13
Gru-2015

start of the hike

Mueller Hut to czerwona chatka otoczona groźnymi górami, z których co kilkanaście minut spadają lawiny. Miejsce to stanowi schronienie dla piechurów trafiających tam po przejściu wymagającego szlaku. Mówiłam wam już, że Nowa Zelandia zaskakuje na każdym kroku? Tym razem było podobnie.

steps

Trasa rozpoczyna się od schodów… Dokładnie 1800 schodów. Na szczyt idzie się prawie pionowo przez cztery godziny. Uwierzcie mi – można się nieźle zmachać. Głupie wzięłyśmy ze sobą ciężkie puszki z fasolą i pomidorami, pół kilograma makaronu, cebulę, przyprawy… Zamierzałyśmy ugotować sobie smaczną kolację po długim trekkingu. Powinnyśmy były zapakować dwie owsianki i zalać je gorącą wodą, a nie męczyć się z plecakami pełnymi zakupów. Po drodze mijałyśmy backpackerów, którzy wychodzili z całym ekwipunkiem. Jak się później okazało, na górę nieśli wino, dużo wina :D. Trochę im zazdrościłam, ale na pewno nie zamieniłabym się bagażem.

Schody skończyły się po ponad godzinie. Zasłużyłyśmy na krótką przerwę i rozgościłyśmy się na płaskim terenie obok małych alpejskich jeziorek (Sealy Tarns). Gdzie się nie obejrzałyśmy odnalazłyśmy coś pięknego. I właśnie tutaj doświadczyłyśmy olśnienia.

sealy tarns

– Pamiętasz nasze licealne czasy? – zapytała Magda. – Czy chociaż raz przeszło ci przez myśl, że będziemy RAZEM zwiedzać Australię, podróżować na końcu świata, zdobywać szczyty Nowej Zelandii?
– Nie, nigdy bym nie pomyślała– odrzekłam.

W liceum nie miałyśmy dużych marzeń. Zależało nam tylko na dostaniu się na studia, a reszta miała się sama ułożyć. Tym bardziej jesteśmy wdzięczne za to, że prawie 10 lat naszej znajomości możemy świętować w takim wspaniałym miejscu, jakim jest Nowa Zelandia.

hooker lake

Dalej było tylko trudniej, bo kolejne podejście składało się ze stromych skał posypanych na złość drobnymi kamieniami. A myślałyśmy, że najgorsze już za nami (hehe). Na tym odcinku moje nowe buty trekkingowe przydały się jak znalazł! Nie wiem jak ludzie tu wchodzą w adidasach. Podziwiam i nie zazdroszczę! Krajobraz pod nogami zmieniał się dosłownie co chwilę, to schody, to skały, to śnieg. Za nami było ciągle tak samo, ciągle tak samo pięknie.

walking up

To nie był zwykły szlak pokryty śniegiem, a prawie pionowa 50-metrowa ściana schowana pod śliskim puchem. Próbowałam iść po śladach, ale kilka razy noga obsunęła się ze śnieżnych schodków i spadłam na kolana. Było śmiesznie, chociaż wcale nie powinno mi być do śmiechu. Gdybym na dobre straciła równowagę, to zjazd po lodzie skończyłabym dopiero na dużych głazach kilkanaście metrów niżej.

glacier

Drepcząc po śnieżnym polu widziałyśmy horyzont. Wydawało się, że to już koniec naszej męki i co kilka minut rzucałyśmy: oby stała tam chatka, proszę, błagam, proszę, musi tam stać. Cóż to było za rozczarowanie… Czekało nas jeszcze dwadzieścia minut wędrówki na zmianę po kamieniach i śniegu. U góry wiało tak mocno, że parę razy zmiotło mnie z nóg. Po chwili usłyszałyśmy ogromny huk podobny do grzmotu – na naszych oczach spadła lawina, prosto na lodowiec Mueller. Powtórzyło się to jeszcze kilka razy.

Gdy zobaczyłam purpurową kropkę zaczęłam krzyczeć z radości.  Marzyłam tylko o ciepłej herbacie i twardym materacu. Niby szło się już po płaskim terenie, ale każdy krok strasznie się dłużył… Coś jak bieganie lub uciekanie przed kimś we śnie – zawsze za wolno, zawsze jakoś tak ociężale.

mueller hut 1

inside mueller hut

I dotarłyśmy! W schronisku przywitał nas gospodarz, który przypominał postać rodem z Hobbita. Mały, siwy człowieczek, o wielkich oczach i wielkim sercu. Dreptał w swoich pantofelkach po drewnianej chatce i sprawdzał czy każdy jest zadowolony. Tego dnia schronisko było wypełnione po brzegi. Dostałyśmy dwa ostatnie materace i wzięłyśmy się za gotowanie kolacji. Chatka zaopatrzona była w kilka starych, blaszanych garnków, elektryczną kuchenkę, zimną wodę i prostą toaletę (na polu). Wieczorem zamiast filmu oglądałyśmy to:

mt cook sunset

Jak to w schroniskach bywa, chodzi się spać z zachodem, a wstaje ze wschodem. Zamiast gorącej herbaty piłyśmy wrzątek – bo kto by pomyślał, że herbata się przyda! Po porannej toalecie na śniegu pożegnałyśmy się z panem Hobbitem i opuściłyśmy chatkę. Zejście trwało dwa razy krócej, było bardzo bolesne (zakwasy), a na dół dotarłyśmy strasznie wygłodzone (wina kanapek z masłem orzechowym, które jemy na śniadanie codziennie od 10 dni). Przed obiadem podjechałyśmy do Mt Cook Vistior Center, by poinformować obsługę, że bezpiecznie zeszłyśmy z góry. Dzień wcześniej musiałyśmy się tam zarejestrować i opowiedzieć o naszych planach. Gdyby nasze auto stało na parkingu do wieczora, wysłano by po nas ratowników. Dla własnego bezpieczeństwa lepiej spędzić kilka minut na papierkowej robocie i powiedzieć pracownikom centrum gdzie się wybieramy i na jak długo.

mueller hut 2

Miałyśmy spore szczęście, bo przez całe trzy dni pobytu w tej okolicy góra Cooka nie była przykryta chmurami. Znam osobę, która mieszkała w NZ kilka miesięcy, zdarzało jej się robić trekking w Mt Cook National Park, ale nigdy nie zobaczyła najwyższego szczytu Nowej Zelandii! Wszystko wina zachmurzenia. Właściwie przez całe dwa tygodnie miałyśmy fantastyczną pogodę, co w NZ jest niespotykane. Bywało, że jednego dnia doświadczyłyśmy wiosny, lata, jesieni i zimy, ale ostatecznie i tak wygrywało słońce.

on out way down

Droga do Mt Cook Village, z której rozpoczyna się górskie wędrówki jest równie zachwycająca! Prowadzi ona wzdłuż turkusowego jeziora Pukaki, a zza zakrętów co chwilę wyłania się masywna i groźna góra Cooka. Punkty widokowe rozsiane są co kilkanaście kilometrów.

road to mt cook village

Nowa Zelandia to raj dla fotografów, ludzi kochających naturę, piesze wędrówki i spokój. To kraj praktycznie nietknięty przez człowieka, w którym szanuje się to, co piękne. Trekking do Mueller Hut, to najlepsza rzecz, jaką do tej pory zrobiłam w NZ. Zawsze lepiej smakuje to, na co ciężko pracujemy :).

A jakie było wasze najlepsze górskie doświadczenie? Przespalibyście się w takiej chatce?

1

 likes / 23 Komentarze
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

Oh no...This form doesn't exist. Head back to the manage forms page and select a different form.

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec