Jak ona może mieszkać w Indiach? – pomyślałam, gdy dotarłam do domu mojej hostki, Amerykanki, obecnie mieszkanki Bangalore. Rozumiem zakochać się i wyjść za mąż za Hindusa, ale żeby od razu się tu przeprowadzać? Do śmieci, wilgoci, setek tysięcy samochodów, klaksonów, szczurów i bezpańskich psów? Chyba jednak za szybko to oceniłam. Odkryłam tu bowiem najbardziej romantyczną historię na świecie. 

IMG_7108

Ona, szczęśliwa nauczycielka jogi z Teksasu, on, przedkładający podróże nad pracę, pochodzący z Delhi, pracownik dużej korporacji. Poznali się, gdy Mer pojechała do Indii zgłębiać techniki Ajurwedy. Od pierwszego spotkania wiedzieli, że mają do czynienia z kimś wyjątkowym. Po miesiącu podróżowania i uczestniczeniu w czterech tradycyjnych indyjskich weselach uznali, że podejmą walkę z kilometrami. Mama Ekansha już wybrała mu małżonkę i wkrótce miało dojść do aranżowanego ślubu. Mer czym prędzej pojechała na lotnisko, by odebrać ukochanego i… oświadczyć mu się, pytając po hindusku czy zostanie jej mężem. Niedługo potem odbyło się amerykańskie wesele dla 100 osób i wielkie hinduskie wesele dla 500 – z czego tylko 10 gości pochodziło z Ameryki. Mer dzielnie brała udział we wszystkich magicznych obrzędach, które trwały ponad tydzień. Po ślubie dostała pewnie medal dla najbardziej cierpliwej żony na świecie.

yoga class

Wśród chaosu i brudu Mer odnalazła oazę w miłości i szkole jogi, którą prowadzi. To jej małe sanktuarium.

Poznajcie Doctora:

doctor

Dom wypełniony jest zdjęciami z ich ślubu i wesołymi couchsurferami, których przewijają się tu dziesiątki. Wizja spędzenia pierwszych trzech dni z podróżnikami pomogła mi ogarnąć moją przerażoną głowę. Wiecie co mówią w mediach. Jednak cieszę się, że mam możliwość na własne oczy przekonać się jakie są Indie. Nabieram zaufania do siebie i do Hindusów, okazują oni bowiem mnóstwo życzliwości. W restauracji przynoszą (za darmo!) dodatkowe sosy, żeby mi lepiej smakowało. Na przystanku doradzają, którym autobusem najlepiej dojechać do najpiękniejszej świątyni. Nawet w przydrożnej budzie z jedzeniem zorganizują ciepłą wodę z limonką, żeby olej puścił z moich palców.

flowers

To fakt, przyglądają się. Chyba najbardziej gapili się na mnie, gdy pierwszego dnia zwiedzałam miasto z parą z Australii. To tak, jakby trzech Murzynów pewnym krokiem spacerowało uliczkami Myślenic.

indian food

Stołuję się za dwa złote, piję wodę za 50 groszy, ale czasem przyszaleję w restauracji za 12. Dziś owinęłam głowę chustą, by sprawdzić, czy zakrywając blond włosy pozbędę się wzroku ciekawskich przechodniów. Pomogło. Trochę. Na białą skórę nic nie da rady.

covered 1

Praca… Wydaje się, że ma ją każdy. Na lotnisku pierwszy pan prosił o podejście do bramki bezpieczeństwa, drugi dawał sygnał, że można przejść, trzeci skanował kieszenie, a czwarty kontrolował bagaż. Na ulicach wszyscy coś sprzedają, naprawiają, myją.

sprzedawcy

coco

Ogłoszenia o pracę wiszą na drzewach. 500-700 złotych miesięcznie dla dyrektora handlowców. Kierowcy riksz wezmą cię za darmo, wystarczy, że po drodze zgodzisz się wejść do ekskluzywnego sklepu z pamiątkami. Za podwożenie turystów dostają kupony na jedzenie i paliwo. Widocznie bardziej im się to opłaca, niż kursy warte kilkadziesiąt rupii.

job offer

muzyk

Kadzidła, kolory, śpiewane modlitwy. O przeróżne uroczystości w Indiach nie trudno i już drugiego dnia podziwiałam magiczne obrzędy w tutejszych świątyniach.

temple

swiatynia 2

Jutro ruszam na południe. Munnar to miasto, do którego Hindusi jeżdżą w podróże poślubne. Ma być zielono, spokojnie, rześko i jeszcze bezpieczniej niż w Bangalore. Na koniec zostawiam kilka ujęć z tętniących życiem ulic.

motor ride

people of india

fort

bangalore

just the cow

Siedzę w wygodnym fotelu w salonie, a obok na kanapie leży Mer z mężem i oglądają Breaking Bad. Życie toczy się tu jak wszędzie indziej. Zostałabym dłużej, ale czekają na mnie plantacje herbaty i dzikie słonie. Trzymajcie kciuki za dalszą podróż.

0

 likes / 18 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

Oh no...This form doesn't exist. Head back to the manage forms page and select a different form.

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec