01
Lip-2017

Historia lubi się powtarzać, czyli kolejne cholernie szczęśliwe zakończenie

Historia lubi się powtarzać.

Od dłuższego czasu, ale szczególnie od ostatnich sześciu miesięcy czuję, że płynę. Mam wrażenie, że odkąd naprawdę ufam, wierzę, że spotka mnie najlepsze, odpuszczam myśli, które przynoszą niepokój, a w ich miejsce zakładam różowe okulary, świat właśnie taki się staje. Różowy. Wiesz o czym mówię?

Broome (15)

Moi współpodróżnicy zamierzali mnie za chwilę wysadzić na parkingu przy plaży i ruszyć dalej na północ, do Darwin. Wielokrotnie wyobrażałam sobie ten moment. Moment, w którym stanę na czerwonym klifie podmywanym przez spienione wody turkusowego oceanu. Za moimi plecami będą się rozciągać rzędy dojrzałych palm. Niskie domki ogrodzone tylko soczyście zieloną trawą. Piesi bez butów, dziewczyny bez makijażu. Bryza kołysząca ręcznie plecione hamaki.

Właśnie taka miała być moja przeprowadzka do Broome. Miałam dać się pokołysać.

Broome (5)

Nie chciałam zaczynać nowego rozdziału od zamieszkania w hostelu, więc przed zakończeniem road tripu z Perth do Broome wysłałam kilka zapytań o nocleg na Couchsurfingu.

„Nie ma mnie teraz w mieście”, „przepraszam, ale już nie przyjmuję ludzi”, „wszystko jest zajęte” – czytałam. Został jeszcze mieszkający od niedawna w Broome singiel, z jedną opinią i prawie pustym profilem. Jedyną rzeczą, którą zapamiętałam z tych kilku zdań było to, że mężczyzna woli nocować u siebie kobiety.

Już gdzieś to kiedyś słyszałam i niestety nie skończyło się najlepiej.

Nie wiem co mnie podkusiło, by mimo wszystko do niego napisać. Zapytałam wprost dlaczego jako preferowaną płeć wstawił kobietę i czekałam na odpowiedź. Ta przyszła po kilku minutach:

„Dziewczynom można z reguły bardziej ufać, trzymają porządek i dbają o wspólną przestrzeń. Jest teraz u mnie Maria, moja pierwsza couchsurfurka. Mam nadzieję, że dzięki jej obecności poczujesz się pewniej i bezpieczniej”.

Godzinę później stałam pod szarym, parterowym domem przysłoniętym wachlarzem palmowych liści. Nieśmiało otworzyłam bramkę wejściową i weszłam na podwórko. W drzwiach przywitał mnie Rob, ubrany w żółtą odblaskową kamizelkę i ciężki robocze buty.

– Nadia! Zapraszam, czuj się jak u siebie! – podniósł mój plecak na kółkach i wniósł go do kuchni.

Marmurowe blaty odbijały jasne promienie słońca. Drzwi balkonowe wychodziły na kwiecisty ogród z jacuzzi, wielkim grillem i długim stołem, który spokojnie pomieściłby 10 osób.

Zamieniłam ciasny i śmierdzący stęchlizną namiot na przestronny pokój z dwuosobowym materacem i pachnącą lawendą pościelą. Nic więcej nie było mi trzeba.

– Jesteś teraz częścią rodziny – Rob podał mi puszkę zimnego piwa. – Goszczę podróżników z Hiszpanii, Francji, Niemiec, no i teraz z Polski. Jesteście moimi pierwszymi couchsurferami i wszyscy dotarliście tu w tym samym czasie!

Broome (8)

Wiecie jakie to wspaniałe uczucie przyjechać do nowego miasta z zamiarem zamieszkania tam na dłużej i od razu poczuć się jak w domu? Posiadać miejsce na nocleg to jedna rzecz, ale naprawdę poczuć, że jesteś u siebie, do tego otoczony ludźmi, których chcesz bliżej poznać?

Tego wieczoru Rob wyciągnął łódkę i zabrał nas na zachód słońca na otwarty ocean.

W tym momencie zdecydowałam, że zostaję w Broome.

Broome (3)

Biblioteka obładowana była backpakersami, którzy pisali swoje życiorysy. Na każdym komputerze małe literki wypełniały wordowskie pliki. Dziesiątki, jak nie setki innych osób miały ten sam plan co ja – znaleźć pracę w Broome. Któregoś popołudnia Maria, couchsurferka z Hiszpanii wróciła do domu i powiedziała, że w jednym hotelu manager pokazał jej jakieś 50 CV, które dostał tylko tego dnia.

Nie martwiło mnie to.

Broome (10)

Czułam, że zanim rzucę się w wir pracy, chcę lepiej poznać Broome i mieszkających tu ludzi. Pozwoliłam sobie na odpoczynek. Przez tydzień jeździłam po okolicznych plażach, kąpałam się w oceanie, uprawiałam skurfing (pływanie na desce do surfingu za łódką), tańczyłam i grałam ukulelowe koncerty do 4 nad ranem.

Broome (2) Broome (6) Broome (7)

W końcu przyszedł dzień, w którym wydrukowałam CV i poszłam na miasto.

Weszłam do pierwszej kawiarni i… po krótkiej rozmowie dostałam pracę.

Weszłam do drugiej restauracji i… dostałam kolejną pracę.

Przypomniałam sobie swój stan ducha, gdy wylatywałam z pięknej, letniej Polski. Opuszczałam najbliższych sercu ludzi i kraj, który ponownie mnie w sobie rozkochał. Zostawiałam to wszystko dla niewiadomej. Po co to wszystko?

Nasze zeszłoroczne rozstanie z Australią było krótko mówiąc zupełnie nieprzewidziane. Tak mocno walczyłam o wizę work and holiday, a ostatecznie nie udało się jej od razu wykorzystać. Czułam, że nasza historia nie dobiegła końca.

I jestem.

Mam dwie prace – jedną od 8:30 do 15:30, drugą od 18:00 do 21:00. W przerwie spotykam się z moją rodzinką w australijskim pubie, a potem jedziemy na plażę, żeby obejrzeć najpiękniejszy w Australii zachód słońca.

Będę zarabiać 9 000 – 13 000 miesięcznie.

Mam dom, w którym mogę zostać jak długo zechcę. Zupełnie za darmo…!

Mam do dyspozycji samochód z napędem na cztery koła.

A przede wszystkim mam ludzi, którzy autentycznie dbają o moje dobro. Każdy jest inny, każdy jest piękny, każdy jest równie ważny.

Broome (12)

Niewiadoma. Tak się jej boimy. Zupełnie niepotrzebnie.

Nie wiem jak mam dziękować. Anioły, anioły wokół mnie.

0

 likes / 25 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • Dominika Rutkowska

    Ojaaa przepiękna historia! Zupełnie jak z super wciągającej książki! I to prawda, że zaufanie daje wolność i szczęście. Tylko ufając można żyć na 100%. Widzę, że się powodzi :P, ale dalej trzymam kciuki! :)))
    dominikarutkowska.pl

    • Cieszę się, że dobrze się czyta! 🙂 Zaufanie to podstawa. Czasem zapominam, ale jak najczęściej wracam do Źródła.

  • Katarzyna Żukiewicz

    Cudownie czytać, że u Ciebie wszystko ok 🙂 Piękna historia. Powodzenia!

  • Hrabina Weltmeister

    Podziwiam Twoją odwagę – zaufać zupełnie nieznanym ludziom. Ale Twoja historia pokazuje, że ludzie są z natury dobrzy, a świat jest przyjaznym miejscem. Trzymam za Ciebie kciuki!

    • Już kilka razy się przekonałam, że moje nastawienie do świata kreuje rzeczywistość. Pamiętam, jak pojechałam do Indii – pełna strachu, wręcz panicznego. I moje doświadczenia właśnie takie były. Nieprzyjemne, płochliwe. Nie wspominam ich najlepiej. Z kolei, gdy jestem pozytywnie nastawiona do świata i do ludzi – świat staje się przyjaznym, pełnym dobra, ciepła, miłości i światła miejscem.

  • Wspaniała historia! Nadia oby takie szczęśliwe zdarzenia i anioły przydarzały ci się przez cały czas pobytu w Australii. Trzymam kciuki!

  • E. Z.

    Zazdroszcze Ci <3 Malo tego, ze Australii, ale przede wszystkim spotkania dobrych i prawdziwie zyczliwych ludzi. Ja mieszkam od 6 lat w Norwegii i na poczatku mieszkalam przez 3 mies. u kuzyna. I nie chce pamietac tego czasu. Mimo, ze wybaczylam i sama tez nie jestem idealem, ale zapomniec trudno. Tym bardziej, ze to "rodzina". Wszystkie te lata teraz to raczej dla mnie nauka radzenia sobie z przykrymi doswiadczeniami. I tak jak bylam zawsze pogodna, zwariowana mloda kobieta, tak teraz ucze sie wyjsc ze zgorzknienia. Moze jeszcze zdaze przed prawdziwa staroscia :)) Ale moje perspektywy jasnieja, tak czuje 🙂 Chocby to, ze trafilam na Twoj blog jakis czas temu to sa moje pozytywne akcenty, trafianie na wlasciwe artykuly cudownych ludzi. Aspiruje do bycia prawdziwie szczesliwa, wesola kobieta :))) I mimo, ze obecnie znajduje sie w miejscu baaaardzo duzej niewiadomej to Twoje slowa dodaja optymizmu i ja tez zakladam rozowe okulary ;D Dziekuje i pozdrawiam!!!

    • Kochana, pewnie, że zdążysz. Już zauważyłaś, że siła jest w Tobie. Wszystko zależy od Ciebie. Zakładaj różowe okulary. Świat jest przyjaznym miejscem, jeśli tylko chcemy, by takim był. Wszystko zależy od podejścia. Buzia!

      • E. Z.

        🙂 Dziękuję 🙂

  • Eliana Kaźmierczak

    Cudowny wpis <3 ! Dający mega wiarę w ludzi , dobro, dobre emocje i pozytywne nastawienie :))

    • Cieszę się! Zamykam oczy i wyobrażam sobie najpiękniejszy scenariusz. Ten się zrealizował :).

  • Magda Lena Kortas

    Nadia, czytałaś The Secret Rhondy Byrne? Prawo przyciągania? Jak czytam twoje wpisy to mam takie wrażenie….:)

    • Sekretu nie czytałam, ale „siedzę” w tej tematyce od jakiegoś czasu i pochłaniam namiętnie te wiedzę. Życie staje się prostsze.

  • Paweł Masłoń

    Super pozytywny materiał!! Gdzieś przeczytałem, że 90% problemów o których myślimy nigdy się nie zdarza. Nadia, przekazujesz właśnie to samo. Nie bójmy się, nie martwmy, wszytsko i tak się ułoży. Życzę Ci powodzenia i pozdrawiam.

  • Dominika Barcik

    Piękne miejsce, piękne zdjęcia. Wygląda jak nieosiągalny raj a tu proszę 🙂

    • Dziękuję Dominiko. Dobrze Cię tu widzieć. Znalazłam bezpieczną przystań <3.

  • Piknie! Wzruszylam się 🙂
    Niech Anioły mają Cię nadal w opiece ❤

  • Ku DK

    Ech, można się rozmarzyć czytając ten tekst !! Oby tak dalej ;*

  • Marzena

    Gratki! trzymam kciuki żeby passa sprzyjała! Mam pytanie i może nawet prośbę o krótki opis w następnym poście: jak zarobki o tej wysokości będą się miały do kosztów życia – jedzenie, rozrywka itp. Z góry wielkie dzięki! buziaki!

    • Dziękuję! Pewnie, będzie taki post! Jestem właśnie po pierwszej miesięcznej wypłacie :).

  • Aga z podróży szczypta

    no to się wczytałam w Twój blog 🙂 Niepotrzebne te lęki powiadasz… zaczynam Ci wierzyć.