05
Sie-2016

Podróże to ucieczka od życia. Jestem tego przykładem

podroze to ucieczka

Od dwóch miesięcy jestem w domu. Właściwie nie w domu, a w Krakowie. Po podróży dookoła świata nie miałam do czego wrócić, na szczęście miałam do kogo. Od ośmiu tygodni śpię w jednym łóżku z moją siostrzenicą. Gotuję, sprzątam, czytam bajki. Zaczęłam się rozglądać za pracą. Wysłałam trzy CV, odezwali się z jednego miejsca. Gdy zobaczyłam nieznany numer na ekranie telefonu wiedziałam, że za chwilę pani z miłym głosem oznajmi mi, że spodobała się jej moja aplikacja i chciałabym mnie zaprosić na rozmowę.

Odmówiłam. To nie ten czas. Muszę wyjechać.

Dwa lata temu wsiadając do samolotu do Indii też uciekałam. Od czego, zapytacie? Od rutyny, codzienności, nudnego jak flaki z olejem życia. Od czego uciekam dzisiaj? Od błędów, problemów, ludzkich oczekiwań.

Czasem jedynym sposobem na poradzenie sobie z problemami jest wyjazd do nowego miejsca. Miejsca, w którym nikt nie zna twojego imienia, gdzie możesz poczuć absolutną wolność, niezależność, w 100% decydować o sobie i swoim życiu.

Przypominam sobie pierwsze dwa tygodnie mojej podróży dookoła świata. Uczucie pełnej wolności i możliwość decydowania o sobie były dla mnie najcenniejszymi rzeczami. To naprawdę jedne z najlepszych doznań mojej podróży. Przestałam żyć po to, by pracować i spełniać ludzkie oczekiwania. Zaczęłam żyć, by żyć. Tak po prostu. Ważna byłam tylko ja i moja droga. Wydaje mi się, że tak niewielu z nas może doświadczyć czegoś podobnego. Podróż to dla mnie jedyna recepta na bezwarunkowe szczęście, przynajmniej teraz. Przed wyjazdem nie potrafiłam żyć w teraźniejszości. Każdego dnia budzić się, cieszyć promieniami słońca, nie myśleć o przeszłości, ani przyszłości. Nawet przez moment. W podróży było to możliwe, ale po powrocie jest inaczej. Mam wrażenie, że moja głowa za chwilę eksploduje od natłoku niepotrzebnych głosów.

Co mam na myśli mówiąc, że podróżowanie jest ucieczką? To świadoma rezygnacja z czegoś, co nam przeszkadza. To wyjazd od zła, które nas otacza. Od problemów dnia codziennego. Myślę, że decyzja o wyjeździe wymaga wielkiej odwagi. Oznacza to rozpoczęcie nowego etapu, świadome pozostawienie za sobą tego, co trudne czy bolesne, otwarcie serca na to, co nieznane.

Można by sobie zadać pytanie czy to nie jest tak, że problemy będą się za nami ciągnąć? Trzymać się nas kurczowo, dopóki nie stawimy im czoła? Kluczem jest umiejętność odpuszczenia. Musimy odciąć się od błędów, porażek, niepowodzeń. Zamknąć je w skrzyni i głęboko zakopać. Zdarzyły się, wyciągnijmy z nich lekcje. Ale nie pakujmy ich do walizki. Nie ma potrzeby utrzymywać ich przy życiu. To niesamowite, że w podróży przychodzi mi to tak łatwo, podczas gdy w moim rodzinnym mieście jest to praktycznie nieosiągalne.

Myślałam, że kilkudniowy wypad w góry pomoże mi się pozbierać. Nabrać dystansu, odetchnąć. Nic z tych rzeczy. Potrzebuję więcej czasu. Miesiąc, dwa. Cieszę się, że mogę znowu wyruszyć w kierunku szczęścia. Mogłabym spróbować osiąść w Polsce, ale nie czuję tego. Jeszcze nie teraz. Czy kiedykolwiek? Może najbliższa podróż przyniesie mi odpowiedź. Startuję już za kilka dni.

Czy podróże to ucieczka od życia? Myślę, że to ucieczka DO życia. Do lepszego, pełniejszego, szczęśliwego życia. Nie rozwiąże problemów każdego człowieka, ale rozwiąże moje. Jeśli czujesz, że podróż w nowe miejsce pomoże ci się pozbierać kup ten bilet i leć. Boisz się, że wrócisz na stare śmieci i nic się nie zmieni? Rzeka ma to do siebie, że płynie. Po twoim powrocie będzie wyglądać zupełnie inaczej.

 

7

 likes / 32 Komentarze
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • oj jak ja Cię rozumiem, nawet nie wiesz, ściskam mocno! :*

  • koja_3

    Nie mogłabym się bardziej zgodzić. Od 7 lat przenosiłam się z kraju do kraju. Traktuję to jak superprzygodę, bardzo to lubię. Ostatnio jednak stwierdziłam, że wreszcie dojrzałam do powrotu i na październik zaplanowałam powrót do rodzinnego Krakowa. Ciekawe ile ja wytrzymam 🙂 Powodzenia!

    • Chyba najważniejsze jest to, żeby słuchać swojego wewnętrznego głosu. Dzięki!

  • „Czasem jedynym sposobem na poradzenie sobie z problemami jest wyjazd do nowego miejsca. Miejsca, w którym nikt nie zna twojego imienia, gdzie możesz poczuć absolutną wolność, niezależność, w 100% decydować o sobie i swoim życiu.” o, to to! ja jestem zdania, że roczny wyjazd do Budapesztu uratował mi psychikę. zaczęłam żyć zupełnie inaczej niż wcześniej, uwolniłam się od wszystkiego, co mi przeszkadzało i zaczęłam robić to, co uważałam za słuszne. co z tego, że nie miałam skończonych studiów i wypadało zostać w Polsce i pójść na magisterkę, co z tego, że nikogo tam nie znałam i że pomagali mi zupełnie obcy ludzie, co z tego, że przez rok mieszkania na Węgrzech nawet nie nauczyłam się języka w stopniu podstawowym – ważne, że odpoczęłam od poprzedniego życia i teraz będę świadomie podejmować kolejne kroki.

  • Szymon

    Witaj 🙂

    Pamiętam jak trafiając dawno temu na Twojego bloga, zastanawiałem się, skąd w ogóle w Tobie tyle odwagi do podróżowania w miejsca gdzie pewno musiałbym długo szukać w sobie odwagi aby tam pojechać. Podziwiałem Cię i zazdrościłem bo sam nie potrafię rzucić swojej nudnej codzienności i wyjechać na dłużej niż kilka dni. W pełni pasowała mi nazwa „Nadia vs. the World”. Życzę Ci powodzenia w nowej podróży i żeby ta, moim zdaniem już wygrana konfrontacja ze Światem, objawiła się też znalezieniem swojego miejsca na Ziemi 🙂 Może i ja znajdę tutaj trochę natchnienia albo jakiegoś kopniaka który skłoni mnie do działania…

    Pozdrawiam.

  • K.

    Zgadzam sie w 100%! Sama planuje za jakis czas dluzszy wyjazd w nieznane i czytajac ten tekst czuje że mogłabym się z Tobą utożsamić 🙂 Wiem, jak to jest żyć gdzieś, niby są ludzie których się zna i kocha, ale z drugiej strony ciągnie człowieka do tego żeby dalej eksplorować świat, cieszyć się nim, być poza tą całą normalnością w jakiej żyje większość ludzi. No ale w sumie czym jest normalnosc, dla jednych to poczucie bezpieczeństwa, stabilna praca, kredyty itd, a dla innego to że cały czas jest gdzieś daleko i odkrywa świat 😉 Żaden ze sposób na życie nie jest gorszy, oba są inne 🙂 Także rozpościeraj dalej skrzydła i fruń! 🙂 Jak najwięcej cudnych przeżyć! 🙂
    Ki.

  • Sławek

    To ucieczka do szczęśliwego życia…krótkotrwałego. Nie można myśleć egoistycznie, człowiek to istota społeczna i wszelkie badania psychologiczne pokazują, ze największe długotrwałe szczęście przynoszą człowiekowi głębsze relacje z innymi, troska o drugą osobę. Także używając słowa szczęście należałoby najpierw je zdefiniować, bo w języku polskim ma ono conajmniej cztery znaczenia w przeciwieństwie do angielskiego. Podróże dają szczęście, ale jest to szczęście, które ewoluowało z takich afektów jak zadowolenie->radość->szczęście i nie ma ono nic wspólnego ze szczęściem pojmowanym jako ogólne zadowolenie z dotychczasowego życia.

    Pozdrawiam i życzę udanej podróży 🙂

    • Wera

      Po bardzo długim czasie w podróży dochodzę do tego samego wniosku. Za dużo na swojej drodze spotkałam pogubionych ludzi, z chorobą emigranta, którzy co parę lat zmieniają miejsce w poszukiwaniu nowych ekscytacji. Tak minęło im życie, bez prawdziwych głębokich relacji, za to z masą doświadczeń, które nigdzie nie potrafili wykorzystać. Warto to też mieć na uwadze. Ale na tym etapie, który jesteś, na pewno to jest najlepsze decyzja. 🙂 Pozdrawiamy!

      • Sławek

        Otóż to, można prowadzić życie indywidualisty i taka postawa ma wiele zalet, lecz niewątpliwie szczęście prawdziwe, długotrwałe osiągniemy, gdy żyjemy dla kogoś. Powodzenia! 🙂

  • Damian

    Dokładnie takiej odpowiedzi oczekiwałem, jak zadałem Tobie pytanie pod poprzednim postem 🙂 Także po rocznej podróży wróciłem do „domu” rodzinnego, ale nie mogłem w nim usiedzieć dłużej niż tydzień. Więc jeździłem to tu, to tam, jeden znajomy, to drugi. Przeprowadzka do Poznania, później wyskoczyła Portugalia na 2 tygodnie i takim oto sposobem znalazłem się w Anglii, 3 miesiące od powrotu z wyprawy. Jaki dalszy plan, zorganizować jeszcze dłuższą wyprawę, tym razem Ameryka i już bez konkretnego celu i terminu 😀 Gdzie poniesie, gdzie zawieje…

    Ciężko powrócić do „normalnego” życia (dla mnie to jest praca, dom, stałe miejsce zamieszkania), wszystko staje się nudne i monotonne już po kilku dniach normalności ;p

  • Travelling Milady

    Amen. Zawarłaś w tym poście wszystkie moje uczucia odnośnie podróży. Ja uciekam całe życie, aby uświadomić sobie, że może ta ucieczka to mój sposób na życie. Kiedy wracam do zwykłej codzienności okazuje się, że ta spełnia dla mnie rolę odskoczni, takiej samej jak dla innych czyni to urlop raz w roku. Mam wrażenie, że moje życie jest całkowicie wywrócone na lewą stronę, ale kto powiedział, że nie można tak żyći że to nie może być dobre. Powodzenia w podróży. Myślę, że w dużej mierze wiem co czujesz.

  • Polecam obejrzeć tę prezentacje z Wachlarza 2015 – świetnie oddaje to, o czym napisałaś.
    https://www.youtube.com/watch?v=yqGOulyEVYE

  • Przemysław Kołkowski

    Lubię Cię czytać. Tylko i aż. Z jednej strony ten tekst płynie swoim nurtem, a z drugiej widać, że ten strumyk potrzebuje jeszcze kilku dopływów, które zamienią go w wartki potok a następnie w rzekę, która z czasem stanie się spokojna, gdzieś tam daleko.

    Przecież to wszystko to jest dopiero początek.
    Ten tekst jest bardzo dobry. Pisany z serca i nie powinien go oceniać rozum. 😉
    Powodzenia w podróży

    • Dzięki Przemek. W tym tekście jest kilka sprzeczności, ale to odbicie mnie samej. W moim sercu jest podobnie. Odliczam dni do wylotu :). Zostały cztery.

  • super tekst. Podróżowanie jest moim zdaniem właśnie taką ucieczką – w podróży człowiek ucieka od przytłaczającej codzienności

  • Abstrahując od tekstu – które ostatnio są naprawdę pierwszej klasy – to tytułowa fota wygląda dokładnie jak pejzaże z australijskich Blue Mountains. Serio, myślę, że mógłbym zrobić w konia niejednego Sydneyczyka 🙂

    • Dzięki Darek, fajnie, że się dobrze czyta. Zdjęcie zostało zrobione w Australii, nie w Blue Mountains, a w the Grampians National Park :).

      • A więc jednak… Skoro na wstępie pisałaś o Krakowie, to myślałem, że to z jakiejś wycieczki po Polsce – i że mamy tu drugą Australię 🙂

  • Justyna Karolina

    Kompletnie się z Twoimi słowami utożsamiam… Ale czy ten rodzaj braku zakorzenienia będzie miał kiedyś swój koniec? A może wcale mieć go nie musi i też będzie okay? Im dłużej w drodze, tym bardziej się gubię w tym labiryncie. Bo niby tam po drugiej stronie zmienia się tylko krajobraz, zmienia się może (choć nie zawsze) mentalność. Ale w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy ludźmi i nieważne, czy to Bali czy Włoszczowa – mamy te same problemy i pragnienia. Podróż je tylko czasowo rozmywa, otępia burzą nowych doznań, może (oby!) zmienia nasze do nich podejście…

  • Pawel

    Może po prostu nie odnalazłaś siebie, swojego miejsca?

  • Po raz pierwszy tutaj trafiłam. Z jednej strony nie zgadzam się z tym tekstem, z drugiej strony sama kilka-kilkanaście lat temu tak myślałam i robiłam. Na problemy receptą była podróż, a w moim przypadku samo bycie w drodze. Wystarczy że wsiadłam w pociąg nad polskie morze, samotnie oczywiście, i już wszystko zaczynało się układać. Tak też uciekłam do Turcji.
    Tylko niestety potem zorientowałam się że to trochę ślepa uliczka. I że trzeba się nauczyć żyć tu i teraz, problemom i oczekiwaniom innych stawiać czoło nie wyjeżdżając 😉 To jest trudna sztuka, nadal się tego nie nauczyłam, ale już nie uciekam w podróż.
    Teraz największym wyzwaniem byłoby uciec od social mediów, internetu przynajmniej dla mnie 🙂 Bo to mocno zakłóca odbiór rzeczywistości.

    Ładnie napisane. Zostanę tu na dłużej. Pozdrawiam.

  • KamKam Visuals

    Nie rozumiem dlaczego niektórzy zarzucają podróżnikom, że od czegoś uciekają bo pewnie mają problemy. Nawet jeśli tak jest, to co z tego? Jeśli podróż może pomóc w ich rozwiązaniu to chyba tylko się cieszyć, prawda? W tym sensie podróż może być jak najbardziej ucieczką od i do czegoś. Powodzenia!

  • Monika

    Jak dobrze, że dziś tutaj zajrzałam i przeczytałam to co napisałaś. Też dopiero wróciłam z życia po innej stronie świata i próbuję jakoś się ogarnąć. Zobaczymy jak wyjdzie. Dobrze wiedzieć, że nie jest się samemu z takimi przemyśleniami. Dzięki, że dzielisz się tym co w sercu Ci się mota 🙂

  • Edyta Choińska

    Cieszę się, że trafiłam dziś na Twojego bloga. I to jest trochę tak z tymi podróżami… że uciekamy i szukamy swojego miejsca na ziemi. Ja uciekam z Polski przed zimą (chociaż święta BN to tylko w Polsce z najbliższymi, ten rok będzie 2 wyjątkiem w moim 30letnim życiu), przed narzekaniem ludzkim i brakiem pozytywnych zmian (dawałam Polsce szansę przez 28 lat w międzyczasie podróżując, aż… powiedziałam:dość i wylądowałam w Monachium). A strach… ma tylko wielkie oczy. Warto czasami uciec od tego co nam nie sprzyja. Trzymam za Ciebie kciuki i kto wie… może do zobaczenia gdzieś na jakimś szlaku 🙂

    • Też trzymam kciuki. Po miesiącu od napisania tego tekstu mogę powiedzieć, że była to dobra decyzja :).

  • Madeleine

    Wiesz, te podróże vs życie codzienne są jak miłość. Podróże są początkową fazą, czyli zakochaniem, pełną dreszczy, emocji, nieznanego, podniecenia, odkrywania, wszystko na poziomie emocji. Natomiast życie codziennie jest tą drugą fazą ostateczną, kiedy tej eksycytacji często już brak, wszystko wydaje się nudne i zmusza nas do poziomu już nie emocji, lecz rozsądku i świadomych decyzji. Kocham, bo decyduję że chcę kochać. Ta miłość jest trwała, zakochanie mija zawsze. Co nie oznacza że zakochanie jest złe, bo jest bardzo dobre! Lecz nie zakochanie jest naszym celem i szczęściem, tylko miłość. Czy to oznacza że rzucanie faceta bo stan zakochania minął jest dobre dla Ciebie? Czy dobrym byłoby i prawdziwym szczęściem przy tym mężczyźnie trwać, już kiedy emocje opadną, świadomą decyzją go kochać, każdego dnia, i pozwalać sobie i odkrywać na nowo drobne rzeczy które stan zakochania będą nam czasami przypominać? Zajrzyj w głąb siebie, ponieważ czasami to, co wydaje nam się dla nas dobre, nim nie jest. Żmudne i trudne rzeczy kształtują człowieka, te które przychodzą łatwo, dają na pewno jakieś doświadczenia, emocje, odkrywamy nowe rzeczy. Tylko żeby to odkrywanie nie kończyło się z chwilą końca stanu euforii by wejść znowu w nowe, po kolejną dawkę euforii. IPozdrawiam!

    • Wracam czasem do Twojego komentarza i za każdym razem przekonuję się ile w tym prawdy.

  • Olga

    Inspirujesz, naprawdę! 🙂

    Twój blog wpadł mi w ręce (właściwie w oko :D) kilka miesięcy temu, wtedy kiedy w moim życiu było bardzo źle. Zaczęłam czytać o Twoich podróżach, jak wiele z nich wyniosłaś i ile się nauczyłaś. O pracy jaką włożyłaś by spełnić te marzenia i determinacji w ich realizowaniu. O tym, że ciągle je spełniasz, że idziesz tam gdzie podpowiada Ci serce.

    Zainspirowałaś mnie do tego, żeby zacząć planować. Bo marzę tylko o tym żeby wyjechać. Żeby zostawić za sobą to co mnie spotkało. Jak w tytule, uciec od życia, obecnego życia, ale po to, żeby właśnie odpuścić (chyba słowo klucz), zobaczyć wszystko z innej perspektywy, a poza tym okryć coś nowego, zobaczyć coś nowego i spróbować odnaleźć siebie, jeszcze raz, na nowo. Czy to coś zmieni? Czy w ogóle zadziała? Nie mam pojęcia.. ale chyba warto?!

    Dziękuję za teksty i pozdrawiam 🙂

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec