me Ijen mask

W Australii dosłownie opływałam w luksusy, zatem powrót do przeludnionych hosteli ze śmierdzącymi łazienkami nie należał do najłatwiejszych rzeczy, ale już po kilku dniach się przyzwyczaiłam. Szukając wycieczki na wulkan Ijen przypomniałam sobie, jak to się trzeba nakombinować, by zaoszczędzić trochę kasy. Włożyłam schodzone łachy, brudny plecak wylądował na moim grzbiecie, Salom z hostelu odpalił skuter i tak rozpoczęła się moja długa przeprawa na magiczny wulkan Ijen. To najwspanialsze miejsce, jakie miałam dotąd okazję zobaczyć w Indonezji.

Podróż zaczęłam w Ubud na Bali, gdzie chciano ode mnie 3-4 mln rupii za pakiet Ijen+Bromo+Yogyakarta. 800-1000 zł to dla mnie kwota z kosmosu, zwłaszcza, że wycieczka miała trwać 3 dni, a recenzje hosteli, w których mieliśmy się zatrzymać nie powalały na kolana. Popytałam, pobłądziłam, pokombinowałam i znalazłam tańszy sposób na dostanie się na Jawę i odwiedzenie wymienionych wyżej miejsc. Transport z Ubud do Banyuwangi, składający się z mototaxi, autobusu, promu i zwykłej taksówki kosztował mnie 275 000 rupii, tak na dobry start.

Zakup wycieczki 

Homestay okazał się całkiem niezły. W końcu doznałam luksusu, jakim był nocleg w pokoju jednoosobowym, do tego w cenie była klimatyzacja i telewizor z płaskim ekranem. To się często nie zdarza! Wszystko byłoby na wypasie, gdyby z kranu płynęła ciepła woda, a spłuczka działała tak jak powinna. Za to pościel pachniała płynem do płukania, a to uwielbiam najbardziej! Pani recepcjonistka zadzwoniła po szefa, a gdy ten się pojawił rozpoczęliśmy targowanie. Stanęło na 700 000 rupii za transport do Ijen, Bromo i Yogyakarty + dwa noclegi ze śniadaniem. Wytargowałam sobie też przewodnika, który miał mi opowiedzieć o wulkanie Ijen. Gość był bardzo sympatyczny, jednak nieco bezużyteczny, bo ledwo sklecał podstawowe zdania po angielsku. Ot, taki gratis 🙂

hiking at night

Start trekkingu

O 1 w nocy czekał na mnie uśmiechnięty kierowca, przedstawił się i podał mi maskę gazową, która miała mi się później przydać. Z niewyjaśnionych przyczyn kilkakrotnie zmienialiśmy samochody, tzw. przewodników i kierowców, by po ponad godzinie dotrzeć pod Ijen. Na miejscu wyciągnięto od nas po 100 000 rupii na bilet wstępu, którego nigdy nie zobaczyliśmy…

Ijen blue fire

Kto rano wstaje, ten ma okazję podziwiać niebieskie języki ognia wydobywające się z wulkanu – można je zobaczyć tylko w nocy. Wspinaczkę zaczęliśmy w egipskich ciemnościach i na moje nieszczęście czołówka odmówiła posłuszeństwa. Dreptałam tak przez 1,5 godziny, nie odpuszczając na krok przewodnika, bo ten miał przy sobie latarkę z silnym światłem. Po drodze minęliśmy kilku robotników niosących wiklinowe kosze, które za kilka chwil miały zostać wypełnione 60-90 kilogramowym ładunkiem siarki.

sign

Doszliśmy do znaku, który wyraźnie zabraniał schodzenia do krateru, jednak nikt sobie z tego nic nie robił – ani turyści, ani przewodnicy. Droga w dół była wąska, stroma i kamienista. Podziwiam pracujących tu mężczyzn, którzy z ogromnym obciążeniem na barkach pokonują tę trasę każdego dnia. Przed nami zapłonął słynny niebieski ogień, a na twarzach wylądowały maski gazowe.

nap next to the volcano

Nagle zrobił się zimno, potwornie zimno. Zakryłam się polarem, szalem i plecakiem i postanowiłam przekimać się do wschodu słońca. Gęsty, drażniący gardło dym co chwilę buchał w naszym kierunku, więc położyłam się na kamieniach i zakryłam twarz. Usnęłam.

Ijen the view

Obudziły mnie krzyki „the sun is up, wake up”! Krajobraz był bardzo dynamiczny – szarość, żółć, róż, i w końcu upragniony błękit. Chmury co chwilę przysłaniały lazurowe jezioro otoczone wulkanicznymi skałami, ale udało się zrobić kilka fajnych zdjęć. Tak jak zapewniano, czuć było kosmiczny klimat tego miejsca.

men working1

men working

Praca w piekle

Szkoda było tylko ludzi, którzy pracują w ciężkich oparach i każdego dnia podupadają na zdrowiu. Ok, może zarabiają więcej niż przeciętni Indonezyjczycy, ale boli samo patrzenie na ich poparzone ciała, powyginane plecy i malujący się na twarzach trud. Za kilogram siarki dostają 1000 rupii (28 gr), czyli za ok. 2-godzinną wspinaczkę z 90-kilogramowym ładunkiem na plecach otrzymują 90 000 rupii (28 złotych).

Ijen worker

Po zrobieniu tego zdjęcia Pashir wyciągnął rękę po pieniądze. Nie potrafiłam mu odmówić. Sięgnęłam do plecaka, w którym miałam 22 000 rupii i podałam mu, na co z przekąsem odparł, że liczył na 50 000… Chyba bardziej opłacałoby mu się siedzieć przy siarce i pozować, niż nosić te ciężary. Nie byłam jedyną osobą, która wręczyła mu pieniądze. Co ciekawe, pozostali robotnicy pracowali w skupieniu i nie szukali dodatkowego zarobku.

Magiczny powrót

Zejście na dół tuż po wschodzie słońca było równie magiczne, jak sam krater. Na dowód zostawiam wam kilka zdjęć.

Ijen going down

me goodbye ijen souvenirs sulphur Mt Rau

Jeśli będziecie w Indonezji, to koniecznie odwiedźcie to miejsce!

0

 likes / 21 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • agnieszka

    Zdjęcia magiczne, surrealistyczne i trochę przerażające. 🙂 Rzeczywiście, wielka szkoda osób, które dla zapewnienia lepszego pobytu swoim rodziną, każdego dnia narażają się na systematyczne podupadanie na zdrowiu.. smutna rzeczywistość. Niemniej gratuluję tak fascynujących podróży!:)

    • Surrealistyczne to bardzo dobre słowo 🙂 Pierwsze, które przyszło mi do głowy, gdy tam dotarłam. I dziękuję!

  • Natalia Tomalik

    Niesamowite widoki

  • Nikola

    zdjęcia wyglądają jak nie z tej ziemi! super 🙂

  • moje pierwsze skojarzenie, jak myśle „indonezja” – to własnie ten wulkan, musiałam kiedyś oglądac dokument o pracy tam i głęboko wrył mi się w pamięć. i jak teraz myślę gdzie polecieć do azji – to myślę „indonezja”, bo tak strasznie chcę to zobaczyc. szkoda tylko, że ja kiedyś przyjadę, pocykam fotki i wyjadę, a panowie zostaną, prawdopodobnie niszcząc sobie zdrowie na amen.
    też mialam dylemat, na sri lance: bieda aż piszczy – dawać czy nie dawac? ja nie zbiednieję, ale i pani sie nie wzbogaci + zostanie utwierdzona w przekonaniu że białas = portfel i mozna dostawać pieniądze za nic. mi nikt nie daje za nic. plus no własnie, jedna pani dostanie, ta co stoi najbliżej, a co z resztą? zawsze w głowie mi huczy od takich myśli, ale nie wiem jakie jest rozwiązanie (pieniądze też dałam).

    • Też mam dylemat w takich sytuacjach. Z natury lubię pomagać, tylko nie zawsze nasza pomoc jest dobra. Ciężko znaleźć tu złoty środek. Obyś kiedyś dotarła do Indonezji i Ijen. Mimo tego smutku to piękne miejsce.

  • sekulada.com

    to wszystko wygląda trochę jak w matriksie 🙂 ! fajnie się ogląda acz koniem by mnie tam nie zaciągnęli chyba hihi

    • Haha, no co Ty. Jesteś pierwszą osobą, od której usłyszałam coś takiego 😉

  • ostatnio czytałem kilka relacji z wypraw do tego wulkanu… jest pewien dysonans; z jednej strony niesamowite zdjęcia, widoki, z drugiej Ci ludzie, którzy wykańczają się za marne pieniądze…

    • Nic dodać, nic ująć. Podziwiam ich. Każdego dnia bardzo ciężko pracują, podczas gdy spora część mężczyzn siedzi cały dzień na ławce, pali papierosa i pije herbatę.

  • Justyna Ptak

    dla tych, którzy jeszcze nie byli polecam dokument human planet [bbc].

  • Widoki! nieziemskie! to jedyne co przychodzi mi do głowy po tych zdjęciach

  • zdjęcie o poranku – rewelacyjne!

  • Fantastyczne miejsce! I zdjęcia z kosmosu, mega 😀

  • Mariusz Stachowiak

    Właśnie. Myśli się kotłują, bo miejsce, które stworzyła natura jest piękne, a jednocześnie niebezpieczne. Do tego wszystkiego jeszcze człowiek, który zaczął robić na tym wszystkim pieniądze. Tego jednak już nie przeskoczymy i nie dziwię się, że wyciągają Ci ludzie ręce z prośbą o pieniądze. To jest ich życie i ja to rozumiem.

    • Na miejscu widzi się też ogromny kontrast. Brudnych robotników w japonkach i czyściutkich turystów z iPhonami, goPro, świetnymi ubraniami 🙁

  • Magia… Cudnie tam być i zrobić niesamowite zdjęcia… ale widać mimo wszystko tam jakiś smutek, ci ludzie ciężko pracujący w niebezpiecznych warunkach, by utrzymać rodzinę, opary przy których turyści zakładają maski… Taki kontrast, który rusza człowieka, nawet jak tylko ogląda fotografie, tysiące kilometrów stamtąd.

    • Rzeczywiście, smutek w tym miejscu wisiał w powietrzu. Dlatego uśmiechałam się i witałam się z każdym robotnikiem spotkanym na szlaku.

  • Piotr Czyszpak

    Miejsce bardzo ciekawe, tylko nie cierpię jak wyciągają ręce po kasę i nie rozumiem tych co dają i uczą ich że tak można… przepraszam ale uważam że nie powinno się dawać kasy ani za zdjęcie, ani z litości, ani z innego powodu… bo świata w ten sposób się nie zmieni a wprowadza się złe nawyki, szczególnie u dzieci…

    • Niestety nie potrafię się inaczej zachować, bo najzwyczajniej w świecie jest mi głupio. Dzieciom nigdy nie daję pieniędzy, bo rodzice zamiast do szkoły to wysyłają je na ulice. Tu nie mam z tym problemu. W przypadku dorosłych jest inaczej…