03
Gru-2015

Mój pierwszy raz z niedoświadczonym pilotem… Czyli jak stanęłam na lodowcu Fox Glacier

Trzeciego dnia w Nowej Zelandii miałyśmy podejść pod jęzor lodowca Franz Josef, ale rzeka powstała z roztapiającej się bryły lodu odcięła nam do niego drogę. Z nutką rozczarowania wróciłyśmy do samochodu i próbowałyśmy wymyślić jakieś równie ekscytujące zajęcie.

franz josef glacier closed

– Helikopter! Przecież możemy tam polecieć helikopterem – krzyknęła Magda.

– Nie, błagam, tylko nie latanie. Tydzień temu właśnie w tym miejscu rozbiła się podobna maszyna, z siedmioma osobami na pokładzie. Wszyscy zginęli – odpowiedziałam przerażona.

Nie chciałam podzielić ich losu, ale wspólnie stwierdziłyśmy, że po takim wypadku na pewno przeprowadzono kontrole i śmigłowce powinny działać jak należy. Poza tym był to pierwszy słoneczny dzień po tygodniach deszczu, a wówczas wycieczki są anulowane, więc był to znak. Musiałyśmy polecieć! I poleciałyśmy…

Pilot Tom lata w tej firmie od uwaga… trzech miesięcy. Gdy o tym usłyszałam nogi mi się trzęsły jak galareta – byłam już wystarczająca przestraszona. Splotłam moją dłoń z dłonią Magdy, wsiadłam na pokład i obiecałam sobie, że spróbuję nie zamykać oczu. To niesamowite uczucie, gdy helikopter unosi się do góry. Miałam wrażenie, że lewituję w powietrzu, tak jak fakir na krakowskim rynku. Tyle tylko, że byłam kilkaset metrów nad ziemią. Mijaliśmy szare rzeki, zielone, strome wzgórza, a po chwili naszym oczom ukazały się dwie najwyższe góry Nowej Zelandii pokryte białym puchem – Mt Cook (3,724 m n.p.m.) i Mt Tasman (3,497 m n.p.m.).

Po kilkunastu minutach wylądowaliśmy na szczycie 13-kilometrowego lodowca Fox Glacier. Fajnie było znów zobaczyć śnieg i się w nim zanurzyć! No i oczywiście stanąć na lodowcu! Miałyśmy 10 minut na bitwę na kulki i kilka pamiątkowych zdjęć. Tom dzielnie odgrywał rolę fotografa i w międzyczasie opowiadał o okolicy. Śmigła ciężkiej maszyny zwiewały nam czapki z głów i okulary z nosów, ale miało to swój urok. Nie przestawałyśmy się śmiać. Miałyśmy spore szczęście, bo trafiłyśmy na grupę, która zapłaciła za przelot nad dwoma lodowcami – Fox Glacier i Franz Josef – a nie nad jednym, tak jak my. Otrzymałyśmy dodatkowe 10 minut przyjemności ze free :). Za wycieczkę zapłaciłyśmy 195 NZD zamiast 320 NZD. W drodze powrotnej Tom zaprosił nas na przód helikoptera, skąd mogłyśmy podziwiać jęzory dwóch lodowców w pełnej okazałości. Dziwnie się lata taką oszkloną kulą, gdzie pod stopami zamiast podłogi jest szyba.

Po wylądowaniu czułam ogromną satysfakcję. Cieszyłam się, że pokonałam strach i zdecydowałam się na ten lot. Za dwa tygodnie skaczę ze spadochronem nad jeziorem Taupo i już się tak nie boję. Tylko troszkę, tyci, tyci. Po powrocie na ziemię Tom przyznał się, że w zawodzie pracuje od 10 lat. Uff, czemu tak długo trzymał to w tajemnicy?

Nowa Zelandia jest niesamowita. Jest tu tyle do zrobienia i zobaczenia. Miesiąc to na pewno za krótko na poznanie tego kraju. Chciałoby się zostać w każdym miasteczku przynajmniej po kilka dni… Albo tygodni :).

helicopter 1 insdie a helicopter fox glacier heli

fox glacier

helicopter ride

Jeśli ci mało, to obejrzyj krótki film z naszego lotu :).

2

 likes / 25 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

Oh no...This form doesn't exist. Head back to the manage forms page and select a different form.

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec