zarobki w australii (6)

Przyjechałam do Australii na wizie work and holiday w czerwcu 2017 roku z niecałym tysiącem dolarów na koncie. Nie miałam żadnych planów ani wizji mojego pobytu. Nie wiedziałam też jakie są zarobki w Australii, czy trudno jest znaleźć pracę i mieszkanie. Nie wiedziałam nic.

Chwilę przed wylotem odezwał się do mnie Kuba i powiedział, że mogę się u niego zatrzymać. On był akurat w podróży, więc wprowadziłam się do jego pokoju w apartamentowcu w dzielnicy Mandurah, położonej 90 kilometrów od Perth.

W mieszkaniu nie było internetu, więc nie byłam w stanie sprawdzić, w których miejscach w Australii jest największe zapotrzebowanie na pracowników. Na szczęście współlokator udostępnił mi hotspot, dzięki czemu mogłam choć na chwilę zalogować się na facebooka. Zadałam kilka pytań o pracę na facebookowych grupach, ale wszyscy jak jeden mąż mówili – o pracę jest bardzo ciężko. W Broome, Darwin, Cairns, gdzie tylko nie opublikowałam postów zderzałam się ze ścianą. Jednocześnie nie chciało mi się wierzyć, że w tak wielkim kraju nie ma pracy dla backpakersów.

Pojechałam do centrum Perth, by znaleźć kawiarnię z internetem i przy kubku dobrej kawy zdecydować o kolejnym kroku. Niestety Australia to nie Polska i hotspoty nie znajdują się tu na każdym rogu. Po kolejnym długim dniu bez dostępu do internetu wsiadłam w pociąg i wróciłam do mieszkania.

Następnego ranka współlokator pomógł mi kupić kartę sim z dużym pakietem internetu, dzięki czemu mogłam rozpocząć poszukiwanie pracy. Najbardziej interesowała mnie przeprowadzka do Broome, małego nadmorskiego miasteczka, z 22-kilometrową plażą Cable Beach. Niestety na stronie seek.au tego miasta umieszonych było zaledwie osiem ogłoszeń o pracę w hospitality.

zarobki w australii (7)

Poszłam na pobliską plażę w Mandurah z wielkim mętlikiem w głowie i usiadłam na zimnym piasku. Gdy słońce schowało się za horyzontem, zdecydowałam, że mimo wszystko pojadę na północ. Wiąże się z tym bardzo piękna historia, o której opowiem wam w kolejnym poście.

Jeszcze tego samego dnia znalazłam trzy osoby, które również zamierzały wyruszyć w te strony i zgodziły się, abym do nich dołączyła. Przemierzyliśmy razem ponad 2000 kilometrów zatrzymując się w najpiękniejszych australijskich parkach.

zarobki w australii (2)

Spaliśmy też pod najbardziej magicznym niebem.

zarobki w australii (3)

Przejazdy z jednego kempingu do drugiego trwały długie godziny, więc miałam mnóstwo czasu na rozmyślanie o mojej przyszłości. Wyobrażałam sobie, jak już pierwszego dnia znajduję pracę, wprowadzam się do pięknego domu, mam swój pokój, spotykam życzliwych i pomocnych ludzi. Mocno wierzyłam w to, że Broome przyjmie mnie z otwartymi rękami.

Gdy byliśmy zaledwie kilka kilometrów od Broome wysłałam zapytanie o nocleg na Couchsurfingu do Troy’a, który dopiero zaczynał swoją przygodę z tym portalem. Od razu zgodził się mnie przyjąć. Dostałam pokój z dwoma oknami, widokiem na rzędy palm i wygodnym dwuosobowym materacem. W domu z sześcioma sypialniami mieszkało już kilku couchsurferów. Jedni pojawiali się na chwilę, inni zatrzymywali się na dłużej. Ja sama zamierzałam zostać pięć dni, a zostałam cztery miesiące….! Troy miał tylko jeden warunek. Powiedział: będziesz mogła tu mieszkać, jak długo zechcesz, ale musisz grać na ukulele i śpiewać. Obiecałam, że go nie zawiodę :).

zarobki w australii (4)

Czasem naprawdę trudno mi uwierzyć, że spotkałam takiego Anioła. Dzięki niemu mój pobyt w Broome przebiegł pomyślnie i spokojnie. Chyba nigdy nie będę w stanie odwdzięczyć się za niewyobrażalną hojność, gościnność i życzliwość, którą doświadczyłam mieszkając z moją couchsurfingową rodziną. I choć były między nami małe spięcia – o nich w kolejnym poście – to zawsze będę nas miło wspominać. Najpiękniejszy czas to chyba ostatni miesiąc, bo przez te kilka tygodni mieszkaliśmy w tym samym składzie. Troy, ja, surferzy z Argentyny, Holandii i Anglii – łącznie sześć osób.

Jak znaleźć pracę w Australii na wizie work and holiday

Branże, w których można otrzymać zatrudnienie na wizie work and holiday są dość ograniczone, ponieważ czas zatrudnienia nie może przekraczać sześciu miesięcy. Dodatkowo jeśli chcemy się starać o tzw. second year visa, musimy przez 88 dni pracować w gastronomii, turystyce lub na farmie (na północ od zwrotnika koziorożca).

Przyszedł dzień, w którym musiałam usiąść przez komputerem i sklecić o sobie kilka zachęcających zdań. W bibliotece w Broome spotkałam dziesiątki młodych ludzi dopieszczających swoje CV. Nie przeraziłam się tak dużą konkurencją. Gdy skończyłam pisać swoje CV wysłałam aplikację do kilku dużych hoteli, a potem wyszłam na miasto z teczką kolorowych kartek. Szybko okazało się, że łatwiej znaleźć pracę roznosząc CV po firmach, niż wysyłając zgłoszenia przez internet.

Założyłam na siebie najładniejszą spódnice, ulubiony kapelusz i weszłam do pierwszej lepszej kawiarni. Wychodząc z niej miałam już pracę. Podobnie było w kolejnej restauracji. Pierwszego dnia poszukiwań zostałam zatrudniona w dwóch miejscach.

Na początku pracowałam 11 godzin dziennie z trzygodzinną przerwą na obiad i zachód słońca, ale po niecałych dwóch tygodniach zrezygnowałam z tej wieczornej, bo mój organizm zaczął się buntować. Poświęcając tyle czasu na pracę nie pozwalałam sobie na prawdziwe smakowanie australijskiego życia. Broome to miasto, w którym przepracowywanie się jest wręcz zakazane. Trzeba dostosować się do tzw. „Broome time”, zwolnić, wyczilować, korzystać z darów natury, rozległej plaży, ciepłego oceanu i słodkich egzotycznych owoców.

zarobki Australiazarobki w Australii 2

Pierwszy miesiąc był walką z samą sobą, do tego stopnia, że często nie potrafiłam wygrzebać się z łóżka. Dwa pierwsze kwartały tego roku spędziłam na pisaniu i fotografowaniu, z czego udawało mi się spokojnie utrzymać (w Krakowie), więc gdy moim zadaniem stało się serwowanie tostów z serem często niewdzięcznym ludziom – straciłam cały zapał do życia. Czasem trzeba jednak zrobić krok w tył, zwłaszcza jeżeli w głowie mamy większe plany, na których realizację potrzebne są pieniądze :). A do moich planów należą samodzielne wydanie książki o podróży dookoła świata, doskonalenie się w fotografii ślubnej, co oznacza udział w warsztatach i zakup kolejnego sprzętu i oczywiście dalsze podróżowanie.

Jeżeli kiedykolwiek znajdziecie się w Broome i będziecie tu szukać pracy to odradzam wam Shady Lane Cafe, z której zwolniłam się po pięciu tygodniach. Szef wyżywał się na pracownikach, krzyczał i doprowadzał nas do płaczu. Kiedy padło na mnie, powiedziałam dość.

I całe szczęście.

Broome zarobki w Australii

W sierpniu trafiłam do kawiarni Town Beach Cafe, położonej kilkanaście metrów od turkusowej zatoki, gdzie pracowałam aż do wczoraj. W tym miejscu mogłam być sobą – tańczyć, śpiewać, wygłupiać się i żartować z szefem. Miałam dużo luzu. Dostałam też awans (:D) i zamiast biegać z tacą robiłam mrożoną kawę i smoothie z mango. Nigdy nie sądziłam, że przyjdzie taki czas, kiedy będę mogła codziennie pić koktajle z mango. Jeśli dziś zaprosiłabyś mnie na szejka z mango… pewnie bym odmówiła… 😉 Praca była lekka i przyjemna, od 8:00 do 14:00, z 30-minutową przerwą na obiad.

W związku z tym, że pracowałam 33 godziny tygodniowo, a nie 40 – jak w Shady Lane – zdecydowałam się na znalezienie dodatkowej pracy.

Dwa razy w tygodniu obsługiwałam kolacje w przepięknej i ekskluzywnej restauracji 18 degrees, co pozwoliło mi na pokrycie moich tygodniowych wydatków na jedzenie i inne przyjemności, a całą pensję z Town Beach Cafe przelewałam na konto oszczędnościowe.

Moje zarobki w Australii

Stawki godzinowe w hospitality utrzymują się na poziomie 20 – 25 dolarów za godzinę pracy. W niektórych miejscach stawka w weekendy wynosi 30-40 dolarów za godzinę. Od tego należy odliczyć podatek w wysokości (w moim przypadku) 15 procent. Chyba, że pracujesz na czarno, wtedy cała wypłata zostaje w twojej kieszeni. Wiele restauracji oferujących mi pracę nie chciało podpisywać umowy, tylko proponowało cash in hand ($20 za godzinę). Ja jednak stawałam na swoim i prosiłam o kontrakt. Bez tego nie można ubiegać się o tzw. second year visa. Wówczas nie dostaje się też wyższych stawek w weekendy.

W zależności od liczby przepracowanych godzin zarabiałam 700 – 900 dolarów tygodniowo. W związku z tym, że nie płaciłam za mieszkanie, a moje tygodniowe wydatki wynosiły 100-150 dolarów, oszczędzałam 550 – 800 dolarów tygodniowo.

Miesięcznie oszczędzałam więc ponad 2 900 dolarów, czyli jakieś 8000 złotych.

Dlatego w 3,5 miesiąca zaoszczędziłam 30 000 złotych.

Co ciekawe, pracując jako kelnerka w Norwegii zaoszczędziłam taką samą kwotę w zaledwie 2,5 miesiąca (tutaj znajdziecie moje posty o pracy i zarobkach w Oslo). Co prawda odmawiałam sobie towarzyskich spotkań, nie było mowy o jedzeniu na mieście, ani o kupowaniu produktów wysokiej jakości. Jechałam na ryżu i fasoli.

Coś za coś.

zarobki w Australii

Moje wydatki w Australii

Życie w Australii może być tanie.

Gdy zrobiłam podsumowanie wydatków i policzyłam wszystkie transakcje ostatnich 14 tygodni okazało się, że miesięcznie wydawałam średnio… 500 dolarów. To dokładnie taka sama kwota, jaką wydawałam mieszkając w Krakowie (jakieś 1500 zł bez mieszkania) – na jedzenie, wyjścia na miasto i moje uzależnienie od książek.

Przez pierwszy miesiąc miałam do dyspozycji samochód mojego hosta, którym jeździłam do pracy. Później, gdy w domu zamieszkało więcej osób i trzeba było się dzielić samochodem przerzuciłam się na rower. W ostatnim miesiącu kupiłam skuter za jedyne 500 dolarów. Dało mi to dużą swobodę i było zdecydowanie lepszym rozwiązaniem niż rower. Popołudnia w Broome są naprawdę gorące (37 stopni Celsjusza to standard), więc powroty do domu bardzo mnie męczyły.

Kilka dni temu sprzedałam moje zielone tornado za 670 dolarów, a $170, które zarobiłam na tej transakcji mam zamiar przekazać potrzebującym podczas mojej kolejnej podróży, w którą ruszam już za kilka dni. W tym kraju na pewno spotkam kogoś, kto będzie potrzebował pomocy.

Jakim sposobem tak mało wydawałam?

Na samym początku zaznaczę, że niczego sobie nie odmawiałam. Obecnie mocno pracuję nad moim podejściem do pieniędzy i jedna z zasad, której się trzymam brzmi: jeśli masz na coś naprawdę ochotę to to kup. Zupełnie siebie nie poznaję ;). Gdy zbierałam na podróż dookoła świata trzymałam się raczej tego, żeby nie ulegać swoim zachciankom. Dziś uważam, że zasługuję na wszystko, co najpiękniejsze i najsmaczniejsze, a pieniądze są przecież po to, żeby je wydawać.

Jestem weganką i jak się okazuje dieta wegańska może być o wiele tańsza od tradycyjnej (choć co innego się słyszy ;). Ryż, mleko kokosowe, warzywa, owoce, tofu, makaron i masło orzechowe to cała moja dieta.

Moi współlokatorzy do takiego zestawu dorzucają jeszcze sery żółte, fetę, smarowidła na chleb, wędliny, kurczaki, kiełbasy, steki, ciasta, lody, inne słodycze – a to kosztuje całkiem sporo, zwłaszcza tutejsze mięsa.

Ostatnio ugotowałam przepyszne żółte curry z ryżem jaśminowym dla 12 osób, a na produkty wydałam 20 dolarów. Współlokatorzy prosili o dokładkę i nie mogli uwierzyć, że można tak smacznie zjeść za tak małą kasę.

Do tego zapraszam siebie na randki co niedzielę, albo poniedziałek. Zamawiam pizzę z oliwkami i latte na mleku sojowym. Taka przyjemność kosztuje mnie 16 dolarów.

W weekendy zdarza nam się iść potańczyć, wtedy za taksówkę i napoje wydaję max. 20 dolarów.

Ale oczywiście można żyć inaczej…

W Australii bardzo dużo młodych osób „przepija” zarobione pieniądze i bawi się narkotykami kilka razy w tygodniu. Często widziałam, jak kumpele z pracy składały się po 115 dolarów na kwas na jedną imprezę. Moja koleżanka z kawiarni po czterech miesiącach pracy na tych samych warunkach, co ja miała w kieszeni… 5 centów. Całkowicie spłukana pojechała pracować na farmę, gdzie wyżywienie i opłata za pokój są ściągane z pensji, więc na szczęście nie została na bruku.

Czasem zdarzało mi się spotykać z nimi wieczorami – i za KAŻDYM razem były podpite, albo naćpane. Przykro było na to patrzeć :(.

zarobki w Australii Broome

Na co wydam zarobione pieniądze?

Za kilka dni ruszam w drogę. Zamierzam podróżować przez dwa miesiące, a potem wrócić do Australii i znaleźć pracę w Byron Bay, Gold Coast, albo na Tasmanii. O tym, gdzie jadę i dlaczego opowiem wam w kolejnych wpisach. Myślę, że nie będziecie zaskoczeni?

Część kwoty zamierzam też przeznaczyć na samodzielne wydanie książki o podróży dookoła świata i rozkręcenie biznesu foto. O tym też w kolejnym poście.

Czekajcie również na moje podsumowanie pobytu w Broome, w którym – szczerze do bólu – opowiem o moich najtrudniejszych i najpiękniejszych lekcjach, a także pokażę ulubione zakątki regionu, w którym mieszkałam przez cztery miesiące.

Jeśli macie jakieś pytania, to czekam na nie w komentarzach.

Buzia!

5

 likes / 20 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • Nie mogę doczekać się następnego postu. Uwielbiam tu wchodzić – zawsze czuję ciepło i spokój w sercu po twoich wpisach 🙂 Prawdziwa wdzięczność za życie wygląda z każdej literki, jaka zostaje tu zanotowana, a w myślach widzę twój uśmiech, gdy piszesz.
    Czegoś takiego szukam w życiu – spokoju, ciepła duszy i powodów do wdzięczności. Jestem już na bardzo dobrej drodze, do pełni brakuje tylko malutkich szczegółów 🙂

    Nie znamy się (choć prawie spotkałyśmy się na lodowisku w Krakowie na początku roku :P), ale serdecznie cię ściskam! 🤗

    I masz rację – życie jest po to, żeby żyć, a nie wegetować. Każdy zasługuje na rzeczy najpiękniejsze, najsmaczniejsze i pożądane 🙂

    • Strasznie mi miło :). Ten rok jest dla mnie przełomowy. Dużo w nim wiary w siebie, spokoju i harmonii. O wiele więcej niż w poprzednich latach. Jak wrócę do Krakowa, to zapraszam na kawę!

      • Jeśli tylko będę w Polsce, to z przyjemnością! Tylko nie zapomnijmy ♥

  • Z niecierpliwością czekam na Twoje kolejne posty z pobytu w Australii, jesteś niesamowitą inspiracją! 🙂

  • Michał

    Mówiłaś, że nie płaciłaś nic za mieszkanie w Australii.. Hmm, czy ludzie z couchsurfing’u często idą na taki układ by dać pokój za darmo na 3 miesiące ? Ten przykład jest ciekawy, ale czy miałaś inne tego typu doświadczenia? Jak dobrze pamiętam to w Oslo też jakoś to zrobiłaś 😀 Bo normalnym jest że przez ‚cs-a’ można u kogoś kimnąć na dzień/dwa czy 5, ale 3 msc brzmi już jak szmat czasu! 🙂

    • Justyna

      Dołączę się. Brzmi to faktycznie niewiarygodnie, a Tobie udało się aż dwa razy. Czy wcześniej wspominałaś na couchsurfingu, że chciałabyś mieszkać u kogoś dłużej, czy oba przypadki to było po prostu przeogromne szczęście?

      • Chłopak z Oslo pokazał mi któregoś razu miasto. Gdy rok później planowałam wrócić do Oslo, żeby znaleźć pracę odnowiłam kontakt i zapytałam czy mogłabym wynająć u niego pokój. W przypadku Broome zadecydowało szczęście :). I ogromna hojność Troy’a.

    • Cześć Michał, nie wiem czy często, bo to był mój pierwszy raz :). W Oslo płaciłam 750 złotych miesięcznie, co było i tak było ogromną pomocą, bo za podobne warunki musiałabym płacić jakieś 2500 zł.

    • Karolina

      Ja osobiście tez nie miałam takich doświadczeń ale słyszałam, że zdarzają się na CS dobrzy ludzie :). Znajoma spotkała kiedyś taką rodzinę w Christchurch w Nowej Zelandii. Pomogli jej bardzo w zakupie i wyposażeniu samochodu na dalsza podróż. W sumie spędziła u nich około trzy tygodnie, oczywiście w zamian gotowała, pomagała w sprzątaniu itd. Oprócz niej było tam kilku innych podróżników, niektórzy byli tam już od kilku miesięcy, niestety nie wszyscy umieli odwdzięczyć się za ich pomoc, a rodzina była za miła, żeby zwrócić im uwagę, więc znajoma to za nich robiła haha 🙂 Nadiu, a jak z kosztami utrzymania domu twojego znajomego w Broome? Pewnie są nie wysokie , skoro nie chciał od was pieniędzy;)

  • Jasiek

    Twoja historia i posty są mega inspiracją. Nasuwa mi się tylko jedno pytanie, pewnie niezbyt oryginalne. Jeśli jesteś w drodze, co kilka miesięcy zmieniasz miasto/państwo/kontynent nie brakuje Ci takich bardziej „stałych” ludzi, nie wiem, partnera, przyjaciół, którzy są obok itp? Czekam na kolejne wpisy!

    • Przyjaciele i rodzina mimo tak dużej odległości zawsze są obok. Wielokrotnie przekonałam się, że mogę na nich liczyć (i odwrotnie). Jeśli chodzi o partnera… Staram się nie skupiać na tym swojej uwagi. Nie skupiać uwagi na jego braku :). Kiedyś będzie 🙂 Żyję swoimi marzeniami, w zgodzie ze sobą i swoim sercem. Nie mogę narzekać, naprawdę. Zamiast tego praktykuję codzienną wdzięczność. Ściskam!

  • Ile kosztuje wynajęcie pokoju w takim Broome? Bo miałaś naprawdę dużo szczęścia nie płacąc za wynajem (i super), ale szanse na taki układ są małe, więc pytam z ciekawości.

    • Opcji jest kilka. 52 dolary tygodniowo za miejsce w namiocie na polu kempingowym, 145 za łóżko w pokoju 4-osobowym w hostelu, 16-180 za pokój jednoosobowy w tzw. „shared house”.

      • remo remis

        180 tygodniowo za pokoj 1 osobowy? Dosc sporo.

  • Czekam na kolejne posty i relacje z podróży! 🙂 Na Twojego bloga trafiłam chyba z 3 lata temu, gdy pisałaś o Norwegii i z wielką chęcią tu zaglądam. Jesteś dla mnie inspiracją, zawsze chciałam podróżować, ale jakoś nie było po drodze. Nawet rozmawiałyśmy o tym po Kolosach w Gdyni. Cieszę się, że udało się pogadać na żywo 🙂
    Pozdrowienia z Kataru! 🙂

  • Jakub Choderny

    Pięknie jak zawsze! Ściskam i pozdrawiam 😉

  • Karolina

    Hej 🙂 pewnie takie pytanie padlo juz wiele razy, chociaz nie znalazlam nigdzie watkow do tego. Jakim sprzetem robisz zdecia? Uzywasz statywu? Pozdrawiam i zycze powodzenia w kolejnej podrozy! 🙂

  • Cieszę się Nadia, że tak Ci się wszystko dobrze ułożyło 🙂 Dobro, którym się dzielimy, wraca m do nas, a Twoje doświadczenia są tego pięknym przykładem 🙂 Wspaniałej podróży i jestem ciekawa kolejnych wpisów 🙂

  • Adam

    Fajny blog.
    Jakim obiektywem można zrobić tak wyraźne zdjęcie Drogi Mlecznej?