29
Mar-2019

mieszkanie w kostaryce-2

Szybko pedałuję, żeby zdążyć do mojej kostarykańskiej chatki przed zachodem słońca. Wystarczy, że spojrzę w niebo a doskonale wiem, że wybiła 17:30 i za pół godziny dżunglę ogarnie ciemność. Nie mam latarki, światła przy rowerze, gazu pieprzowego. Jadę pędem.

Ana, właścicielka domu doradziła, żebym nie jeździła nocą i nie spacerowała po zmroku. Bałam się zapytać dlaczego. Wolałam nie wiedzieć co może być dla mnie zagrożeniem.

Wzięłam te ostrzeżenia na poważnie. Nie tylko wracałam przed zachodem słońca, ale także punkt 18:00 zamykałam drzwi drewnianego domku na klucz. Psina, którą się opiekowałam musiała się przyzwyczaić do nowego planu dnia. I chyba nie miała nic przeciwko, bo biegała wesoło między moimi nogami, gdy przygotowywałam kolację z karaibskich warzyw. 

Nie chciałam mieszkać sama. Dodałam się do lokalnych grup facebookowych, żeby poszukać współlokatora. Te poszukiwania doprowadziły mnie do artykułów, których wolałabym nie czytać. Dowiedziałam się o chłopaku, który wyszedł o wschodzie słońca na plażę z dobrym aparatem i już nigdy z niej nie wrócił. Został zamordowany. O gwałtach na trasie przez dżunglę z mojej wioski do kolejnej. O włamaniach do domów.

Rozejrzałam się dookoła. Każde okno chroniły grube kraty, do tego były zatrzaśnięte mosiężnymi kłódkami. Przejrzałam notatki i wskazówki od Any. Zostawiła kontakt do najbliższego sąsiada, który ma broń. Przed wyjazdem powiedziała: zamiast dzwonić na policję, dzwoń do Franka. On będzie tu szybciej. Skontaktowałam się z blogerką, która mieszkała w okolicy przez trzy lata. Zapytałam tylko: co zrobić, żeby pozostać bezpieczną? Odpowiedziała: „siostro, nie mogę ci pomóc. Właśnie dlatego wyjechałam.”

Przez pierwsze noce budziłam się co kilkadziesiąt minut. Odgłosy dżungli, świsty, uderzanie ciężkich liści i lian o dach wybudzały mnie z i tak lekkiego snu. Każde szczekanie psa powodowało, że stawałam w oknie z szeroko otwartymi oczami, patrząc czy ktoś nie przeskakuje przez bramę.

jak żyć w zgodzie ze sobą

Czwartego wieczoru poczułam, że muszę odpuścić. Przez chroniczny brak snu chodziłam nieprzytomna. Wiedziałam, że albo zaufam, albo się wykończę. Wyłączając nocną lampkę wyszeptałam: Panie Jezu, błagam, weź ode mnie ten strach. Zasnęłam.

Opcją, którą wciąż rozważałam był współlokator. Pokazywałam dostępny pokój ludziom z Facebooka, ale nikt się na niego nie zdecydował. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego nie ma chętnych na mieszkanie w tak absolutnie pięknym miejscu. Z dala od drogi, zaledwie 10 minut od plaży. Z wizytami egzotycznych ptaków do śniadania. 

Potem zrozumiałam dlaczego. 

Pewnego niedzielnego poranka dowiedziałam się – zupełnie przypadkiem – że przez długi czas byłam oszukiwana przez jedną z najbliższych mi osób. Dzień po dniu, kłamstwo po kłamstwie C pisał równolegle dwie miłosne historie. 

Po miesiącach rozmów, podróży, kupionych biletach jego do Polski i moich do Kanady, planowania przeprowadzki w Góry Skaliste, wspólnej wizycie w nowym miejscu do życia odkryłam, że nie jestem jedyną „ukochaną” mojego ukochanego. Przez miesiące prowadził podwójne życie. Ja byłam to drugą. Tą, która – jak się później dowiedziałam – miała go „wyratować” ze związku, w którym nie odnajdywał spełnienia. Związku, którego nie skończył zanim zaczął relację ze mną. 

Zdrada to słowo, którego nie rozumiemy, dopóki nam się nie przydarzy. Powoduje nowy, nieznany, rozrywający ból, gdy to nasz najbliższy przyjaciel trzyma w ręku nóż. 

Wtedy dom w dżungli okazał się moim wybawieniem. Miejscem, gdzie mogłam leczyć serce. Płakać, tańczyć o piątej rano na tarasie, biegać w deszczu aż padnę na kolana w zimnym błocie. Mogłam robić to wszystko sama. Bez dodatkowych oczu. Bez współczucia, którego <jak mi się wówczas wydawało> nie potrzebowałam. 

gdy życie się wali

Na pewno potrzebowałam siebie. Potrzebowałam wsłuchać się maksymalnie w swoje potrzeby. 

Płakałam i snułam się po domu przez trzy dni. Z doświadczenia wiedziałam, że jeśli nie dam przestrzeni i uwagi smutkowi, złości i rozczarowaniu to wrócą kiedyś ze zdwojoną siłą. Po czułym przyzwoleniu na kilkudniowe wyrzucanie emocji wsiadłam na rower i pojechałam na zakupy. Zamiast wina i czekolady (jakbym to kiedyś zrobiła) kupiłam organiczny jarmuż, tahini, które kosztuje tu zawrotne 40 złotych za słoiczek. Dojrzałe mango i ananasy. Chciałam sobie pomóc, być uważna, nie tłumić uczuć używkami. 

Regularnie co rano robiłam wyczerpujące treningi. Wieczorem przed snem mówiłam: wybaczam ci. Wysyłałam mu dobrą energię, której na pewno potrzebuje, skoro wypełnia emocjonalną pustkę kłamstwami. 

Ubiegły rok kończyłam z wielkim pokojem w sercu. Każdy związek niesie ze sobą nadzieję, że będzie bezpieczną przystanią, wytchnieniem po wszystkich poprzednich bitwach serca. Znalazłam dom, którym okazało się nie miasto czy kraj, tylko drugi człowiek.

Gdy to wszystko się rozpadło poczułam silniej niż kiedykolwiek, że potrzebuję na 100% oddać się sobie. Przejrzałam się w nim jak w najczystszym lustrze. I nie spodobało mi się to, co zobaczyłam. 

prawda o sobie-2

Postanowiłam dać sobie czułość, jakiej nigdy sobie nie ofiarowałam.
Uwierzyć, że mogę czuć się bezpieczna w każdym miejscu na świecie. Emocjonalnie, finansowo i mentalnie. Bo poczucie bezpieczeństwa wypływa z fundamentu jakim jest moja wiara, a nie faktu czy drugi człowiek jest obok lub nie.
Ryzykować i rozwijać biznes bez „poduchy”, na którą mogę upaść, jeśli powinie mi się noga.
Uznałam, że jestem gotowa wziąć odpowiedzialność za nieodpowiedzialne złożenie swojego serca. Za szybko, po omacku, bez hamulców.
Zrozumiałam, że można pozostać otwartym, jednocześnie chroniąc siebie.
Dostrzegłam, że może jedyną osobą, której powinnam wybaczyć jestem ja sama. 

Właśnie kończę pięciotygodniowy pobyt w kostarykańskiej dżungli. Dziś biorę prysznic z drzwiami wejściowymi otwartymi na oścież. Bez strachu w sercu, że ktoś wejdzie i zrobi mi krzywdę. Z ogromną siłą. Z pomysłami, które przywożę do Polski i którymi niedługo się z tobą podzielę. Z narzędziami, których uczyłam się, testowałam, a później rozpisywałam w dzienniku a następnie na instagramie przez prawie dwa lata.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Are you worth 7 dollars a day? I asked myself this question when considering joining a soul challenge by @jadealectra. The last time I spent money on my personal growth was in September when I had my last therapy session. In August I did my last photography workshop. In June I did my last writers retreat. I finished a big project earlier this week and got a nice paycheck for it. I needed to decide what I was going to spend the money on and came up with two things: food and rent. I got into a trap that I wanted to escape so badly when leaving my conventional life and a 9-5 job in Poland years ago. Living just to pay the bills. So when I saw @jadealectra another soul challenge I signed up for it. It starts today and I couldn’t be more excited! I also felt like I wanted to get back into therapy. I prayed to find a good therapist and asked my sister back home to pray in that intention too (I wasn’t happy with my old therapist). The next day I opened messenger and had a message from an old friend of mine. She didn’t even say hi. She only sent me a contact info of… a therapist!! I mean. This was bizarre and totally unexpected (and very quick) but God works in mysterious ways… 😇😬. I started working with a new therapist last week and cannot wait to see where it takes me ☺️🌸. We cannot expect a much different future without doing things for ourselves today. Whether it’s investing in learning a new skill or developing personally. We need to give to ourselves first before we can give to others. Investing in yourself is an act of self-love. It sends a powerful message to yourself and the world. My value and my potential is important enough to me that I’m going to give it the energy, space and time… 🔥🌱🕊. Do you invest in yourself? If so in what way?

Post udostępniony przez Anna Nadia Bandura (@nadiavstheworld)

Musiałam odwalić kawał pracy, żeby potrafić tak szybko stanąć na nogi po tak rozdzierającym serce, kobiecość i poczucie bezpieczeństwa doświadczeniu. 

Wracam z miłością do siebie. Z czułością. Z umiejętnym słuchaniem ciała, które naprawdę najlepiej wie czego nam potrzeba. Z jeszcze większym zaufaniem do Boga i kolejnym potwierdzeniem, że wyprowadzi mnie z każdego mroku.

Z jeszcze większą liczbą pytań. 

gdy życie się wali1

Mrok zamieniam w złoto. Strach w spokój. Cierpienie w siłę. 

Ci nauczyciele idą z nami przez życie, krok w krok. Tylko od nas zależy w co przekujemy ich mądrość.

Dziękuję, że ty też ze mną idziesz. Że słuchasz tych słów, że mimo trudów, które cię dotykają wstajesz rano z łóżka, zakładasz zbroję i mówisz: dam radę. 

Do zobaczenia niedługo. W najbliższe lato będziemy mieć sporo okazji, żeby się uściskać :*. 

2

 likes / 0 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

Oh no...This form doesn't exist. Head back to the manage forms page and select a different form.

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec