20
Maj-2016

secret garden cotopaxi 4

Po Ameryce Południowej krąży wiele historii na temat tego hostelu. Słyszeli o nim w Brazylii, Peru i Kolumbii. Ekwadorska oaza położona u podnóży wulkanu Cotopaxi przyciąga podróżnych, którzy po długich dniach tułaczki poszukują spokoju i wytchnienia.

Nazwa Secret Garden obiła mi się o uszy już na Wyspach Galapagos. Gdy tylko dotarłam na stały ląd postanowiłam wsiąść w bezpłatny autobus, który wyruszał z siostrzanego Secret Garden Quito i skierować się w stronę Cotopaxi. W skowronkach pojawiłam się na recepcji skąd rozpościerał się wspaniały widok na stolicę Ekwadoru.

Cotopaxi Light-1

– Miss, spóźniłaś się. Autobus już dawno odjechał – powiedział jeden z pracowników.

– Jak to? Przecież jest 9:58. Przyjechałam dwie minuty przed czasem! – odrzekłam.

– Kochana, jest 10:58. Skąd przyleciałaś do Quito? – zapytał stroskanym głosem.

– Z Galapagos… – odpowiedziałam czekając na wyjaśnienie.

– No to zapomniałaś przestawić zegarek o godzinę do tyłu – odpowiedział wolontariusz i wrócił do swoich zajęć.

Miałam dwie opcje do wyboru. Zapłacić $40 za taksówkę i dojechać bezstresowo na miejsce lub podjechać 50 km do Machachi za 15$, a potem złapać białego pick-up’a. Wybrałam tę drugą. Fragment drogi prowadzącej do Secret Garden Cotopaxi został zbudowany przez Inków. Szare, mizernie poukładane kamienie ciągnęły się przez wiele kilometrów. Jechaliśmy wyżej i wyżej, powoli zaczynało mi brakować tchu, a głową zawładnęły zawroty. Nie znoszę przebywać wyżej niż 3000 m n.p.m., a naszym celem tego dnia było 3 800 m.

secret garden cotopaxi 1

Gdy dojechałam na miejsce, nie mogłam się nadziwić jego pięknem. Kilka chatek położonych na odludziu, otoczonych wysokimi górami i zielonymi polami, na których pasły się lamy. W progu przywitał mnie Wiktor z Argentyny, manager hostelu. Nie wypowiedział ani słowa po angielsku. Nie dlatego, że nie potrafił, ale dlatego, że chciał, by jego goście wczuli się w klimat ekwadorskiej wsi. Przed wejściem znajdowało się kilka kolorowych hamaków, kiście bananów i plastikowa siatka, która pełniła rolę trampoliny. Miałam ochotę zawinąć się w ciepły koc i usiąść przed hostelem z kubkiem grzanego wina.

Gdy weszłam do środka wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę, usłyszałam też kilka przyjacielskich „hello”. Najbardziej podobała mi się otwarta kuchnia i kominek umiejscowiony tuż obok niej. Część grupy siedziała już przy stole i czekała na lunch. Okazało się, że przyjechałam przed bezpłatnym shuttle busem, który wyruszył z Quito godzinę przede mną! Usiadłam obok Emily z Australii i zaczęłyśmy wymieniać się swoimi podróżniczymi doświadczeniami. Po chwili podano mi wegańską zupę i… kubek grzanego wina.

Hostel sprzedaje 4-dniowe pakiety, w cenie których oprócz łóżka znajduje się całodniowe wyżywienie (wspaniałe!), wycieczka rowerowa pod wulkan, trekking w pobliskie góry i spacer z przewodnikiem do wodospadu. Taka przyjemność kosztuje $125. W związku z tym, że były to moje ostatnie dni w Ameryce Południowej pozwoliłam sobie na odrobinę luksusu i zdecydowałam się na osobny pokój z widokiem na Cotopaxi.

secret garden cotopaxi

Po zapoznaniu się z grupą wyszłam na zewnątrz, by zaczerpnąć świeżego powietrza i nacieszyć się tym niecodziennym widokiem.

– Cześć, Nadia – przedstawiłam się chłopakowi siedzącemu na ławce.

– Jestem Marcin – odpowiedział.

– Marcin? A nie Martin? Brzmi polsko…

– Tak, mieszkam w Szwecji, ale urodziłem się w Warszawie – odrzekł.

Po chwili przeszliśmy na język polski i z zimnego przedsionka przenieśliśmy się do gorącego jacuzzi. Z widokiem na wulkan oczywiście. Wcisnęliśmy się pomiędzy kilka innych osób, rozlaliśmy wino i rozkoszowaliśmy się absolutną ciszą.

biking trip cotopaxi

Z samego rana wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy na wycieczkę. Przed wjazdem do Parku Narodowego Cotopaxi musieliśmy podpisać oświadczenie, że wchodzimy na jego teren na własne ryzyko. Wulkan wybuchł w ubiegłym roku i trzeba było ewakuować setki osób. Przejechaliśmy ok. 10 kilometrów i dojechaliśmy „pod wulkan” – całkowicie przykryty chmurami. Nie wiem co było gorsze – czy jazda rowerem po fałdowanej niby-ulicy czy jazda samochodem po drodze zbudowanej przez Inków.

Kolejne dni upłynęły na wspólnych śniadaniach, wspólnych obiadach, wspólnych kolacjach, wspólnych spacerach i wielu, wielu rozmowach. W hostelu nie ma dostępu do wifi, dlatego wszyscy siedzą razem, grają w karty, śpiewają, wygrzewają się przy kominku. Po trzech dniach czułam, że znam niektóre osoby lepiej niż moich dalszych znajomych z Polski. A to wszystko dzięki odłączeniu się od sieci i przebywaniu ze sobą 24 godziny na dobę. Coś wspaniałego! Ostatniego wieczoru przyszedł czas na smutne pożegnania przy czerwonym winie (dokładnie za dużej jego ilości). Tego dnia poznałam również Veronicę, która wzięła udział w moim projekcie „Co sprawia, każdego dnia?”. Film zostanie zaprezentowany w czerwcu 2016 roku na spotkaniach podróżniczych, które organizuję w Krakowie, Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku.

Na zakończenie zostawiam wam kilka zdjęć. Jeśli polecicie do Ameryki Południowej nie omijajcie Ekwadoru i tego cudownego miejsca.

secret garden cotopaxi 3

hobbit homes cotopaxi llamas ecuador traveling dog secret garden cotopaxi dinner

waterfall

A wy macie swój ulubiony hostel? Dlaczego jest wyjątkowy? Mam zamiar pojeździć po tego typu miejscach, więc polecajcie je, proszę.

3

 likes / 12 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • W Ekwadorze byłam, ale jak widzę, zdecydowanie za krótko, bo nie wiedziałam nawet o tym miejscu 😀 Cóż, trzeba będzie wrócić… i tak planuję, bo o Galapagos też nie zahaczyłam 😀

  • Ania G

    Kurczę, nawet w takim miejscu spotkać Polaka, my chyba jesteśmy wszędzie 😉 Ekwador do tej pory kojarzył mi się z tym, że ktoś z tej lokalizacji próbował mi się włamać na konto na fb – teraz będę kojarzyć też ten kraj z Twoim wpisem i hostelem i cudownymi widokami 😉 Pozdrawiam!

    http://annabloggerfranorge.blogspot.no/

  • Zapisałam i wykorzystam!

  • Genialny ten hostel! 🙂 Uwielbiam takie miejsca z duszą 🙂

  • Łukasz | Kartka z Podróży

    Wszystko fajnie, ale czy w tym hostelu są tylko białasi? No i niech ktoś to jasnej anielki ostrzyże te lamy!

    • Hostele mają to do siebie, że zazwyczaj są w nich turyści. A z perspektywy pieniędzy – są to zazwyczaj biali turyści. Nic dziwnego.

  • cudowne miejsce! dzięki Twojemu postowi na wezmę Cotopaxi pod uwagę przy planowaniu mojej podróży dookoła świata 🙂 a ja szczególnym sentymentem darzę Hostel Himara na albańskim wybrzeżu – za atmosferę, lokalizację oraz historię ludzi, którzy go stworzyli, a opowiedziałam ją w tym poście: http://kamieverywhere.com/himara-albania/

  • Raj na ziemi. Lubię takie miejsca. Widok z okna obłędny. Jak będę planowała Amerykę Południową i Ekwador, na pewno zastanowię się nad odwiedzeniem tego miejsca.
    ps. Kwiaty z pierwszego zdjęcia zawsze kojarzą mi się z Czarnogóra.

  • Joanna

    Czym robisz zdjęcia? Przerabiasz je w jakimś programie?