17
Lip-2017

praca w Australii

Budzik dzwoni o 6:30. Nalewam szklankę ciepłej wody z cytryną, myję twarz i medytuję przez kilkanaście minut. Ale tylko dwa lub trzy razy w tygodniu, bo w pozostałe wolę zostać dłużej w łóżku.

Jestem zmęczona. Praca 10-11 godzin dziennie sześć razy w tygodniu wysysa ze mnie całą energię. Blog przestał istnieć, fanpage zamilkł, rozmowy z wami odeszły w niepamięć.

Po co to wszystko?

Przecież od dłuższego czasu wyznawałam zasadę, że wolę mniej pracować i tym samym mniej zarabiać, ale mieć więcej czasu dla siebie. Pisać długie listy do nikogo, odwiedzać księgarnie, ucinać pogawędki z siostrą i przyjacielem, robić zdjęcia przypadkowym ludziom, chodzić na różaniec w środku tygodnia, tańczyć z zamkniętymi oczami, ćwiczyć jogę o zachodzie słońca, odpowiadać na wasze pytania, wyczerpująco i konkretnie.

Dlaczego więc rzuciłam się w wir pracy?

Stwierdziłam, że będąc w Australii chcę zaoszczędzić jak najwięcej pieniędzy, by móc się później zająć większymi projektami i nie przejmować tym, czy gotówka spłynie co miesiąc na moje konto. Mam ogromne pragnienie robienia dużych i ważnych rzeczy. Sądziłam, że najpierw muszę na to zarobić.

Chcę też skończyć książkę, a pracując na dwa etaty, a nawet na jeden nie potrafię sobie tego wyobrazić. No chyba, że miałabym ją wydać za pięć lat.

Zahaczyłam się w dwóch knajpach. Wracam do domu z ciężkim i kłującym w serce poczuciem, że marnuję czas. Że mam do zaoferowania światu więcej niż serwowanie tostów z serem. Staram się przekraczać próg kawiarni z uśmiechem na twarzy, biegam między stolikami, jakbym pokonywała tor przeszkód na zawodach olimpijskich, odnajduję piękno w uściskach i spojrzeniach par z długoletnim stażem. Spoglądając na małżeństwa z kilkorgiem małych dzieci z blond włosami wyobrażam sobie swoje. Wyobraźnia na pewno pomaga mi przetrwać każdy dzień.

Poranki są jednak najgorsze. Budzik dzwoni, a jedyne o czym marzę to nie musieć wracać do pracy.

I przychodzi mi do głowy pewna myśl… Współczuję sobie i współczuję wszystkim, którzy co rano myślą: byle do piątku. A piątek to akurat mój jedyny dzień wolny.

Zapomniałam jak to jest. Trzy lata temu, gdy kończyłam pracę w biurze czułam się podobnie. Potem wyruszyłam w podróż dookoła świata, mieszkałam w Australii i w Stanach, zaczęłam zarabiać na blogu i robić płatne sesje zdjęciowe. Żyłam ze sztuki. Pisanie, fotografia, do tego podróże.

Po niedzielnej mszy o 7 rano zostałam dłużej w kościele i porozmawiałam chwilę z księdzem. Powiedziałam mu o moich rozterkach. O tym paskudnym poczuciu, że mogłabym robić o wiele więcej dobrego. Nie sądzę, że urodziłam się po to, żeby zaharowywać się w sałatkowym barze, a potem ostatkiem sił padać na łóżko.

Gdy wyszłam z kościoła napisał mi smsa: Zapomniałem ci powiedzieć, ale w każdą niedzielę serwujemy lunch dla bezdomnych. Może chciałabyś nam pomagać?

Już pierwszego dnia pracy poprosiłam szefa o wolne niedziele. Powiedział, że to przemyśli. W kolejnym tygodniu przypomniałam się, ale krzyknął tylko: „a myślisz, że kto będzie robił kawę?!”. Wzięłam głęboki oddech i nie pozwoliłam, by wrzaski obrażonego na świat starca popsuły mi dzień.

Za trzy tygodnie, gdy dwie najdłużej pracujące dziewczyny opuszczą Broome stanę się głównym pracownikiem knajpy. Z najdłuższym stażem (pomijając kucharza), najbardziej ogarniającą i z największą odpowiedzialnością. Cieszę się, bo to oznacza większą różnorodność i więcej obowiązków – ale tych przyjemnych. Mniej sprzątania, a więcej kontaktów z ludźmi :).

I chyba szefostwo uświadomiło sobie, że muszą mnie jakoś zatrzymać, bo gdybyśmy odeszły we trzy, ta knajpa przestałaby funkcjonować – przynajmniej na jakiś czas.

W niedzielę, po mszy i rozmowie z księdzem przyszłam do pracy i usłyszałam, że od przyszłego tygodnia mogę mieć wolne niedziele. Zdziwił mnie ten uśmiech właściciela i jego miły ton głosu.

Będzie więc czas na pomoc bezdomnym, obserwowanie wielorybów na łódce mojego hosta, zachód słońca z couchsurfingową rodzinką i jak wystarczy dnia, to może nawet jakiś odpoczynek.

Mimo dobrych wieści ciągle wracałam myślami do ostatnich miesięcy w Krakowie i zaczęłam się zastanawiać jak chociaż częściowo wrócić do mojego starego życia.

„Zrób miejsce na nowe…” – usłyszałam któregoś dnia. Wypłynęło prosto z mojego wnętrza.

Rzuciłam jedną pracę, tę popołudniowo/wieczorną. Zrobiłam wizytówki, na których prezentuje się moje imię, nazwisko, zawód fotograf i numer telefonu.

I tak jutro robię sesję „fashion” w pomarańczowej jaskini. W weekend sesję rodzinną na plaży. W ciągu najbliższych dni zamierzam odwiedzić też kilka biznesów i zaproponować współpracę foto. W Krakowie prowadziłam obsługę fotograficzną firm i wręcz uwielbiałam zatrzymywać się na dwie godziny, robić piękne zdjęcia, wypić dobrą kawę, pogadać z pracownikami, a potem zająć się kolejnymi sprawami.

Czeka mnie dużo chodzenia, szukania, proszenia, uśmiechania się i jak najlepszego prezentowania swojej osoby, ale…

Kocham siebie zbyt mocno, by tkwić w czymś, co mi nie odpowiada. Chcę być szczęśliwa na każdym polu. Okazało się, że to zawodowe ma ogromny wpływ na poziom mojego zadowolenia. Nie byłam świadoma, jakie to ważne – pewnie dlatego, że przez ostatnie miesiące mojej pracy nie mogłam nawet nazywać pracą. Kilka artykułów i sesji w miesiącu. Teraz doceniam to, jak nigdy wcześniej.

Żyć w zgodzie ze sobą. To mój najlepszy i jedyny przepis na szczęście.

Tego ci życzę. Nie czekaj dłużej, okej?

żyć w zgodzie ze sobą

 

4

 likes / 28 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • Trochę czekałem na wieści od Ciebie. 😉 Fajnie, że wróciłaś i jakoś podświadomie czuję, że jednak dasz radę.

    • Asia

      mam tak samo ! Ciebie nic nie zje, Nadia 😉

  • To wszystko co napisałaś….jakbym czytała o samej sobie pomijając Australię i usa 🙂 ale chodzi o odczucia doskonale Cię rozumiem sama trochę musze się motywować aktualnie do swojej pracy bo jednak z czegoś trzeba życ, ale dusza w środku aż krzyczy ze jest stworzona do czegoś znacznie wazniejszego i cenniejszego nie ujmuje oczywiście żadnym z zawodów bo bez ludzi na danych stanowiskach trudno byłoby funkcjonować. Życie codzienne w połączeniu z praca i blogiem zwłaszcza kiedy chce się przekazywać coś wartościowego nie jest łatwym zadaniem ale myślę że to wsystko jest tego warte mówią ze efekty są wprost proporcjonalne do włożonego wysiłku staram się mieć to w głowie każdego dnia. Nikt nie mówił ze będzie łatwo ale za to ze będzie warto spojrzysz kiedyś w przeszłość i będziesz wdzięczna za wszystkie doświadczenia które Cie spotkały bo każde z nich pozwoli Ci na dalszy rozwój .

  • Roxana Lewandowska

    Nawet nie wiesz jak bardzo jestem Ci wdzięczna za ten post! Obecnie stres o moją przyszłość mnie praktycznie ‚zjada’, a Twój post wywołał u mnie bardzo piękny spokój. Dziękuję!

    • Kochana, życzę Ci dużo spokoju. Zajrzyj sobie na medytacje na youtubie. 10, 15 minut dziennie. Pomagają „wrócić na ziemię” i osiągnąć wewnętrzny spokój :). Buzia!

  • Okej <3

  • Tak jest! Dobrze, że tak szybko sobie to uświadomiłaś. Trzymam kciuki za nowe, fascynujące zlecenia! 🙂

  • Magda Rączka

    A jak godzisz jogę z różańcem? Nie pytam hejtersko, ale to są dwie wykluczające się rzeczy i zastanawia mnie jakie masz do tego podejście. Zwłaszcza, że czyta Cię wiele młodych osób.

    • Jeśli traktujesz jogę jako sport, nic się nie wyklucza.

      • Joga NIE JEST SPORTEM 🙂 nie można więc jej tak traktować, asany to tylko część jogi.
        Tutaj jest całkiem ciekawy tekst poruszający kwestię definicji:
        http://maciejwielobob.pl/2015/12/tradycja-jogi-wprowadzenie/

        • Kasia, czy ja napisałam, że joga jest sportem? Napisałam, że można ją tak traktować: jako zestaw ćwiczeń rozciągających, uelastyczniających itd. dzięki którym można pozbyć się bólu pleców. Dla mnie istotne są właśnie asany, nie potrzebuję całej filozofii, która za nią stoi. W ten sposób można godzić jogę z różańcem, a tego dotyczyło pytanie 🙂

          • Hej dziewczyny! Joga przybliża mnie do Boga i pogłębia moją wiarę. Często łączę jogę, modlitwę i medytację w jednej sesji i czuję się wspaniale. Rozmawiałam na ten temat z zaprzyjaźnionym księdzem. Jego przełożony uprawia jogę przed modlitwą. Ważne, żeby sprawdzać czy to, co robisz (nie ważne czy joga czy inne działania) przybliża Cię do Boga, czy od niego oddala. U mnie zdecydowanie to pierwsze.

    • Joga w żadnym przypadku nie wyklucza różańca. Trzeba mieć tylko otwartą głowę 🙂

      • Magda Rączka

        nie da się oddzielić jogi, która jest z założenia częścią innej religii niż chrześcijaństwo, od jej duchowych założeń. Dlatego nawet traktowanie jogi jako sport nie sprawia, że nie uczestniczysz w jej duchowych aspektach.

  • Każdy z nas błądzi – jakkolwiek truizmowo to nie zabrzmi. Grunt to robić check out co jakiś czas i reagować tak jak Ty zrobiłaś ostatnio. Z tego, co widzę to może być tylko lepiej. Trzymam kciuki, kochana!

  • Krzysztof Wilamowski

    Czesc Nadio! A facet tez tu moze cos naskrobac? 😉 Wiem co czujesz, bo mieszkalem bez przerwy 5,5 roku a ogolnie 7 lat w USA (bylem housekeeperem, maintenancem, busserem i kelnerem). Chociaz wrocilem juz 10 lat temu do kraju to wciaz pamietam te mysli, ktore byly dokladnie jak Twoje. Wtedy social media jeszcze nie istnialy zatem myslalo sie i podejmowalo decyzje wolniej. Wolniejszy byl obieg informacji… Oszczednosci przywiezione poszly w mieszkanie, licencje zawodowe. Teraz po 10 latach obytu w Krakowie, a wlasciwie bedac chorym juz 2 miesiac uzmyslowilem sobie, ze to wszystko sie kolem toczy. W US przez 5 lat „hardwork” od 9am do 11pm 6x w tygodniu i teraz w PL-u ostatnie 5 lat to praca na etacie i dodatkowo mala dzialalnosc tez po 12 godzin dziennie. Mam tylko wiecej lat i co osiagnalem? Jestem w tym samym punkcie co 10 i co bylem na poczatku, czyli 20 lat temu? Takie to zycie przewrotne jest, czy to kwestia tylko naszych zyciowych wyborow? Z pewnoscia czas na zmiany i nowe decyzje. Moze Warszawa i oprocz pracy zawodowej budowanie biznesu Internetowego tak zeby za 5 lat tylko podrozowac i pracowac on-line do 4-5 godzin dziennie? Ludziom sie to udaje, dlaczego i nie nam?! Jak bys chciala porozmawiac to podaje Skype: kris72krakow Pozdrowienia serdeczne ode mnie i Wawelskiego Smoka 😉

  • Ania

    Bardzo podoba mi się to co napisałaś 🙂 ja od dwóch tygodni nie pracuje – nie spełniałam się w mojej poprzedniej pracy i tak w tym długo tkwiłam aż wkońcu nadszedł moment w którym mogłam zaryzykować i zrobiłam to. Na początku było trudno się pogodzić z tym, że nie mam pracy i nadal czasem przychodzi mi przez myśl co ja zrobie jak nie znajde nowej. Potem wracam do moich pasji i wkońcu wiem, że życie polega na tym, aby mieć czas na ważne rzeczy. Ja teraz go mam. Wierze w to, że jeśli do czegoś ma się pasję to nie ma szansy, aby nie być szczęśliwym, niezależnie od tego czy się na tym zarabia sporo czy mało. Wiem, że sobie poradzę i Ty też 🙂 Pozdrawiam z Poznania 🙂

    • Gratuluję Aniu! To naprawdę odważne, co zrobiłaś i godne podziwu. Trzymam mocno kciuki. Jeśli sama w siebie wierzysz, to połowa sukcesu za Tobą!

  • Super Nadia! Trzymam kciuki za fotograficzne zlecenia! 🙂

  • Aga z podróży szczypta

    wszystko sprowadza się do tego, że trzeba za coś żyć, płacić rachunki. Ciężko wyzbyć się strachu o przyszłość, a przynajmniej ja nie potrafię wrzucić na luz. Teraz już wiem, że w życiu najważniejsze jest odkrycie ścieżki prowadzącej do prawdziwego spełnienia, a ludzie którzy robią to co kochają są szczęściarzami. Mam nadzieję, że i ja odkryję swoją ścieżkę.

  • ola

    Ojj mam podobne rozterki, zima idzie w Europie, niadwno wrociłam do NOwej Zelandii i …nie wiem teraz w którą stronę 🙂

  • felix nathan

    I’m from USA am here to give my testimony about Dr yemi who helped me cure my HERPES (HSV), i want to inform the public how i was cured from (HERPES SIMPLEX VIRUS) by Dr yemi, i visited different hospital but they gave me list of drugs like Famvir, Zovirax, and Valtrex which is very expensive to treat the symptoms and never cured me. Three months ago a friend suggested that I try herbal medicine; from a very powerful herbal doctor called Dr yemi. I looked up his blog on the internet site and indeed he have had immense success with his product. There were lot of persons posting their testimony about how he cured them. when i contacted him he gave me hope and send a Herbal medicine to me that i took and it seriously worked for me, my HERPES result just came out negative. My doctor was shocked how i got cured. I am so happy as i am sharing this testimony. My advice to you all who thinks that their is no cure for herpes that is Not true just contact him and get cure from Dr yemi Herbal Center. He can cure of all kinds of STD you may have. Remember your health is precious email him with his email as; (call him now on +2348053954786 or WhatsApp +2348139102106) he can also help with the following problems email;felixnathan1958@outlook.com
    HEPATITIS,
    CANCER,
    HIV/AIDS
    UNABLE TO GET PREGNANT