29
Maj-2017

Dlaczego nie chcę wracać do domu?

powrót do domu

W moim sercu kończą się wakacje.

Znasz to uczucie, gdy podróż dobiega końca? Chciałabyś przedłużyć pobyt o miesiąc, zostać jeszcze tydzień, albo chociaż wyprosić jeden dodatkowy dzień? Siadasz na tarasie i wyobrażasz sobie, jak twoje ciało wchłania wszystkie doświadczenia ostatniego czasu. Ten ciepły uśmiech, którym cię obdarował, zachwyt nad wędrującym po niebie kluczem ptasich piór, ciepły piasek wchodzący między palce. Chcesz to wszystko zabrać ze sobą.

Ale wyjeżdżasz. Zostawiasz za plecami słodki smak beztroski. Przed tobą powrót do domu i wszystko, co on przynosi. Komfort, ale i obowiązki. Bezpieczeństwo, ale i rutynę.

Tak się czułam, gdy wracałam do domu z podróży. Z podróży dookoła świata, z wielokrotnych podróży do Stanów.

Tym razem jest odwrotnie.

Za kilka dni opuszczam Polskę i wyruszam do Australii z biletem w jedną stronę. Podróż dopiero się zacznie, a ja czuję jakbym właśnie wracała do domu. Gdzie ekscytacja z nowego wyzwania? Gdzie te motylki w brzuchu? Zamiast tego jest ciężar. Jakby wielki, ciężki kocur siedział mi na klatce. Nie mogę wziąć pełnego oddechu. Dziwi mnie to strasznie, ale chyba wiem skąd pochodzi.

kraków mój

Na nowo zakochałam się w Krakowie. Przez ostatnie miesiące pozwalałam sobie na ponowne odkrywanie mojego miasta. Gubiłam się w gąszczu znanych mi ulic. Jadłam niespieszne śniadania w wegańskich knajpkach. Spacerowałam po budzących się do życia Plantach. Wieczorami zanurzałam się w długich rozmowach z przyjaciółmi. Czysto towarzysko-słoneczno-rozwojowy czas.

Polubiłam też Warszawę i ciągle do niej wracałam. To naprawdę fajne miasto.

Puszcza Białowieska, Hel, Gdynia, Wrocław, Puszcza Kampinoska, Tatry. Tyle niesamowitych doświadczeń w jedną porę roku.

Pisania było dużo, ale nie tutaj. Od dwóch miesięcy nie napisałam tekstu na blog. To moja najdłuższa przerwa w blogowaniu. Z kolei w moim pamiętniku zostało już tylko kilka czystych kartek. A założyłam go zaledwie kilka tygodni temu.

Wyjeżdżając do Australii czuję, jakby kończyły się wakacje. Wylatuję w najpiękniejszym czasie. Zostawiam letnią Polskę, dla zimowej Australii. W Perth ma być 12 stopni, a nocą 4. Domy bez ogrzewania. Wiatr. Praca.

Może stąd wrażenie powrotu „do domu” (obowiązków?)? Fakt, że zaczynam pracę, która nie będzie polegała na robieniu zdjęć i pisaniu tekstów. Nie będzie śniadań o 12:00, prawdziwego artystycznego życia, czyli zrobię coś wtedy, kiedy przyjdzie na to wena ;). Picia wina do wschodu słońca, nocnych rozmów o sensie istnienia.

A może będą?

szczęście

Uważam siebie za szczęściarę. Czasem szczypię się w ramię, bo nie mogę uwierzyć, że moje życie to moje życie. Wdzięczność.

Dostałam kolejne zaproszenie. Bloger, który od dwóch lat mieszka i pracuje w Perth powiedział, że mogę się u niego zatrzymać. On jedzie do Polski na cały czerwiec, więc udostępni mi swój pokój. Wysłał wskazówki dojazdu, zostawił kartę autobusową i rower. A jak będę potrzebować, to jest nawet samochód do mojej dyspozycji.

Serio?

Mam już mieszkanie na 1,5 miesiąca, bo później zaprasza mnie Ania. Z Facebooka.

Praca.

Jestem zapisana do facebookowych grup „Backpackers in Perth, Broome, Darwin, Cairns”. Praktycznie codziennie widzę posty o treści:

„Czy jest gdzieś praca? Czy warto przyjechać do tego miasta? W ____ jest słabo. Od tygodni szukam pracy i nic”.

A ludzie odpowiadają w komentarzach:

„Nie stary, jest strasznie.”, „Więcej backpakersów niż pracy”, „Poczekaj jeszcze dwa tygodnie”.

Weszłam na ogłoszenia w Broome, aby zobaczyć oferty w hospitality. Nie wiem czy wytrzymam w zimowym Perth, dlatego rozważam opcję wyjazdu w tropiki.

Na całe miasto było UWAGA 9 ofert pracy. Dziewięć. DZIEWIĘĆ.

Zatem zostawiam wszystko, co kocham na rzecz przyprawiającej mnie o dreszcze niewiadomej. Przypominam sobie, że czułam się podobnie, gdy wyruszałam w podróż dookoła świata. Ten ścisk w żołądku i zawroty głowy. Wiem, że mój stan ducha jest czymś zupełnie naturalnym. Dzięki temu, że przeżywałam coś podobnego jest mi teraz trochę łatwiej.

Mogłabym zostać w Polsce, jednak z pełną świadomością wybieram drogę trudniejszą. Czuję, że mam coś do zrobienia w Australii. Jeszcze nie wiem co to jest. Ale poprzez ten wyjazd zrobię coś dobrego. Dla drugiego człowieka, siebie, świata. To uczucie jest na tyle silne, że nie pozwala mi zrezygnować.

Kiedyś pewnie zignorowałabym ten sygnał i wybrała to, co wygodne, bliskie i znane. Jednak życie pokazało mi, że opłaca się iść dłuższą i bardziej zawiłą ścieżką. Każda podróż odmieniła moje życie na lepsze.

Pakuję więc plecak i jadę. Czas wyruszyć w drogę, czas ruszyć do domu.

 

5

 likes / 14 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • Angelika Judyta Przyborowska

    Czekam cierpliwie na australijskie nowinki 🙂

  • Jestem pewna, ze wszystko ułoży się jak najlepiej! Trzymam kciuki i czekam na relacje 🙂

  • Bardzo żałuję, że nie zdążyłyśmy wypić wspólnej kawy. Trzymam kciuki i wierzę, że zrobisz coś dobrego dla świata. W Perth lub gdziekolwiek, gdzie Cię serce poniesie 🙂

  • Staszek

    Znam to uczucie, i też je diagnozowałem. Może najlepiej czujemy się gdzieś (jak Ty teraz w Krakowie) gdy wiemy, że zaraz stąd wyjedziemy? Gdybyś nie miała planów na wyjazd to może KRK nie byłby aż taki fajny? Może byś nie robiła wielu rzeczy, bo przecież będzie na to czas… Kiedyś.
    Może to budzi takie uczucie: „jak cudownie by było tu zostać i tak żyć”… do momentu gdy faktycznie zostaniesz, wtedy już to pryska.
    Co sądzisz?

    • Pewnie, że tak. Zgadzam się z tobą. Magia Krakowa, Warszawy i całej Polski nie prysnęła, jak wylądowałam w Australii. Ale teraz nie mam wątpliwości, ze wyjazd był dobrą decyzją. I tak – na pewno nie zrobiłabym tylu fajnych rzeczy w Polsce, gdybym nie miała planów wyjazdowych. Pozdrawiam z Perth!

  • Roxana Lewandowska

    Trzymamy kciuki! Odzywaj się tylko, nie zostawiaj nas na tak długo 🙂

  • W wielu Twoich zdaniach widzę siebie. Rzuciliśmy pracę w Anglii 3 miesiące temu i wróciliśmy do Polski, gdzie wpadłam w wir spotkań, podróży po mniej i bardziej znanych zakątkach Polski, nareszcie miałam czas na niespieszne rozmowy z przyjaciółmi, na pełen luz. Też lecimy do Perth, tylko my z zamiarem dotarcia i pracy w Melbourne, ale na chwilę obecną nie mamy ani pracy ani mieszkania. Strach zagląda mi w oczy, a z drugiej strony czuję niesamowitą ekscytację. Choć chyba strach przed nieznanym jest większy.

    Też zakochałam się w Warszawie, za którą wcześniej nie przepadałam. Polubiłam to miasto, dobrze się tu czuję i co chwilę jakiś głos w głowie mi podpowiada: nie wyjeżdżaj!

    Nie udało nam się porozmawiać w Polsce to może w Perth się uda? 🙂

    • Hej, mam nadzieję, że pogadamy w Australii, w Polsce było już bardzo blisko :). Dotarłam do Oz i przyznaję, że jak się jest jeszcze w kraju, to strach ma WIELKIE OCZY. Na miejscu te problemy wydają się mniejsze i sukcesywnie znikają. Trzymam za was kciuki!

  • Powodzenia!

    • Dziękuję! Jestem już na miejscu i mogę powiedzieć, że podjęłam dobrą decyzję :).

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec