zarobki w Australii

Przyjechałam do Australii na wizie work and holiday w czerwcu 2017 roku z niecałym tysiącem dolarów na koncie. Nie miałam żadnych planów ani wizji mojego pobytu. Nie wiedziałam też jakie są zarobki w Australii, czy trudno jest znaleźć pracę i mieszkanie. Nie wiedziałam nic.

Jak znaleźć pracę w Australii na wizie work and holiday

Branże, w których można otrzymać zatrudnienie na wizie work and holiday są dość ograniczone, ponieważ czas zatrudnienia nie może przekraczać sześciu miesięcy. Dodatkowo jeśli chcemy się starać o tzw. second year visa, musimy przez 88 dni pracować w gastronomii, turystyce lub na farmie (na północ od zwrotnika koziorożca).

I od tego postanowiłam zacząć, dlatego po wylądowaniu w Perth udałam się w stronę Broome, które stało się moją bazą na cztery miesiące.

W bibliotece w Broome spotkałam dziesiątki młodych ludzi dopieszczających swoje CV. Nie przeraziłam się tak dużą konkurencją. Gdy skończyłam pisać swoje CV wysłałam aplikację do kilku dużych hoteli, a potem wyszłam na miasto z teczką kolorowych kartek. Szybko okazało się, że łatwiej znaleźć pracę roznosząc CV po firmach, niż wysyłając zgłoszenia przez internet.

Założyłam na siebie najładniejszą spódnice, ulubiony kapelusz i weszłam do pierwszej lepszej kawiarni. Wychodząc z niej miałam już pracę. Podobnie było w kolejnej restauracji. Pierwszego dnia poszukiwań zostałam zatrudniona w dwóch miejscach.

Na początku pracowałam 11 godzin dziennie z trzygodzinną przerwą na obiad i zachód słońca, ale po niecałych dwóch tygodniach zrezygnowałam z tej wieczornej, bo mój organizm zaczął się buntować. Poświęcając tyle czasu na pracę nie pozwalałam sobie na prawdziwe smakowanie australijskiego życia. Broome to miasto, w którym przepracowywanie się jest wręcz zakazane. Trzeba dostosować się do tzw. „Broome time”, zwolnić, wyczilować, korzystać z darów natury, rozległej plaży, ciepłego oceanu i słodkich egzotycznych owoców.

Pierwszy miesiąc był walką z samą sobą, do tego stopnia, że często nie potrafiłam wygrzebać się z łóżka. Dwa pierwsze kwartały tego roku spędziłam na pisaniu i fotografowaniu, z czego udawało mi się spokojnie utrzymać (w Krakowie), więc gdy moim zadaniem stało się serwowanie tostów z serem często niewdzięcznym ludziom – straciłam cały zapał do życia. Czasem trzeba jednak zrobić krok w tył, zwłaszcza jeżeli w głowie mamy większe plany, na których realizację potrzebne są pieniądze :).

P.s. Jeżeli kiedykolwiek znajdziecie się w Broome i będziecie tu szukać pracy to odradzam wam Shady Lane Cafe, z której zwolniłam się po pięciu tygodniach. Szef wyżywał się na pracownikach, krzyczał i doprowadzał nas do płaczu. Kiedy padło na mnie, powiedziałam dość.

I całe szczęście.

W sierpniu trafiłam do kawiarni Town Beach Cafe, położonej kilkanaście metrów od turkusowej zatoki, gdzie pracowałam aż do wczoraj. W tym miejscu mogłam być sobą – tańczyć, śpiewać i dużo się uśmiechać. Miałam sporo luzu. Dostałam też awans (:D) i zamiast biegać z tacą robiłam mrożoną kawę i smoothie z mango. Nigdy nie sądziłam, że przyjdzie taki czas, kiedy będę mogła codziennie pić koktajle z mango. Jeśli dziś zaprosiłabyś mnie na szejka z mango… pewnie bym odmówiła… 😉 Praca była lekka i przyjemna, od 8:00 do 14:00, z 30-minutową przerwą na obiad.

W związku z tym, że pracowałam 33 godziny tygodniowo, a nie 40 – jak w Shady Lane – zdecydowałam się na znalezienie dodatkowej pracy.

Dwa razy w tygodniu obsługiwałam kolacje w przepięknej i ekskluzywnej restauracji 18 degrees, co pozwoliło mi na pokrycie moich tygodniowych wydatków na jedzenie i inne przyjemności, a całą pensję z Town Beach Cafe przelewałam na konto oszczędnościowe.

Moje zarobki w Australii

Stawki godzinowe w hospitality utrzymują się na poziomie 20 – 25 dolarów za godzinę pracy. W niektórych miejscach stawka w weekendy wynosi 30-40 dolarów za godzinę. Od tego należy odliczyć podatek w wysokości (w moim przypadku) 15 procent. Wiele restauracji oferujących mi pracę nie chciało podpisywać umowy, tylko proponowało cash in hand ($20 za godzinę). Ja jednak stawałam na swoim i prosiłam o kontrakt. Po pierwsze, żeby być fair. Po drugie, bo bez tego nie można ubiegać się o tzw. second year visa. Wówczas nie dostaje się też wyższych stawek w weekendy.

Miesięcznie oszczędzałam więc ponad 2 900 dolarów, czyli jakieś 8000 złotych.

Dlatego w 3,5 miesiąca zaoszczędziłam 30 000 złotych.

Co ciekawe, pracując jako kelnerka w Norwegii zaoszczędziłam taką samą kwotę w zaledwie 2,5 miesiąca (tutaj znajdziecie moje posty o pracy i zarobkach w Oslo). Co prawda odmawiałam sobie towarzyskich spotkań, nie było mowy o jedzeniu na mieście, ani o kupowaniu produktów wysokiej jakości. Jechałam na ryżu i fasoli.

Coś za coś.

Moje wydatki w Australii

Życie w Australii może być tanie.

Gdy zrobiłam podsumowanie wydatków i policzyłam wszystkie transakcje ostatnich 14 tygodni okazało się, że miesięcznie wydawałam średnio… 500 dolarów. To dokładnie taka sama kwota, jaką wydawałam mieszkając w Krakowie (jakieś 1500 zł bez mieszkania) – na jedzenie, wyjścia na miasto i moje uzależnienie od książek.

Mniej więcej w połowie pobytu kupiłam skuter za $500, który później sprzedałam za $670.

Jakim sposobem tak mało wydawałam?

Na samym początku zaznaczę, że niczego sobie nie odmawiałam. Obecnie mocno pracuję nad moim podejściem do pieniędzy i jedna z zasad, której się trzymam brzmi: jeśli masz na coś naprawdę ochotę to to kup. Zupełnie siebie nie poznaję ;). Gdy zbierałam na podróż dookoła świata trzymałam się raczej tego, żeby nie ulegać swoim zachciankom. Dziś uważam, że zasługuję na wszystko, co najpiękniejsze i najsmaczniejsze, a pieniądze są przecież po to, żeby je wydawać.

Jestem weganką i jak się okazuje dieta wegańska może być o wiele tańsza od tradycyjnej (choć co innego się słyszy ;). Ryż, mleko kokosowe, warzywa, owoce, tofu, makaron i masło orzechowe to cała moja dieta.

Moi współlokatorzy do takiego zestawu dorzucają jeszcze sery żółte, fetę, smarowidła na chleb, wędliny, kurczaki, kiełbasy, steki, ciasta, lody, inne słodycze – a to kosztuje całkiem sporo, zwłaszcza tutejsze mięsa.

Ostatnio ugotowałam przepyszne żółte curry z ryżem jaśminowym dla 12 osób, a na produkty wydałam 20 dolarów. Współlokatorzy prosili o dokładkę i nie mogli uwierzyć, że można tak smacznie zjeść za tak małą kasę.

Do tego zapraszam siebie na randki co niedzielę, albo poniedziałek. Zamawiam pizzę z oliwkami i latte na mleku sojowym. Taka przyjemność kosztuje mnie 16 dolarów.

W weekendy zdarza nam się iść potańczyć, wtedy za taksówkę i napoje wydaję max. 20 dolarów.

Ale oczywiście można żyć inaczej…

Trzeba uważać. W Australii bardzo dużo młodych osób „przepija” zarobione pieniądze i bawi się narkotykami kilka razy w tygodniu. Często widziałam, jak znajome z pracy składały się po 115 dolarów na kwas na jedną imprezę. Moja koleżanka z kawiarni po czterech miesiącach pracy na tych samych warunkach, co ja miała w kieszeni… 5 centów. Całkowicie spłukana pojechała pracować na farmę, gdzie wyżywienie i opłata za pokój są ściągane z pensji, więc na szczęście nie została na bruku.

Na co wydam zarobione pieniądze?

Za kilka dni ruszam w drogę. Zamierzam podróżować przez dwa miesiące po Azji, a potem wrócić do Australii i znaleźć pracę w Byron Bay albo na Tasmanii.

Część kwoty zamierzam też przeznaczyć na rozkręcenie biznesu foto w Polsce.

Jeśli macie jakieś pytania, to czekam na nie w komentarzach.

Buzia!

5

 likes / 23 Komentarze
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

Oh no...This form doesn't exist. Head back to the manage forms page and select a different form.

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec