27
Lis-2016

3 zaskakujące historie z Nowego Jorku, które przekonają cię do samotnych podróży

nowy-jork-samotnieSamotne podróżowanie to inne postrzeganie i doświadczanie świata. Świat też inaczej reaguje na samotnie podróżującą osobę. Jedyną relacją jaką pielęgnuję podczas zdobywania świata solo jest relacja z człowiekiem spotkanym na drodze. Nie odgradzam się przyjaciółką, kolegą, znajomą. Szukam kontaktu z tymi, do których przyjechałam. A oni widząc mnie – samotnie podróżującą dziewczynę – podchodzą, rozmawiają, pomagają. Dzielą się kawałkiem swojego życia.

1. Męsko-damska PRZYJAŹŃ w trzy dni

Wysiadłam na dworcu autobusowym w Nowym Jorku, położonym nieopodal huczącego Time Square. Choć zegarek wskazywał dopiero szesnastą niebo pokryte było smugami nocy. Długonogie modelki spoglądały z jaskrawych neonów, żółte taksówki głośno trąbiły, a ciężkie powietrze boleśnie wypełniało płuca. Och, witaj ponownie Nowy Jorku. Metro zabrało mnie na zachodnią część Midtown, gdzie tuż przy brzegu rzeki Hudson budują się nowe, szklane wieżowce. Po przykrym incydencie w Indiach postanowiłam nie nocować u mężczyzn na couchsurfingu. Wysłałam więc prośby o nocleg do dziewczyn, lecz wszystkie zostały zignorowane. Moją ostatnią deską ratunku była grupa „emergency couch”, którą można znaleźć w każdym mieście. Kiedyś sama przenocowałam pewną Francuzkę w Krakowie, po tym jak jej host w ostatniej chwili zmienił zdanie. W swojej wiadomości wyraźnie zaznaczyłam, że zatrzymuję się tylko u kobiet lub par. Pomoc zaoferowało ośmiu mężczyzn. Zupełnie mnie to nie zdziwiło. Moją uwagę zwróciła wiadomość od Hindusa, który zapewnił, że nie jest wariatem i zalecił przeczytanie jego referencji. „Miły, można mu ufać, pokazał mi ciekawe miejsca, polecam go, fajny człowiek” – czytałam.

manhattan

Hindus z Manhattanu

Odpowiedziałam „ok, dzięki, zostanę u Ciebie” i tym samym zamieszkałam w słynnym apartamentowcu w kształcie trójkąta, którego czubek kończy się na 30 piętrze. Gurav, finansista z Wall Street wynajmuje w nim nowoczesne studio. Nasze łóżka prawie się stykają, a każda wizyta w toalecie nie pozostaje niezauważona. W tak małej przestrzeni jesteśmy skazani na siebie 24 godziny na dobę. I dobrze, bo przecież jestem tu, żeby poznać tego człowieka.

us

Rozmawiamy o życiu w Delhi i życiu w Krakowie. O tym dlaczego mając złamane serce robi się głupie rzeczy. Śmiejemy się do łez, oglądamy filmy przygodowe, tańczymy do starych kawałków Rihanny. Poznaję najbliższych przyjaciół mojego nowego kolegi, którzy traktują mnie tak, jakbym znała się z nimi od lat. Wspólnie pijemy Coronę na dachu wieżowca przy Brodway’u, gadamy o miłości i robimy zdjęcia. Nie zastanawiam się czy mój towarzysz podróży chce spędzać czas z tymi ludźmi, nie rozmawiam z nim, nie zawracam sobie tym głowy. Mój towarzysz podróży nie istnieje. Jestem sama, dzięki czemu nigdy sama nie pozostaję. Są wokół mnie ludzie, których przyjechałam poznać. Żyję historiami, które później przyjdzie mi opisać.

nyc-nightlife

2. NOC ZE STYLISTĄ DONALDA TRUMPA

Są w Nowym Jorku kluby, do których możesz wejść tylko wtedy, gdy jesteś członkiem jakiegoś ekskluzywnego programu (kosztującego kilkaset dolarów miesięcznie) lub gdy twój towarzysz jest celebrytą czy znanym biznesmenem. Ewentualnie musisz być piękną dziewczyną i wyglądać jak milion dolarów. Podczas poprzedniej wizyty w NYC popijając piwko w barze na East Village poznałam wpływowego mężczyznę, który pokazał mi kawałek nocnego życia. Gdy kilka dni temu siedziałam w autobusie do Nowego Jorku odnowiłam kontakt. Chciałam się napić whiskey sour i pogadać z człowiekiem, który chętnie dzieli się swoją biznesową wiedzą.

sierotka w klubie VIP

Pojechaliśmy do Rose Bar – miejsca, do którego absolutnie nie pasowałam. Miałam na sobie zieloną kurtkę z widocznymi plamami oleju (powstały one w wyniku wybuchu puszki smażącej się w ognisku kilka dni wcześniej), białe skarpety zaciągnięte prawie do kolan i cienką, czarną bluzkę, w której spałam i której nie chciało mi się zmienić. Do tego lekko przybrudzone włosy i zero makijażu. Dopiero przyjechałam do miasta i nie zamierzałam marnować czasu na poprawki. Myślałam też, że siądziemy w jakimś spokojniejszym miejscu – niekoniecznie wypełnionym celebrytami.

nocne życie soho

Chłopak przybił grabę z ochroniarzem, przedstawił mnie i wpuścił do środka. W drzwiach minęłam Brada Smitha – kanadyjską gwiazdę programu „The Bachelor”, od którego nie mogłam oderwać wzroku. I to nie dlatego, że był taki przystojny, ale dlatego, że miałam wrażenie, że był kimś, kogo poznałam w podróży. Dopiero po chwili zorientowałam się, że kilka miesięcy temu obejrzałam 20 odcinków „The Bachelor Canada”, którego Brad był bohaterem. Face palm. Usiadłam przy barze i rozejrzałam się wokoło. Obok mnie tańczyły piękne dziewczyny, zagraniczni goście sączyli koktajle, a brodaty DJ skanował tłum. Moją uwagę zwrócił siwy gość, wokół którego utworzyło się kółeczko. Wszyscy chcieli się z nim przywitać i zamienić choćby jedno słowo. Mój kolega zniknął z jakąś blondynką, a ja delektowałam się whiskey i cieszyłam z powrotu do miasta.

michael-reslan-shop

samotne podróżowanie nie krępuje

Siwy facet usiadł obok mnie i przedstawił się. Przegadaliśmy z Michaelem pięć godzin. Pięć godzin, które minęły jak pięć minut. Rozmawialiśmy o jego życiowych lekcjach, o biznesie, o życiu na emigracji. O tym dlaczego człowiek powinien robić to, co kocha. Dyskutowaliśmy tak od północy do piątej nad ranem. Dopiero około 3:30 powiedział mi, że robi garnitury dla Trumpa, Clintona i James’a Bonda. Pokazał zdjęcia z Białego Domu i opowiedział, jak dostał opieprz od Clintona za to, że ten nie mógł się zmieścić w spodnie. Albo w garnitur. Nie wiem dokładnie, bo było już późno, piłam trzeciego drinka, a muzyka jakby głośniej grała. – Wiesz dlaczego zdecydowałem się z tobą porozmawiać? – zapytał.  – Bo jesteś tu sama. Ale ta samotność ci nie przeszkadza, nie krępuje cię.

michael-reslan-2

garnitury Clintona

Następnego dnia poszliśmy na lunch. Zjedliśmy obiad w greckiej restauracji, gdzie w risotto za 120 złotych znalazłam czarnego włosa. Szamałam potrawę ze smakiem i nie zwróciłam dania obsłudze. Kelnerzy dostali już wystarczający opieprz za kilka drobnych błędów. Michael zaprowadził mnie do swojego ekskluzywnego sklepu, w którym sprzedaje garnitury za 10 000 – 40 000 złotych. Wpuścił mnie na zaplecze, pokazał show room, maszynę do szycia i prasowalnię. Zostawił swoją wizytówkę i powiedział, że jeśli będę kiedyś w tarapatach, to mogę dzwonić. Rozstaliśmy się przyjacielskim uściskiem.

vegan

3. Z ULICY NA SALONY, CZYLI ŚWIĘTO DZIĘKCZYNIENIA BEZ INDYKA

W Święto Dziękczynienia postanowiłam zrobić coś dobrego. Ubrałam się we wszystko, co miałam w plecaku (cholernie tu wieje) i ruszyłam do Tompkins Square Park, by pomóc w przygotowaniu wegańskiego pikniku dla bezdomnych. Okazało się, że nie tylko ja wpadłam na ten pomysł. Na miejscu było więcej wolontariuszy niż osób potrzebujących. Fajnie, gdyby na wszystkich akcjach dobroczynnych występował ten sam problem. Stanęłam przy stanowisku ze sztućcami i zaczęłam zawijać plastikowe łyżki i widelce w białe serwetki. Wyglądało na to, że moi pomocnicy się znali, bo śmiało ze sobą rozmawiali, opowiadali co robili w weekend i co zjedzą na kolację.

wegański sponsor

Musiałam znaleźć samotną ofiarę, z którą mogłabym zamienić parę zdań. Wybór padł na Tomera, który nie miał towarzystwa. Pogadaliśmy trochę o weganizmie, trochę o nim, trochę o mnie. Okazało się, że Tomer był jednym ze sponsorów wydarzenia. Wegańska restauracja (a właściwie trzy wegańskie restauracje), których jest współwłaścicielem przekazały organizatorom ciepłe posiłki. Tuż przed zakończeniem eventu Tomer podszedł do mnie i zapytał czy miałabym ochotę wpaść na ThanksLiving do domu jego przyjaciela. Przecież nikt nie chce być sam w Święto Dziękczynienia.

weganskie-jedzenie

NIE-SAMOTNE ŚWIĘTOWANIE

Kupiłam butelkę wina i udałam się pod wskazany adres. Na miejscu przywitało mnie cudowne małżeństwo – Jeff i Tisa – kolejni współwłaściciele wegańskiej sieci o nazwie Terri. Na stole stały gorące potrawy, zimne przystawki i dużo, dużo alkoholu. Pod nogami biegały trzy małe psiaki, jeden ślepy, drugi głuchy i ślepy, a trzeci całkowicie zdrowy. W maleńkim mieszkaniu na East Village spotkało się 12 przyjaciół i ja, nieznajoma.

Moi nowi koledzy wznieśli toast na moją część i podziękowali za moją obecność. Byłam psychicznie przygotowana na spędzenie tego wieczoru w samotności. Wolałam samotnie spacerować po mieście niż siedzieć obok martwego indyka. Nie przypuszczałam, że ten dzień przyniesie tyle ciepła i miłości. Gdy wszyscy dotarli na miejsce i zajęli swoje miejsca przy stole rozpoczęliśmy dziękczynne przemowy.

vegan-thanksgiving

PROSTE DZIĘKUJĘ

„Jestem wdzięczna za to, że już od dwóch lat nieprzerwanie podróżuję. To niesamowite móc doświadczać, smakować, poznawać ten piękny świat. Jestem wdzięczna za was. Za to, że spędzam Święto Dziękczynienia z wami, z ludźmi o podobnych poglądach. Nigdy nie widziałam na oczy tylu wegan! (śmiech) Przyjęliście mnie do swojego domu, jak najlepszego przyjaciela. Dziękuję”.

Po mojej krótkiej przemowie po pokoju rozległy się brawa. Stuknęliśmy się kieliszkami i wesoło krzyknęliśmy na zdrowie. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się od trzeciej po południu do trzeciej nad ranem. Wróciłam do domu tuż przed świtem i zasnęłam z uśmiechem na ustach. Przeżyłam kolejny niezwykły dzień w tej swojej samotnej nie-samotnej podróży.

Samotne podróżowanie jest jednym z największych darów, jaki otrzymałam.

Będzie mi miło usłyszeć wasze opowieści i doświadczenia z samotnego podróżowania.

4

 likes / 40 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • Fru

    Nadia, bardzo lubię Cię czytać tym bardziej, że czasem spisujesz te moje myśli i uczucia, których sama nie umiem zapisać słowami 🙂 „Jestem sama, dzięki czemu nigdy sama nie pozostaję. Są wokół mnie ludzie, których przyjechałam poznać.” – dokładnie to mogłabym odpowiadać na każde pytanie o samotne podróże.

    • Może sprawdzimy czy umiem czytać w myślach na żywo? Jestem w Krakowie i zapraszam na kawę! 🙂

      • Fru

        A czemu nie 🙂 Tylko ostrzegam, że nie jestem mistrzem konwersacji 😉

  • Renata

    Podziwiam 🙂 Ameryka jest odealnym krajem do samotnych podrozy…poznawanie ludzi zalezy tez od tego czy jest sie na to otwartym:)

  • Angela

    Czyta się to jednym tchem 🙂 Za każdyn razem pokazujesz ze warto być odważnym i nie bać się świata i nowych miejsc 🙂 Dziękuję Ci za to !

  • Łukasz | Kartka z Podróży

    Ciekawie się czyta. Dzięki, że dzielisz się swoimi wspomnieniami i emocjami. Wszystko jest bardzo pozytywnie nacechowane. Jakby jakiś idealny świat otoczony mydlaną bańką beztroski. Nie dawaj się i tak trzymać!

  • Fajna stylówa, co chcesz. Wyobrażam sobie, co myślały dziewczyny ubrane jak milion dolarów: „w spódnicy i zielonej kurtce czuje się pewna siebie, nie musiała spędzić trzech godzin na przygotowania, żeby się dobrze bawić = zazdrość”.

    Ja myślę, że w Nowym Jorku łatwo być samemu, zagadywanie do ludzi przy barze jest zwyczajne. Kiedyś w Warszawie chciałam zagadać do dziewczyny siedzącej obok mnie, bo zauważyłam, że uczy cię odmieniać słowo „amar” i spytałam czy to hiszpański czy portugalski. „Hiszpański”, odpowiedziała i wbiła nos w książkę. Wydawało mi się, że zauważy, że moje pytanie to tylko trik, żeby zacząć rozmowę. A jednak nie. Peszek.

    • Pawel

      Skąd takie założenia, czytanie w myślach to nie jest dobry nawyk 🙂
      Odnośnie pierwszego akapitu.

    • To stylówa jest z lunchu następnego dnia. Wcześniej były skarpety :d. Masz rację, w Nowym Jorku i generalnie w Stanach zagadywanie do ludzi w barze jest zupełnie naturalne i nie zostaje dziwnie odebrane. Spróbuję pogadać z jakimiś ludźmi w Polsce. Właśnie wylądowałam w Krakowie ;).

  • Patryk Gasch

    Zawsze lubiłem czytać Twoje wpisy, a teraz mam wrażenie, że jeszcze bardziej dopieścilaś swój styl pisania ? Co do samotnego podróżowania, nie mam dużego doświadczenia, ale ostatnio spędziłem samotnie dwa dni w Poznaniu i było to mega ciekawe doświadczenie. Ta świadomość, ze jeśli nie nawiąże z nikim kontaktu, to będę sam, ze nie ma obok mnie nikogo, kto cokolwiek zrobi za mnie. To było świetne. Poznałem około 20 osób, z czego dwie z nich zadzwoniły do mnie, w dniu mojego powrotu do Gdańska, żeby spytać czy szczęśliwie dojechałem. To doświadczenie było jednym z lepszych w moim życiu i dzięki temu powoli zaczynam rozumieć to o czym piszesz ?

    • Dziękuję, bardzo mi miło :). Twoja historia jest świetna. Warto podróżować samemu.

  • Bardzo wzruszające i motywujące <3

  • Gabriela Maria Kosinska

    Uwielbiam Twoje wpisy! Dają niesamowitego kopa! 😀

  • anonimowa czytelniczka

    Zapewne oglądałaś ‚Into the wild’ i znasz historię Christophera McCandlles’a. Mam ulubiony cytat z tego filmu, że ‚happiness is only real when shared’. Co o tym myślisz, nie wolałabyś mieć zawsze przy sobie kogoś bliskiego w podróży do kogo możesz westchnąć i pozachwycać się aktualnym widokiem?

    • Nie na tę chwilę :). Zastanawiałam się kiedyś nad tym powiedzeniem i ogólnie nad zakończeniem tego filmu. Obecnie wolę podróżować sama, niż z kimś. I moje szczęście nie jest w żaden sposób umniejszone.

  • Nadia, wspaniałe historie. Sama też bardzo cenię samotne podróże. Przeżyłam prawdziwy szok, gdy zrobiłam to po raz pierwszy – ludzie chcieli mi pomóc, poznać mnie tylko dlatego, że byłam gdzieś sama. Czasami mi przykro, że w Polsce tak rzadko doświadczam podobnych rzeczy.

    • Prawda? Gdy ludzie widzą samotnie podróżującą osobę często od razu włącza im się instynkt opiekuńczy. Piękne to :).

  • Fajnie, że jesteś taka otwarta i podróżujesz samotnie bez obaw. Ja niestety często się boję, a w dodatku jako introwertyczka nie umiem się zbyt szybko zaprzyjaźnić z nowymi osobami i nie czuję się dobrze w takich sytuacjach.

    • Ja mam podobne doświadczenia, moje historie z samotnych podróży są jak najbardziej pozytywne, jednak kontakt z ludźmi ogranicza się do bardzo miłych, ale bardzo przelotnych rozmów. Poza tym podobnie jak Ty będąc gdzieś sama mam wzmożoną czujność i często na wszelki wypadek się wycofuję. Natomiast bardzo fajnie wspominam wyjazd do Laosu z koleżanką, gdzie non stop w trasie poznawałyśmy nowych ludzi, z którymi pokonywałyśmy jakąś część podróży wspólnie, albo po prostu spędzałyśmy razem wieczory.

    • Poznając nowych ludzi czuję się jak ryba w wodzie. Na pewno pomaga fakt, że jestem ekstrawertyczką. Chociaż ostatnio robiłam (kolejny) test i wyszło, że jestem gdzieś pomiędzy ekstra a intro. Twoje podróże i tak zachwycają. Nawet w pojedynkę.

  • Trzeba być otwartym na to co nam przynosi życie i podróż – wtedy los jest dla nas bardziej łaskawy 🙂

  • „Stare kawałki Rihanny” – aż tak ten czas leci? 😉 Życzę Ci jak najwięcej radości takich, jakie tu opisałaś.

  • Nie miałam jeszcze odwagi podróżować sama po świecie, ale myślę, że wyjechanie na dwa miesiące samemu bez pomocy agencji do obcej rodziny jako au pair to już jakiś krok w przód. W te wakacje byłam w hiszpańskim mieście Vigo. Nie znałam nikogo. Moja koleżanka poradziła mi żebym napisała do jakichś ludzi na couchsurfingu. Odpisała mi jedna dziewczyna. Od razu chciała się spotkać. Umówiłyśmy się na mieście i razem poszłyśmy do jej koleżanek. Ona była Hiszpanką i nauczycielką angielskiego. Jej koleżanki również uczyły tego języka, ale pochodziły z innych państw – z Litwy, Francji, Anglii. Cały wieczór piłyśmy wino i rozmawiałyśmy. Poznałam tam dziewczynę, z którą umówiłam się na następny dzień. Pojechałyśmy razem na festiwal do innej miejscowości. Tam poznałam kolejnych ludzi. Zdecydowałam się nawet zostać na noc u kolegi koleżanki. To był wspaniały weekend. Poznałam kilkanaście nowych osób, z którymi świetnie mi się rozmawiało. Hiszpanie są niesamowicie otwarci i towarzyscy. Byłam tam jedyną Polką i osobą, której nie znali, więc wszyscy chcieli ze mną rozmawiać, nawet jak nie potrafili powiedzieć nic po angielsku. Potem razem z dziewczyną z USA, jej kolegą i kolegą kolegi, który okazał się znanym muzykiem, w ich regionie, poszliśmy na imprezę, która skończyła się o 6 rano. Jedna z najlepszych nocy w moim życiu. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś poznam takich ludzi jak tam 🙂

    Podziwiam Cię za odwagę i zazdroszczę tych wszystkich przygód. Korzystaj z życia! Wszystkiego dobrego Nadia 🙂

  • też lubię samotne podróżowanie. Wtedy decydujesz o sobie, w zasadzie nic cię nie ogranicza… i możesz doświadczyć dużo innych historii, niż takich, kiedy podróżujesz z innymi

  • Mam dokładnie to samo zdanie, o czym piszesz we wstępie. Ja też dużo podróżuję samotnie i zawsze wtedy mam więcej przygód, a to dzięki ludziom, których poznaję. Głównie są to inni podróżnicy z Couchsurfingu, ale też przypadkowi nieznajomi w autobusie, pociągu, samolocie, z którymi spędzam czasami kilka minut, a zdążymy się zaprzyjaźnić. Tak poznałam np. Paula, z którym zwiedzałam Nowy Orlean na motocyklu, jadłam francuskie pączki, oglądałam fajerwerki nad Mississipi z okazji Święta Niepodległości i kiwałam się do dźwięków Bluesa na Bourbon Street 🙂

  • Samotne podróże są niesamowite, zupełnie inaczej odbiera się miejsce, ludzi, kulturę. Zawsze jak podróżuję gdzieś sama mam wrażenie, że widzę dużo więcej. No i tak najlepiej poznaje się ludzi. Chociaż wiadomo, czasem fajnie sobie z kimś ponarzekać jak drugi tydzień pada, plecak wpadł do morza albo tęskni się za porządnym prysznicem 😀

  • Hej, trafiłam tu przez ranking Tomka, gdyż chciałam zobaczyć jakie to inne blogi znalazły się w nadziejach. Niezłe przygody. Też uwielbiam podróżować sama (ostatnio próbowałam przekonać do takiej idei na swoim blogu), ale takich przygód jak Ty jeszcze nie miałam 😉 Nie licząc faceta, który robił efekty specjalne do Władcy Pierścieni 😉 Ale to nie to samo co garnitur Jamesa Bonda! 🙂

    • Fajnie, w wolnej chwili też zrobię coś podobnego :). Samotne podróże są wspaniałe <3.

      • A najlepsze jest spotykanie nowych ludzi, których inaczej nigdy byś nie spotkała 🙂

  • http://seewithme.travel.blog

    Jesteś niesamowita? Zazdroszczę ci odwagi i mam nadzieję że mi też kiedyś uda się zdecydować na samotną podróż… puki co chyba nie byłabym w stanie.

  • Dominika Rutkowska

    O wow, powiem szczerze, że nie wiele jest blogów, które czytam do końca. Pomimo tego, że są ciekawe, wpisy jakby są bez polotu i tego charakterku, który tak lubię. U ciebie przeczytałam tyle tekstu za jednym razem jak nigdzie! Nie wierzę, że dopiero teraz tutaj trafiłam ;o. Chyba zarwę nockę, a jutro (tzn. już dziś) jest Sylwester 😀 Super przygody, bardzo mi się podoba i obiecuję stale tu zaglądać 🙂 Ja sama piszę, ale bardzo amatorsko, głównie po to, żeby rozwijać się dziennikarsko (studentka dziennikarstwa). Za mną dopiero niewiele samotnych podróży, a po publikacji na moim blogu (dominikarutkowska.pl) tekstów o moich przygodach, koleżanki proszą mnie, żebym je zabrała. Mnie jednak baaaardzo ciągnie do samotnych podróży, a po przeczytaniu twoich wpisów jestem jeszcze bardziej nakręcona! 😛
    xx
    Dominika 🙂

    • Dominiko, jak miło, że tu dotarłaś! Czytaj, czerp inspiracje z tego bloga. On jest dla was :). Powodzenia na studiach, a ja zaraz zajrzę na Twoją stronę. Zawsze możesz miksować podróże – raz jechać z koleżanką, a kolejny raz sama :).

  • Uwielbiam ten wpis i te zdjęcia, takie prawdziwe i ciepłe. Jak człowiek otwiera serce dla ludzi to trafia na fantastyczne osoby!

  • Monika Schneider

    Fantastyczny referat! Niecenione wskazówki!Byłam w NYC dwa razy. Kochałam się w nim 25 lat zanim udało nam się połączyć😉I jest to prawdziwa miłość! W tym roku planuje kolejny wyjazd-samotny,także biorę sobie do serca Twoje rady i miejsca do odwiedzania przede wszystkim 😊licząc na równie cudne przeżycia!!!Bo do tej pory jeszcze nie zdołałam potańczyć w moim New York City …. pozdrawiam, a może… do zobaczenia na szlaku….

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec