07
Paź-2016

Dlaczego się zatrzymałam? Zobaczcie mój nowy dom w USA

berkshire

Słowa, które wypowiadasz stają się domem, w którym mieszkasz.

Gdy na początku sierpnia w wywiadzie dla Dzień Dobry TVN podzieliłam się moim życzeniem nie sądziłam, że zrealizuje się ono tak szybko. Wiedziałam, że kiedyś się spełni, jednak niekoniecznie po dwóch miesiącach. O czym opowiedziałam Prokopowi? Oświadczyłam mu, że chcę pojechać do pełnego energii Nowego Jorku, zostać tam na jakiś miesiąc, a następnie zamieszkać w małym domku w lesie i napisać w nim książkę o mojej podróży dookoła świata.

Tydzień po rozmowie znalazłam się w maleńkim kościele w Bled w Słowenii, gdzie zabiłam w magiczny dzwon. Zgodnie z zaleceniami przed uderzeniem wypowiedziałam w myślach marzenie. Brzmiało ono tak: chcę odnaleźć drogę, która doprowadzi mnie do spełnienia zawodowego i osobistego. Dwa tygodnie później piłam kawę na Manhattanie. Dałam się zmęczyć najgłośniejszemu miastu na świecie. Nowy Jork stłamsił mnie, przeżuł i wypluł. Z uśmiechem na ustach pakowałam plecak. Potem przyszedł czas na szukanie oazy. Tak naprawdę nie musiałam jej szukać – sama do mnie przyszła.

nowy-dom

MÓJ NOWY DOM

Obecnie mieszkam w stanie Massachusetts, w zielonym hrabstwie Berkshire. Moje okno wychodzi na gęsty las, po którym co rano biegają sarny, a co wieczór skunksy. Kupiłam biurko, krzesło, lampkę i kilka notesów. Jestem właścicielką sześciu par butów, dwóch kurtek i czterech sukienek. Po raz pierwszy od dawna mój dobytek nie mieści się w moim plecaku. Mam pralkę, suszarkę i odkurzacz. Zaopatrzyłam się też w żelazko. I samochód!

Brakowało mi stabilizacji. Poczucia, że gdzieś jest mój dom. Od dłuższego czasu zastanawiałam się nad tym, gdzie i czym jest dla mnie dom. Nie mam żadnej nieruchomości, dom rodzinny nie istnieje, co chwilę się przemieszczam i zmieniam miejsce pobytu. Moje książki, dokumenty i gitary leżą w przynajmniej czterech krakowskich piwnicach. Już dawno straciłam rachubę co jest u kogo. Przestałam ćwiczyć, zaniedbałam dietę. Dlaczego więc nie zostałam w Polsce?

moj-dom

DLACZEGO NIE POLSKA?

Nie chciałam budować swojego domu w Polsce. Na samą myśl o pracy w kraju ściskało mnie w brzuchu. Doszłam do wniosku, że może właśnie życie za granicą jest dla mnie. To takie balansowanie pomiędzy podróżą a stabilizacją. Pomiędzy tym, co nowe i ekscytujące oraz tym, co znane i bezpieczne. To moje świeże odkrycie. Najtrudniejszą rzeczą (zawsze) jest pozostawianie w Polsce osób, które kocham. Robię to świadomie, ciągle, nieprzerwanie od dwóch lat. Najbliżsi – wybaczcie mi. Przyjadę do was na święta.

SŁODKA RUTYNA

Tu, w moim nowym domu mam przestrzeń do pracy w skupieniu. W końcu mogę przyjmować nowe zlecenia i realizować je w terminie. Nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale blog oraz okołoblogowe działania pozwalają mi utrzymać się w podróży. Nie zarabiam dużych pieniędzy, jednak to kwoty wystarczające, by na bieżąco płacić za podstawowe rzeczy. Użyłam sformułowania „utrzymać się w podróży”. Przecież ja już nie jestem w podróży, tylko w domu! Ach, chyba muszę sobie odpuścić przypinanie łatki.

nowy-dom-ukulele

Moje dzieci ;)

Zapisałam się na jogę i taniec towarzyski. Na nowo stworzyłam sobie rutynę, od której uciekałam przed podróżą dookoła świata. Poznałam pozytywnych ludzi, z którymi się regularnie spotykam. Chodzimy na bilard, gramy w gry planszowe, umawiamy się na górskie wycieczki. W niedalekiej odległości od mojego domu (jak to dziwnie brzmi) znajdują się Góry Taconic – piękne pasmo górskie należące do Appalachów. Przebiega tu część słynnego pieszego szlaku Appalachian Trail znanego m.in. z filmu „The Wild”. W niedzielę jadę pod namioty z moimi nowymi koleżankami. I wiecie co? Wreszcie mam z kim pisać smsy. CODZIENNIE. Mała rzecz, a cieszy. Tak normalna dla was wszystkich :).

nowy-samochod

PIERWSZA KSIĄŻKA

Najważniejsze zostawiłam na koniec :). Właśnie rozpoczynam prace nad swoją debiutancką książką. Tak naprawdę pierwsze strony powstały w ubiegłym roku, już na początku mojej 17-miesięcznej samotnej podróży dookoła świata. Reszta jest w notatkach, a pozostałe znajdą swoje miejsce na moim laptopie.

To będzie dopiero podróż…!

7

 likes / 48 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • Angelika Judyta Przyborowska

    Jak zawsze świetny wpis! Fantastycznie, że wreszcie masz dom 🙂 Moja sytuacja jest podobna, też nigdzie nie mam swojego miejsca, ale jeszcze tylko 8 miesięcy i.. mam nadzieję wprowadzę się do tiny house’u z moją Rodziną i w niedługim czasie też wyruszymy w świat.
    To takie bardzo psychologiczne doświadczenie obserwować Twoje wybory i decyzje, które podejmujesz od kilku lat. Cudownie będzie przeczytać o tym w Twojej książce 🙂 Czekam też z niecierpliwością na najnowsze rewelacje z Twojej Bazy 😀

    Pozdrawiam 🙂

    • To cudowne uczucie. Nigdy nie sądziłam, że tak się będę upajać rutyną :). Trzymam za was kciuki!

  • Kamila

    Świetny wpis, miło się czytało jak zawsze. Nie mogę się już doczekać książki!! ?

  • Jeśli mogę spytać – dom kupiłaś czy wynajęłaś? I jak załatwiłaś kwestię wizy?

    • Mieszkam ze starymi przyjaciółmi i płacę swoją część :). Jestem na wizie tymczasowej – planuję napisać tu książkę, a co będzie dalej, to się okaże :).

      • Justyna

        Super 🙂 Poażesz przy okazji Waszą okolicę? Bardzo jestem ciekawa, jak to tam wygląda 🙂

  • Super!!! Powodzenia i wielu radości ze stabilnego i spokojniejszego trybu !;-)

  • Powodzenia.
    Dobrego pisania!

  • Fru

    Nie mogę się doczekać, aż Twoja książka ujrzy światło dzienne 🙂 Powodzenia!

  • Agnieszka

    To będzie bardzo wścibskie pytanie i z góry Cię za nie przepraszam – ale mogę zapytać z czego się utrzymujesz?Z nalazłaś pracę tam, na miejscu? Pytam nie bez powodu – chciałabym pojechać do USA na rok, ale załatwianie wizy na pracę i szukanie tam wakatu trochę mnie przeraża. Pozdrawiam.

    • Ja zaczynałam od 3-miesięcznych wyjazdów z Camp Leaders – polecam, jeśli jesteś jeszcze studentką. Są też programy work and travel, listy zawodów poszukiwanych i ostatecznie loteria wizowa, którą się właśnie zaczęła ;).

  • To piękne co piszesz. Bardzo przyjemnie czyta się takie rzeczy. Naprawdę gratuluję Ci, że znalazłaś swoje miejsce na Ziemi. Sama mam podobne marzenia, więc dodałaś mi trochę nadziei i motywacji 🙂

  • Hej 🙂 Miło się czyta to, co piszesz. Ja jestem jeszcze na Twoim poprzednim etapie – podróżowania i poszukiwania siebie 🙂 Ale moje odczucia co do Polski, domu rodzinnego itp. są bardzo zbliżone do Twoich. Gratuluję książki 🙂 Chętnie poczytam. Co do bloga – zazdroszczę, że tak się rozwinął, iż pozwala Ci się utrzymać 🙂 Może zdradzisz mi parę sekretów? Ja jestem na początku mojej blogowej przygody. Początkowo myślałam, że blog będzie takim łącznikiem pomiędzy mną, a Polską – przyjaciółmi, znajomymi.. aczkolwiek powoli zaczyna mi się marzyć, zeby go rozbudować i rozpromować. Nie wiem jeszcze tylko gdzie zacząć? 🙂 Pozdrawiam serdecznie !

    • Dziękuję :). Jeśli mogę coś radzić… To zacznę od tego, żebyś pisała dla siebie, bo masz na to ochotę i sprawia ci to przyjemność. Rób to jak najlepiej, a przyjdą współprace. Jeśli od początku nastawisz się na zarobek może pojawić się frustracja. Pisz z serca i dziel się ze światem tym, co czujesz.

      • Dzielenie się tym, co czuję i co widzę, obserwuję – to robię od samego początku 🙂 Blog powstał głównie z myślą o tym, jak wielką radość sprawia mi pisanie. Nadal staram się znaleźć umiar, pomiędzy wpisami, które przysporzyłyby mi więcej czytelników, a moim własnym stylem, mini-reportażami, osobistymi refleksjami. Grunt to nie zatracić siebie 🙂

  • O, nieee… ja też chodzę na jogę i taniec, może nie towarzyski, bo… sambę. Szaleństwo. Co innego raz czegoś spróbować i pomysleć: fajne, a co innego wykupić sobie na coś abonament.

    • A ja na swing… Czy to jest taniec towarzyski? Nie wiem ;). Ale amerykański! Fajnie mieć karnet, polecam.

  • Cudowne okoliczności na pisanie! Powodzenia i czekam na efekty. 🙂

  • Cieszę się, że oglądałaś swoje miejsce na ziemi (przynajmniej na najbliższy czas, bo wiadomo, że różnie w życiu bywa szczególnie z podróżnikami ;)). Trzymam kciuki za książkę – już nie mogę się doczekać! Piękna ta okolica, w której mieszkasz! Ach Stany… Mam nadzieję, że w przyszłym roku też zamieszkam w tym kraju na parę miesięcy 🙂

    • Zgadzam się z tym, co w nawiasie ;). Ile ja sobie rzeczy zaplanowałam i ile się zmieniło… Trzeba być elastycznym ;). Byłaś kiedyś w Stanach? Myślę, że Ci się spodoba!

      • Byłam, 3 lata temu spędziłam tam miesiąc (swoją drogą właśnie napisałam pierwszy post o tej podróży ;)). Bardzo mi się podobało, dlatego zamierzam tam wrócić w 2017 roku!

  • Paulina

    Ale tam pięknie!! Czekam na jakiś większy „spacer” po Twojej nowej okolicy 😉

  • Kinga Godyń

    Niesamowicie cieszę się twoim szczęściem! Dobrze widzieć, że nie ważne jak bardzo krętą ścieżką człowiek będzie szedł to i tak ostatecznie dojdzie gdzie chce (jeśli tylko będzie wierzył i pracował na swój sukces). Dobrze, że blog pozwala ci się utrzymać- odwalasz na nim kupę dobrej roboty, a książka… Sama wiesz, że pierwsza zrobię zakupy w przedsprzedaży! Tylko jedno mnie męczy… co z Australią?

    ps. nie szczędź nam twoich wpisów! Daj coś więcej, pokaż okolicę bo nam mało! Nie bądź sknera 😛

    • Dzięki Kinga! Podoba mi się to, co dodałaś w nawiasach :). Jeszcze nie wiem jak mi pójdzie pisanie książki i pisanie bloga. Mam nadzieję, że go nie zaniedbam. Teraz skupiam się na książce, a co będzie dalej? To się okaże.

  • Paulina

    Nadia, calkiem niedawno odkrylam Twojego bloga dzieki filmikowi o Twojej podrozy,zreszta pokazywalam go znajomym mieszkajac w Birmingham. Teraz wrocilam do Polski z planami w glowie do zrealizowania. No i inspirujesz mnie dziewczyno!?Czy jest mozliwosc poznania Cie face to face?-☺

    • Jakie plany? Podziel się! Cieszę się, że Cię inspiruję. To mój główny cel :). Jasne, możemy się poznać – jak przyjedziesz do US ;).

  • Ewelina Lucy

    Bardzo się cieszę, Nadia, że spełnienie Twoich marzeń przyszło tak szybko (choć domyślam się, że sporo dobrych rzeczy jeszcze się pojawi)! Nawet najwięksi podróżnicy czasami tęsknią za Domem i za poczuciem, że mamy nasze własne miejsce, gdzie możemy czuć się komfortowo, bez myślenia, że za długo się u kogoś zasiedzieliśmy czy że brakuje nam prywatnej przestrzeni. A dom, w którym mieszkasz, to rozwiązanie tymczasowe, czy przeniosłaś się na dobre?

    • Liczę na to, bo marzeń ciągle przybywa :). Niestety nie jestem w stanie odpowiedzieć na Twoje pytanie. Na ten moment skupiam się na książce, a potem będę myśleć o formalnościach, sprawach wizowych itp.

  • Małgorzata Zwierz

    Mówią, że życie to sztuka wyboru. Wybierasz podróżowanie po świecie – nie masz domu, siedzisz w domu – nie podróżujesz. Ale kto powiedział, że ten wybór musi być raz na całe życie? Można zjeść ciasto i mieć ciastko. Może nie jednocześnie 😉 Najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą, nie szkodząc innym. Powodzenia, Nadiu!!!

    • Dziękuję. Mam nadzieję, że zawsze będę miała odwagę podążać za swoim głosem :).

  • Powodzenia w pisaniu książki! Czekam na nią 🙂

  • Marchew

    też będę wścibska – czy Twój związek dalej trwa mimo tak cieżkiej próby czasu i odległości?

  • Rafał Jackowski

    Pięknie tam:)

    https://www.youtube.com/watch?v=r8GxcMv1-7I

  • Niesamowite! Nie mogę się doczekać książki!

  • Lili

    Hej. Mam pytanie. Masz zielona kartę?

    • Cześć Lili, nie, nie mam.

      • lily

        hej! To znowu ja:) Pytam ponieponieważ sama chciałabym wyjechać do USA. Pracowac tam i zostać na dłużej. No i niestety tak się nie da.

  • Ola (www.gap-life.com)

    Hej 🙂 Jestem wlasnie w tym samym momencie co ty przed zamieszkaniem w tym domku.
    potrzebuje na chwile stabilizacji i zastanawiam sie , gdzie jest moj dom

    wlasnie teraz go potrzebuje

  • Tak to już jest, że podróżując poszerzamy perspektywy, odkrywamy nowe możliwości i dochodzimy do wniosku, że jest kilka miejsc na świecie ciekawszy niż znane do tej pory cztery kąty. O wile ciekawszych, przyjemniejszych i bardzo często wygodniejszych. Tylko trzeba znaleźć w sobie odwagę, by wyjść za próg… i za tą odwagę – gratuluję i trzymam kciuki!