09
Maj-2015

Nagła zmiana planów i utrata 5000 zł

nadia travels

Piszę do was z samolotu do Indonezji. Myślałam, że nie uda mi się napić wina, bo podobno wprowadzono jakieś ograniczenia dot. sprzedaży alkoholu na indonezyjskich kierunkach, ale to chyba ploty. O ile głupota nie boli, to bolała mnie utrata prawie 5000 zł. Muszę zmienić plany na najbliższe miesiące i wziąć się do roboty.

Spoko, mogę pracować, byle w jakimś fajnym miejscu. No właśnie, skąd wiem, że dane miejsce jest dla mnie, jest w moim klimacie? Zazwyczaj już po kilkunastu minutach potrafię stwierdzić czy kraj przypadł mi do gustu. Wiecie, tu chodzi o to uczucie w środku, które trochę przypomina mi dom. Jeżeli w jakimś państwie choć trochę czuję się jak w domu, to wiem, że będzie dobrze. Moim drugim domem zawsze była Ameryka. Czułam się tam jak u siebie, a z każdą kolejną wizytą utwierdzałam się w przekonaniu, że mogłabym tam zamieszkać. Gdy wylądowałam w Australii wydawało mi się, że jestem w Stanach. Było jednak cieplej, przyjemniej, lepiej. Czy może być coś lepszego od Stanów?! Przez długi czas nie chciałam tego przyznać, ale teraz jestem gotowa. Australia wymiata. Teraz już wiem skąd te achy i ochy.

Miałam kilka planów na spędzenie wakacyjnych miesięcy. Za mną 1/3 podróży a wydałam prawie połowę budżetu. Do tego zrobiłam coś głupiego – zaczęłam planować – a to w moim przypadku oznacza katastrofę. I tak wymyśliłam sobie wyjazd do USA, bo chciałam popracować na wizie studenckiej przez 9 tygodni. Tak się złożyło, że nie będę mogła pojechać do Stanów, ale zapłaciłam już za wizę, bilet lotniczy (bez ubezpieczenia) i opłatę dla agencji – łącznie 4500 zł. Prawie 5 tysięcy złotych poszło do kosza. Bolało. Do tego kupiłam bilet na koncert Taylor Swift w USA, którego nie mogę zwrócić, mimo zakupionego ubezpieczenia. Mam nadzieję, że opchnę go przez internet. Mogłam skorzystać z kilku opcji, by zaoszczędzić trochę pieniędzy. Na przykład zostać wolontariuszem np. w Ameryce Południowej, dzięki czemu mogłabym się czegoś nauczyć, komuś pomóc, a także zaoszczędzić na jedzeniu i noclegu. Zawsze jest też opcja powrotu do Oslo i pracy w Hard Rock Cafe lub w innej knajpie. Ale moje serce już wybrało. Moje serce wybrało Australię (i pewnego Australijczyka). To tutaj jest mi tak dobrze, mam rodzinę, plażę, słońce, wegańskie jedzenie, kangury, gekony i papugi. Dlaczego nie zostać na dłużej?

Lipiec i sierpień spędzę w Australii pracując online. Niestety wszystkie wizy working holiday na 2015 zostały już wydane, więc nie mogę podjąć legalnej pracy w tym kraju. Szykuje mi się za to fajna współpraca z polską firmą i wszystko uda się załatwić przez internet. Do tego trochę działań social media i będzie git. Nie potrzebuję kokosów, ale fajnie byłoby trochę się odrobić. Strasznie się cieszę, że zamieszkam w domu z gitarą i sprzętem do nagrywania muzyki. Tak bardzo tęsknię za graniem, śpiewaniem, pisaniem tekstów. Ukulele to jednak nie to samo co gitara.

Nowa Zelandia musi poczekać do września. Taki jest wstępny zamysł, może mi odbije i polecę tam już w lipcu, chociaż odstrasza mnie pogoda – jakieś 5 stopni w dzień i 0  w nocy. Brrr…! Nie chcę już niczego planować z dużym wyprzedzeniem, źle na tym wychodzę. Po NZ przyjdzie czas na Amerykę Centralną i Południową. To tyle jeśli chodzi o planowanie 🙂

A wy? Co będziecie robić w wakacje? Jakieś gorące wakacyjne kierunki na 2015 rok? Podzielcie się, proszę!

0

 likes / 33 Komentarze
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

Oh no...This form doesn't exist. Head back to the manage forms page and select a different form.

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec