Cztery godziny wesołej wspinaczki, nocleg w namiocie przy języku trolla i zejście po wschodzie słońca następnego dnia. Taki był plan, jednak norweskie fiordy zechciały nam pokazać nieco inne oblicze. Cholera, trzy miesiące temu wybierając ubezpieczenie mogłam wykupić pakiet pokrywający koszty akcji ratunkowej w górach. Oj przydałby się.

Trolltunga3

Teoretycznie wspinaczka na Trolltungę powinna trwać od 4 do 5 godzin, bo do przejścia jest 11 kilometrów w jedną stronę. Przed wejściem na szlak zajrzeliśmy do informacji turystycznej, gdzie przemiły pan poinformował nas, że będzie wiało, nie zanosi się na deszcz, jak mamy jedzenie to możemy iść, ale musimy na siebie uważać. Jeszcze na parkingu zagadaliśmy do Francuzów, którzy chwilę wcześniej wrócili z Trolla i nocowali na szczycie. Dodali nam otuchy i mimo mocnych podmuchów wiatru wyruszyliśmy.

Trolltunga1

Pierwszy kilometr to dramat. Podejście jest bardzo strome i wyczerpujące. Kiedyś działała tu  kolejka, którą można było pokonać ten trudny odcinek, jednak z jakichś powodów została wyłączona z użytku, a szkoda. Wietrzyk sobie wiał, a my podziwialiśmy bajeczne widoki. Jesień w tych rejonach jest cudowna, kolory są tak soczyste, że z wrażenia przeciera się oczy.

Trolltunga2

Gdy pokonaliśmy trzeci kilometr spojrzeliśmy na zegarek i okazało się, że idziemy trzy godziny! Przecież całą trasę mieliśmy pokonać w cztery, może pięć, ale wiatr robił swoje. Gdy powiedzieliśmy sobie, że wspinamy się jeszcze godzinę, a potem rozbijamy namiot trafiliśmy na Norwega, który jak twierdził „był odpowiedzialny za bezpieczeństwo w tym regionie”. Powiedział, że na naszym miejscu nie szedłby dalej i zaczął zadawać szczegółowe pytania dotyczące naszego sprzętu, przygotowania itp. Trochę się zaniepokoiliśmy, ale postanowiliśmy dać sobie 30 minut. Gdy zaczęliśmy kolejne podejście usłyszeliśmy krzyki. Wspomniany wcześniej Norweg dobiegł do nas i powiedział, że będzie musiał wezwać pomoc, bo warunki atmosferyczne nagle się zmieniły i są tak fatalne, że ani się nie obejrzymy a zostaniemy zdmuchnięci ze skał. Ostrzegł nas, że jeżeli podejmiemy się wspinaczki będą musieli nas ściągać. Hasłem przewodnim tej wycieczki było „we’re gonna die”, mówione oczywiście żartobliwie, miało się już wkrótce spełnić…

Trolltunga4

Mimo ogromnego rozczarowania postanowiliśmy zejść na dół. W ruch poszły latarki i resztę drogi pokonaliśmy przy świetle żarówek i księżyca. W nocy myślałam, że wiatr rozerwie nasz namiot na strzępy. Jednak przed snem powiedziałam sobie, że następnego dnia spróbuję wejść jeszcze raz. Znajomi nie byli zainteresowani moją propozycją.

Trolltunga5

Nie wstałam na budzik o siódmej, obudziły mnie dopiero śmiechy… pary Polaków. Wybiegłam z namiotu i zapytałam czy mogę do nich dołączyć i tak bez śniadania i porannej toalety stanęłam na szlaku. Nie zdawałam sobie jednak sprawy jak sześciogodzinna wspinaczka poprzedniego dnia zmęczyła moje ciało. Jeszcze większą głupotą było wspinanie się bez posiłku. Serducho mówiło „Troll czeka”, ale nogi krzyczały „złaź na dół”. Na szczęście moi znajomi byli jeszcze na parkingu i chwilę później jechaliśmy pod Preikestolen. O tym w następnym wpisie.

P.s. Wraz z Emilią przygotowujmy dla was filmik Bergen-Trolltunga-Preikestolen!

Informacje praktyczne:

Sezon trwa od 1 czerwca do 20 września, po tym czasie autobusy pod Trolla przestają kursować.

Dojazd: najwygodniej i najszybciej poruszać się samochodem. Jeśli macie np. 4-osobową ekipę koszt wynajmu auta nie przekroczy 75 zł za dzień od osoby z paliwem. Z Bergen kierujcie się na Voss, następnie Oddę, potem Tyssedal i dalej na parking Skjeggedal, skąd wyruszacie na szczyt. Bilet parkingowy na 16h kosztuje 160 koron, a na 24h 200 koron.

Nie radzę wchodzić po drewnianych schodach, lepiej pójść leśną drogą z lewej strony. Mniejsze ryzyko upadku, a widoki piękniejsze. Ostatnio przed schodami powieszono kartkę z informacją, że na samej górze została postawiona dwumetrowa siatka, więc śmiałkowie, którzy zechcą złamać przepisy i i tak nimi wchodzić będą musieli zawrócić.

Przed wyjazdem sprawdźcie pogodę na yr.no (która i tak się ciągle zmienia 😉 ).

Po drodze płynie wiele strumyków, także nie trzeba wnosić dużego zapasu wody. No chyba, że boicie się pić z górskich potoków.

Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.



0

 likes / 18 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • Marin Lep

    Wygląda na to, ze na takie podejscie trzeba sie przygotowac, a najlepiej sprawdzic pogode i nie wychodzic, gdy mamy chociaz cien podejrzen, ze cos sie moze nie udac. Chociaz ja pewnie bym sprobowal tak jak wy. Mysle, ze nawet dla widokow ze zdjec z tego wpisu bylo warto. No i dla samej przygody. Cale szczescie, ze nic wam sie nie stalo!

  • Pingback: Fiordy dały w kość - oto słynna półka skalna | Nadia vs. the World()

  • Ej, rozsądnie mi tam, bo podróż dookoła świata przed Tobą! Bez śniadania nie wychodzić 😉

  • Widoki piękne! Dobrze, że pojawił się odpowiedzialny Norweg, który odradził wam dalszą wędrówkę bo nie wiadomo jakby się to skończyło..

    • I dobrze, że byli ze mną rozsądni znajomi, którzy wybili mi z głowy pomysł dalszej wędrówki 🙂

  • Rzeczywiście, widoki ładne. Najważniejsze, że historia skończyła się dobrze. Jeśli nie byłaś jeszcze na norweskich Lofotach, to polecam, też jest pięknie. 🙂

    • Nie byłam. Na zdjęciach wygląda magicznie.

      • Tak, jeszcze żeby tylko trafić na dobrą pogodę, co łatwe nie jest. 🙂 Kiedyś na blogu pisałam o mojej przygodzie z Lofotami http://wswoimzywiole.blog.pl/2014/10/08/pod-gwiazda-polarna-czesc-ii-z-kilpisjarvi-do-a-lofoty/ Pozdrawiam serdecznie, fajny blog!

  • kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. aczkolwiek lepiej ryzykować w granicach rozsądku by jednak tego szampana po wszystkim się napić 🙂 wolę czytać posty na blogu niż wiadomości z ostatniej chwili w necie

  • yallanatalia

    Mimo, że nie dopięłaś swego, próbowałaś- a to zawsze nowe doświadczenie, które na pewno zaowocuje w ciągu Twoich najbliższych miesięcy 🙂

  • ach, teraz dotarłam do tego wpisu… więc nie muszę Cię przekonywać, że na Trolltunge też iść warto 😉

    kurcze, my byliśmy pod koniec sierpnia – i juz wtedy mówiono, że jest „po sezonie”.. odważnie w tym październiku ruszyliście
    ale, ale – Język Trola nie zając, nie ucieknie! 😉

  • sorry, że jestem kolejną osobą, ktora napisze że „weszła i było warto”, ale na pocieszenie dodam, że jesienią jest tam 10x ładniej niż w sierpniu, sądząc po Twoich zdjęciach, więc co się napatrzyłaś to Twoje 🙂

  • Pingback: Trekking w Himalajach solo | Nadia vs. the World()