16
Maj-2018

Silniej, dalej, więcej, czyli oczekiwania, które niszczą

oczekiwania

Wzruszam się czasem. Przystaję, patrzę. Dostrzegam jak popołudniowe światło maluje ludzkie buzie przez poszycia drzew.

Ale teraz nie czuję nic. Serce jest puste, tak bardzo, że kładę na nim dłoń, żeby sprawdzić czy w ogóle bije. Po dwunastu miesiącach w podróży wróciłam do Krakowa. Przechadzam się starymi ukochanymi uliczkami, wchodzę do kafejek, których ściany znają moje sekrety. I nie dzieje się nic. 

Miałam wielkie oczekiwania co do powrotu. Widziałam siebie jeżdżącą na rowerze i zachwycającą się przysłowiową dziurą w drodze. 

Jestem szczęśliwa. Ale nie jestem PODEKSCYTOWANA. I wkurzam się, bo miałam taka być. Miałam co rano wybiegać do ulubionej piekarni, śpiewać i skakać na jednej nodze. 

A ja po prostu idę. I nie do ulubionej, tylko do najbliższej, bo mi się nie chce. 

Podobnie było przed momentem w Kolumbii. 

Jeszcze w samolocie napisałam scenariusz. Poznam młodą Kolumbijkę na Couchsurfingu, która zaprosi mnie do rodzinnego domu. Będę gotować ziółka z jej babcią (prosto z amazońskiej dżungli), uczyć się gry na bębnach z jej siostrą, a ze starszym bratem chodzić na potańcówki. 

Rozchorowałam się. Większość pobytu przeleżałam w hotelu. Tyle się nasłuchałam o kolumbijskiej życzliwości, a nie raz zostałam zwyzywana od dziwek przez żebraków, gdy nie chciałam kupić od nich gum do żucia.

Wybrałam się na trzydniową ceremonię z Ayahuascą. Chciałam wyleczyć to, to i to. Medycyna widocznie miała dla mnie inny plan. Po pierwszej ceremonii obudziłam się… rozczarowana. Bo nie dostałam tego, po co przyjechałam. 

Zgubiło mnie coś, co myślałam, że istniało już poza mną, zostało w mojej przeszłości.

OCZEKIWANIA.

A wraz z nimi zniknęła naturalność. Radość wynikająca z niewiedzy, co wydarzy się kolejnego dnia. Niepohamowana otwartość na to, co nowe. 

I to jest bardzo ciekawe, bo myślałam, że przestałam mieć oczekiwania względem życia, siebie, ludzi. To było moje noworoczne postanowienie i tego wam życzyłam. Ale one wróciły. Silniej niż zwykle. To był chyba ich sprytny test, którego nie udało mi się zdać. 

Puszczam tę kontrolę. Chcę znowu podróżować z otwartym sercem. Bez zgubnych oczekiwań. Oceny. Natychmiastowej interpretacji wydarzeń.

Dać sobie przestrzeń. Przecież ufać to nie musieć rozumieć. 

Jutro wyruszam w kolejną podróż…  Tym razem bez oczekiwań. Naprawdę nie chcę sobie zepsuć tego wyjazdu :). Mam wam do pokazania tyle piękna…  

Cichy zabójca radości zostaje w domu.

1

 likes / 2 Komentarze
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • gaja

    oczekiwania to takie buty, które ubiera się w chwili, kiedy brakuje nam uważności na ‚teraz’… znam to uczucie, powraca co jakiś czas. Ale warto z niego wychodzić. i znowu i znowu… aż do ostatniego razu

    • Bezowyszalik

      Wow w samo sedno, dziękuje.

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec