18
Lut-2015

Mieszkańcy Birmy. Pierwsze wrażenia

Burmese baby

Birma to kraj, w którym faceci chodzą w spódnicach, a kobiety nie piją alkoholu w miejscach publicznych. Dzieci pracują od piątego roku życia, ale uśmiech nie schodzi z ich twarzy. Niektórzy mówią, że na Birmę jest za późno, inni, że za wcześnie. Warto tu przyjechać dla ludzi, nie ważne czy teraz, czy za kilka lat.

taxi driver

Wysiadam na przystanku w maleńkim miasteczku w Birmie, rzucam plecak na zakurzoną drogę i rozglądam się w poszukiwaniu miejsca na nocleg. Po kilkunastu sekundach staje przede mną roześmiany, tęgi mężczyzna, od którego bije mnóstwo ciepła. Madame, madame taxi, you need taxi? Nie dziękuję. Koleś wygląda na Hindusa i od razu wracają wspomnienia z Indii, gdzie co 5 minut byłam zatrzymywana przez miejscowych oferujących swoją pomoc. Free help zamieniało się w 100 rupii help. Zawsze dawałam się nabrać. Przed moją podróżą obiecałam sobie, że będę otwarta, przestanę oceniać ludzi i zacznę ich słuchać, a nie patrzeć na nich z góry. Wysłucham każdego słowa, zdania, każdej prośby. Straciłam przez to mnóstwo czasu i nerwów, ale zyskałam masę fantastycznych znajomości i wspomnień.

Stefania z Niemiec i Auczi z Chin są sceptyczne i wykrzykują „no thank you, no thank you”. Gdy prawie rzucam swoje „nie dziękuję” przypomina mi się moje postanowienie. Yes, mr Aneel Sarup, proszę pokaż nam drogę do najbliższego hotelu. Na przemian rozmawiamy, milczymy, wymieniamy się uśmiechami. Aneel ma 55 lat, pracuje na mototaksówce i zarabia 7 dolarów dziennie. Za te pieniądze musi wyżywić siebie, swoich rodziców i chorą żonę. Jego córka maluje paznokcie zamożnym Birmankom i każdego dnia przynosi do domu 5 dolarów. Pan Sarup jest najszczęśliwszym człowiekiem, jakiego spotkałam w tym kraju. Cieszy się, że poznaje ludzi z innych państw i zadaje mnóstwo pytań o życiu w Europie: od jedzenia, przez architekturę, po zarobki. Proponuje nam wycieczkę do ogrodu botanicznego i hinduskiej świątyni, w której tego dnia obchodzone jest jedno z wielu świąt. Chinka odmawia, ale my ze Stefani chcemy mu dać zarobić. Przekonał mnie darmowy lunch w świątyni. Płacimy po 3,5$ i jedziemy!

Dobrze jest czasem zejść z pełnego turystów szlaku i udać się do maleńkiej miejscowości, gdzie biały turysta pojawia się raz na kilka miesięcy. Ludzie obsypują cię uśmiechami, zaproszeniami i dobrymi gestami. Kierowca postanawia poznać nas ze swoimi przyjaciółmi i zaprasza nas na obiad do hinduskiej świątyni, gdzie jesteśmy traktowane nie gorzej niż Śiwa i Wisznu. Ludzie przepuszczają nas w kolejce, przynoszą jedzenie i ustępują miejsca przy stole. Potrawy w Birmie są takie sobie – opierają się na ryżu, makaronie i oleju. Tym bardziej cieszę się na wyżerkę w hinduskim stylu. Tęsknie za thali i masala dosa i po raz kolejny przyznaję, że nic nie przebije tej kuchni. Zarówno w Nepalu jak i w Birmie zawsze wychodziłam z restauracji z lekkim uczuciem niedosytu. W Indiach moje kubki smakowe były zachwycone.

Aneel oprowadza nas po ogrodzie botanicznym i z ogromną pasją opowiada o orchideach i pelikanach. Dla mnie mógłby być kierowcą, przewodnikiem i botanikiem. Człowiek ma tak ogromną wiedzę, że przez moment mam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu. Niby prosty człowiek na skuterze… Po raz kolejny przypominam sobie, by nie oceniać innych. W moim przypadku pierwsze wrażenie i tak jest zazwyczaj błędne.

Uprzejma kelnerka przyjmuje zamówienie, po czym odwraca się, a jej uśmiech zastępuje skwaszona mina. Tak dzieje się w Indiach, Nepalu, Tajlandii, ale nie w Birmie. Tutejsi ludzie są naprawdę najsłodsi, najbardziej pomocni i uśmiechnięci. W Walentynki zakochani ubierają te same t-shirty z uroczymi napisami, by pokazać światu jak bardzo są szczęśliwi. Birmańczycy zrobią wszystko żeby ci pomóc, obdzwonią całą rodzinę, by wskazać ci drogę. Proszą o wspólne zdjęcie i pięć minut rozmowy, bo chcą poćwiczyć swój angielski. W lokalnych autobusach poczęstują ciastkami i winem domowej roboty.

Wyglądają na szczęśliwych, mimo niskich zarobków i rozkradającej pieniądze partii rządzącej. Z niecierpliwością oczekują tegorocznych wyborów, lecz większość z nich nie wierzy w wygraną opozycji. Jak powiedział mi pewien taksówkarz: „tu nawet Obama nie pomoże”…

Mieszkańcy Birmy w całej okazałości:

Burmese princesses

Burmese man

Burmese family

valentines day

flowers girl

Burmese painter

street market

angry boy

local bus 1

2

 likes / 17 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

Oh no...This form doesn't exist. Head back to the manage forms page and select a different form.

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec