexpacking?

Emi poszła do łazienki, Monika wybrała beer pong, a ja zostałam przy stole i przysłuchiwałam się rozmowom innych. Grupka obok grała w prawdę czy wyzwanie. Padło pytanie: z iloma osobami spałeś podczas podróży po Australii?

– Z pięcioma – odpowiedział może 20-letni Brytyjczyk.

– Hehe, ziomek, tylko z pięcioma? Słaby jesteś! – rzucił jego kumpel.

– Teraz twoja kolej Ashley – powiedział Brytyjczyk.

– Ale czekajcie, chodzi wam o Australię czy o wszystkie kraje? – zapytała zawstydzona Ashley.

– Tylko o Australię! Mów w końcu – rzucił jak się okazało James.

– Z jednym – odpowiedziała cicho Ashley.

– Kobieto, na co czekasz? Musisz nadrobić! Ashley pijesz! – dodał roześmiany James.

Dziewczyny wróciły do stołu z towarzystwem i po chwili nasza damska grupa zwiększyła się o kilka osób. Nie rozmawialiśmy o niczym innym, jak tylko o seksie. Co kilka minut zagadywali do nas podpici Brytyjczycy, którzy prawdopodobnie chcieli zwiększyć swój wynik. Na hasło „mam chłopaka” uśmiechali się i odchodzili od stołu. W pewnym momencie zostałam zupełnie sama – nikt nie chciał rozmawiać z zajętą staruszką! Jako 25-latka byłam najstarszą osobą w towarzystwie. Dziwne uczucie. Całe życie miałam poczucie, że jestem najmłodsza (poszłam rok wcześniej do szkoły). A teraz?

W klubie

Nadeszła pora na wyjście do klubu. Na dłoni przybito nam pieczątki, które miały zagwarantować bezpłatne wejście i darmowego szota. W środku było gorąco, tłoczno i głośno. W końcu miałam okazję potańczyć! Nasza grupka szybko się zmniejszyła. Laski poszły w tany, śliny i inne ;). Jedna z dziewczyn w ciągu godziny pocałowała czterech kolesi, z czego znała dwóch. Ale to też działa w drugą stronę. Jakiś koleś wymieniał płyny z laską, której kompletnie nie znał. Nie żeby to była dla mnie jakaś nowość. Widziałam podobne obrazki m.in. w Tajlandii, a zwłaszcza na wyspie Koh Phi Phi. A gdzie tam w Tajlandii. W Krakowie też!

Tego wieczoru poznałam też europejską-australijską mieszankę wybuchową. Parę ludzi, którzy byli chodzącymi maszynami rozpłodowymi. Mieli jedną zasadę – seks w ramach związku i zakaz skoków w bok. Taki romantyzm XXI wieku.

I co ja o tym wszystkim myślę? Kto nigdy nie pocałował/nie przespał się z nieznajomym/nieznajomą niech pierwszy rzuci kamieniem. Poza tym ich seks, ich sprawa. Nie robią nikomu krzywdy, nikogo do niczego nie zmuszają, nie molestują. Nie wścibiam nosa, raczej obserwuję wszystko w otwartą buzią. Nie lubię podmiotowego podejścia do seksu, ale myślę, że w wielu przypadkach nie chodzi o czysty seks. Wyobraź sobie, że jesteś singlem i na drugim końcu świata spotykasz osobę, która tak jak ty uwielbia podróżować. Chodzicie na długie spacery po plaży, kąpiecie się pod wodospadem, wypożyczacie skuter i jeździcie po małych wioskach. Wieczorem pijecie wino przy zachodzącym słońcu, a potem wracacie do pokoju. Dajecie się ponieść chwili i… idziecie na całość.

Wiem, że opowieść z hostelu ma się nijak do romantycznej historii z akapitu powyżej, ale część osób naprawdę poznała się właśnie w ten sposób. W podróży jakby szybciej się zakochujemy, istnieje bowiem limit czasowy, a zegar tyka na naszą niekorzyść. Proces poznawania się jest tak intensywny, że czasem po kilku dniach wspólnego podróżowania wiemy o danej osobie więcej niż po miesiącu spotykania się gruncie domowym. Seks w podróży to coś, co się widzi, o czym się mówi i czego się doświadcza.

Po północy pożegnałam się ze wszystkimi i ruszyłam w stronę namiotu. Dwudziestominutowy spacer przez ciemny las zamienił się w kilkuminutowy sprint – wszystko przez dziwnego, owiniętego śpiworem gościa, który chował się za drzewami i bacznie mi się przyglądał.

Jak mi się spało? Tragicznie. A to ktoś przełaził koło namiotu i mnie budził, a to jakiś facet tłukł się garnkami o 5 rano, a to ptaki darły się w niebogłosy. Skończyło się na tym, że od 5 do 9 rano spałam w samochodzie, a budząc się czułam, jakby spędziła kilka godzin w saunie. Dziewczyny, jeździcie same pod namiot? Jeśli tak, to wiedzcie, że was podziwiam!

Gdy tylko otworzyłam oczy wypowiedziałam znane nam wszystkim słowa: „już więcej nie piję”. Plan na ten dzień ograniczał się do znalezienia smażonego jedzenia i leżenia plackiem na plaży. Pod drzewem oczywiście. Po grzecznym odleżeniu kaca zasłużyłam na nagrodę – słodkie, kawowe tiramisu.

byron bay weganskie jedzenie

Pożegnanie

Nadszedł dzień powrotu do Gold Coast. Podjechałam pod hostel „Oktoberfest”, wrzuciłam plecak Emi na tylne siedzenie i prawie siłą wyciągnęłam ją z recepcji.

– Nadia, ja nie chcę wyjeżdżać. Nie chcę opuszczać Byron, nie chcę wracać do domu, do Szwecji. Nie chcę zostawiać… Wiesz kogo – po policzkach pociekły jej łzy. – Poznałam tu tylu wspaniałych ludzi – odrzekła.

Uśmiechnęłam się. Przypomniało mi się jak w Kambodży żegnałam Stephanie, w Nepalu rozstawałam się z Pawłem a w Malezji z Lyd. Łzy Emilii przywołały mnóstwo smutnych i szczęśliwych wspomnień. Odwoziłam ją na lotnisko i dokładnie wiedziałam co czuła.

– Za jakiś czas wszystko będzie dobrze, będzie tak, jak dawniej. A jednak wrócisz do domu i zobaczysz, że coś się zmieniło – odpowiedziałam, trzymając ją za rękę.

– – – – – – – –

Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.



0

 likes / 15 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • Agnieszka Kuczyńska

    Niektóre znane mi przypadki z Malty zawstydziłyby przytoczone statystyki. Po wszystkim co tam widziałam, moje życie nie będzie już takie samo, heh. Też nie oceniam, chyba, że ktoś jest po prostu draniem który kłamie. Podoba mi się końcówka, dla mnie bardzo na czasie.

  • Alicja Kam

    Może napiszesz post o tym, jak sobie radzicie z chłopakiem z rozłąką? szczerze mówiąc ciężko mi sobie to wyobrazić, przy tak długich podróżach, do tego chyba planujesz spędzić następny rok również w Australii?

    • Przyłączam się do prośby – bardzo chętnie bym o tym poczytała.

      • @alicjakamiska:disqus i @Magdelena_tr:disqus tu pisałam o związkach na odległość: http://nadiavstheworld.com/zwiazek-na-odleglosc/.

  • kapitalne zakończenie. Można je wyabstrahować z klimatu całego postu i jest adekwatne w wielu sytuacjach. Kto nie przeżył choć jednego podróżniczego pożegnania 😉 Gdy wydawało się, że świat się kończy, a jeśli nie to zdecydowanie powinien się skończyć 😉 i rzeczywiście wszystko wraca do normy ale jest już kompletnie inne 🙂

  • Monika

    Niezle! Czy naprawde jak sie zaczyna podrozowac tak sie zmienia zycie..?

  • z tym, że w podróży czas płynie inaczej, zupełnie się zgodzę. można to odczuć na przykład przyjeżdżając do danego miejsca na 3 dni, a później zostając w nim na miesiąc. zupełnie inne doświadczenia, zupełnie inna intensywność, inne relacje. ja planuję właśnie samotną podróż do Azji i zastanawiam się, jaka powinna być jej optymalna długość, aby móc się tym jak najbardziej nacieszyć.

    • Wiadaomo, że im dłużej, tym lepiej :). Ale myślę, że trzy tygodnie to minimum. A najlepiej miesiąc w każdym kraju!

      • u mnie to raczej dylemat, czy jechać na 1,5 miesiąca, na 2 czy może na 3, a może w ogóle z biletem w jedną stronę ;p pracuję zdalnie, więc ani czas, ani pieniądze mnie nie ograniczają. tyle, że o wiele bardziej finansowo opłaca się kupić bilet w 2 strony, a przebukowanie na inną datę wychodzi często gorzej niż kupienie nowego biletu. eh, dylematy 😉

  • a! podróżnicze pożegnania! dla mnie kiedyś każde rozstanie było mega smutne. im więcej podróżuję i im więcej poznaję ludzi, tym bardziej wiem, że zawsze możesz kogoś spotkać w najmniej oczekiwanym momencie. ostatnio byłam w Turcji, gdzie spotkałam znajomego, u którego w 2013 roku nocowałam na Couchsurfingu w Wilnie. kilka dni temu spotkałam w Budapeszcie koleżankę z Wenezueli, którą dwa lata temu poznałam Chinach. za trzy tygodnie goszczę u siebie w Budapeszcie Francuzkę, którą również poznałam w Azji. naprawdę, czasem mam wrażenie, że rozstania są fikcją i tak naprawdę nie istnieją.

  • Mnie osobiście sexpacking i generalnie przypadkowy seks z nieznajomymi raczej nie kręci i odrzuca, ale to co każdy robi to jego osobista sprawa i jeśli obie osoby czują się z tym dobrze – to nic złego się nie dzieję. Najgorsze jest jednak dla mnie to ”promowanie” tego zjawiska przez tych woluntariuszy i odnoszenie się, z tym. Bo to nic wyjątkowego ile się odbyło stosunków, a oni się tym chwalą jakby przebiegli ultramaraton.

    Dodatkowo istnieje ryzyko, że z takich masowych kontaktów cielesnych wyjdzie więcej złego ni dobrego. Niechciane ciąże i złamane serca.
    Przyznaję Ci rację, że po pijaku też można zrobić czasem coś szalonego co później wyjdzie na dobre (właśnie poznać kogoś, z kim później będziesz – sam tak miałem) jednak traktuje to jako wyjątek a nie jako normę.

    Ciesze się, że miałaś udane spotkanie z przyjaciółką. I mam nadzieję, że kac już minął 😛

    • „Bo to nic wyjątkowego ile się odbyło stosunków, a oni się tym chwalą jakby przebiegli ultramaraton.” – dobre ;). Tak, kac minął, dzięki za troskę ;d.

  • luki pt

    Ciekawe autorka ma chłopaka to nawet nie napisze czy oprawiała seks z jakąs osobą ktorą poznała podczas podrozowania, a jestem pewien ze tak. Jest dosyc atrakcyjna przyciaga pewnie atrakcyjnych facetow tak jak pisze hormony wino słonce i wiadomo jak to sie konczy taki wieczor