11
Mar-2015

O tym jak przy pomocy Vichy znów poczułam się kobietą

Od ponad dwóch miesięcy nie ubrałam sukienki, nie pomalowałam się, ani nie spięłam włosów w coś bardziej ekstrawaganckiego niż kucyk.  Zdarza mi się brać prysznic co drugi dzień, a moje dłonie częściej przypominają ręce spracowanego górnika niż zadbanej dziewczyny. Czas na zmiany.

Vichy wysłało mi do testów kilka kosmetyków, które miałam okazję wypróbować szykując się na moje pierwsze wyjście na miasto. Tęsknię za tańcem, muzyką i dobrą zabawą. Nie przyjechałam do Azji po to, by biegać po klubach. Właściwie nie spodziewałam się, że jakieś tu znajdę – zwłaszcza w Chiang Mai w Tajlandii. Miejsce to kojarzyło mi się z zielenią, naturą i relaksem. Jak bardzo się myliłam! Miasto wypełnione jest młodymi ludźmi, którzy oprócz wypoczynku w skąpanych w zieleni zakamarkach poszukują rozrywki w europejskim stylu.

Swój pierwszy imprezowy wieczór zaczęłam od poszukiwań stroju. Nigdy nie lubiłam długich sukienek, ale w Indiach, Nepalu i Birmie tak się przyzwyczaiłam do zakrywania nóg, że postanowiłam dać im szansę. W tych krajach turystki często chodzą w szortach i spódniczkach, czym przyciągają uwagę lokalnych mężczyzn. Mnie to do szczęścia nie potrzebne, tym bardziej, że odkrywanie kolan w konserwatywnych państwach wprawia mnie w zakłopotanie.

Po stroju przyszedł czas na makijaż – delikatny, bo jakoś nie pasuje mi mocno się malować będąc na wyprawie z plecakiem. Chociaż poznane przeze mnie Brytyjki nie żałują sobie kosmetyków, ale z tego co zaobserwowałam w Anglii to standard. Potrzebowałam czegoś lekkiego, co dobrze sprawdzi się w wysokich temperaturach. Z otrzymanego zestawu wybrałam rozświetlający podkład Vichy Teint Ideal w kremie, który zamaskował mój spalony nos i wyrównał koloryt buzi. Przypudrowałam lekko nosek całkiem niezłym pudrem kompaktowym Teint Ideal, który z pierwszym kosmetykiem tworzy dosłownie duet idealny. Jedyny minus to dość mosiężne opakowanie. W Polsce ładnie pasowałby do torebki, ale nie do mojego zapchanego różnymi szpejami plecaka. Na koniec nałożyłam mascarę i gotowe. Wszystko wyglądało naturalnie i świeżo.

Jak dobrze w końcu poczuć się kobietą. Gdy wraz ze Stephanie wystroiłyśmy się i byłyśmy gotowe do wyjścia dzielący z nami pokój Kanadyjczyk tak spuentował nasz wygląd: „Po co wam to dziewczyny? Chcecie poderwać spoconych gości w szortach?” Nie…! W końcu znalazłyśmy trochę więcej czasu dla siebie. Przecież można zrobić się na bóstwo dla własnej, kobiecej satysfakcji. Prawda drogie Panie? 🙂

Zobaczcie jak te podkłady sprawdzają się w życiu innych aktywnych babeczek.
Tekst jest wynikiem współpracy z marką Vichy.

Oto ja na co dzień w podróży:

train in india

Oto ja po miłej godzince tylko dla siebie:

Vichy

1

 likes / 11 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • Natalia Tomalik

    WOW idealny naturalny makijaż + mocne usta <3 lubię kosmetyki VICHY za ich skuteczność 🙂 chyba wypróbuje ten rozświetlający podkład 🙂

  • Musze przyznac, ze Vichy lubie, a w backpackers zawsze bylam jedna z niewielu dziewczyn, ktore sie malowaly! Ale kobieta czuje sie i „bez” ;-)))

  • Kamila

    Świetny post! Skoro kosmetyki Vichy tak Cię odmieniły to może sama też je wypróbuję? 😉

  • Dobrze znam to uczucie kiedy po kilku miesiącach czy tygodniach pomalowałam się po raz pierwszy lub założyłam – całkiem przyjemne 🙂 Ale bez makijażu też ładnie wyglądasz! 😉 Vichy lubię! Nawet byłam na Erasmusie blisko miasta Vichy, z którego oczywiście pochodzą te kosmetyki.
    PS. Jak długo będziesz w okolicach Chiang Mai? Wybierz się koniecznie do Pai!

  • Ładny make up 😉 ja jednak wolę codziennie czuć się naturalnie, pozdrawiam! 🙂

  • Solidny plus dla VICHY za wyjście z promocją swoich produktów poza blogi kosmetyczne! A co do samych kosmetyków, to nie mogę się wypowiedzieć, bo nawet nie wiedziałam, że VICHY ma w swojej ofercie cokolwiek do makijażu 🙂

  • przerwa na reklamę?

  • Jesteś piękna 🙂