NAUKA
Zanim zaczną się blogowe podsumowania roku i wpisy pt. „10 rzeczy, które musisz zobaczyć w 2015” chciałabym powiedzieć wam, czego nauczył mnie ten rok, co udało mi się osiągnąć, a czego nie. Każdy powinien wyciągnąć wnioski z tych ostatnich 12 miesięcy. Dlaczego? O tym przeczytacie poniżej. Dla mnie ten rok był przełomowy i gdy za 50 lat będę siedzieć w babcinym fotelu, a wspomnienia zamienią się w zlepek myśli, twarzy, momentów, rok 2014 będzie radośnie machał i przypominał o sobie. 

W grudniu ubiegłego roku szumnie pisałam „nadchodzi najbardziej ekscytujący rok mojego życia”! Już miesiąc temu miałam być w podróży dookoła świata, z magisterką w kieszeni i kasą zarobioną w Norwegii. Właściwie udało mi się zrealizować 5 z 7 postawionych celów (klik). Z różnych przyczyn swoją długą wyprawę rozpocznę w styczniu, ale wcale tego nie żałuję. Wówczas nie zdawałam sobie sprawy ile rzeczy trzeba domknąć, kupić, przygotować. Podróż dookoła świata to nie wyjazd na 2-tygodniowe wakacje pod palemką.

Dlaczego warto podsumować swój rok i wypisać rzeczy, które udało nam się osiągnąć?

Gdy człowiek czyta „w tym roku pojechałem na wymarzone wakacje, zmieniłem pracę, zaliczyłem ważny egzamin, pomogłem potrzebującej osobie”, to uświadamia sobie, że jego życie jest fajne, spełnił marzenie, zrealizował plan, pomógł komuś, więc w kolejnym roku może być tylko lepiej. Ludzie mają tendencję do rozdrapywania ran i przypominania sobie swoich upadków, co w moim odczuciu tylko zmniejsza wiarę w siebie. Przypominając sobie swoje sukcesy sama nakładam sobie na talerz motywujące danie. Jestem głodna nowych wrażeń i chcę więcej.

Czego nauczył mnie ten rok?

1. Wiara czyni cuda
W dziesiątkach poradników czytałam „zapisz swoje marzenie na kartce, wizualizuj je, wyobraź sobie, że już osiągnęłaś swój cel, wierz w jego realizację na 100% i nie dopuszczaj do siebie żadnych wątpliwości”. Po prostu kazano mi żyć i WIERZYĆ, że dostanę to, czego pragnę. Napisałam tak: do końca 2014 roku uzbieram 30 tysięcy złotych i wyjadę w podróż dookoła świata. Na końcu – zgodnie z zaleceniami z książki – musiałam dopisać w jaki sposób osiągnę swój cel, więc dodałam: będę ciężko pracować, poświęcę całą energię, każdą wolną chwilę, na działania, które przyczynią się do realizacji mojego celu. Będę pracować od poniedziałku do piątku od 9 do 17, starać się o podwyżki, sumiennie i rzetelnie wykonywać wszystkie zadania, ponadto podejmę działania freelancerskie i zajmę się marketingiem internetowym kilku firm (głównie prowadzenie kanałów social media), będę grać koncerty w knajpach oraz na krakowskim rynku. Jakkolwiek głupio to brzmi, to prawie codziennie stawałam przed lustrem i na głos czytałam moje postanowienie, jednocześnie wyobrażając sobie, że już jestem na rajskiej plaży z zabezpieczeniem finansowym na koncie. I wiecie co? Podziałało! Zrobiłam to samo z kilkoma innymi drobnymi marzeniami i celami. Np. dzięki tej formule przestałam podpalać fajki (wiem, bleee).  Codziennie czytałam na głos swoje przyrzeczenie mówiące, że już nigdy nie zapalę, bo wpływa to na mój organizm tak i tak.

2. Miłość jest zawsze na pierwszym miejscu
Zajęło mi to trochę czasu, mam już przecież 23 lata. Kiedyś z moją mamą i rodzeństwem widywałam się raz na dwa miesiące, mimo tego, że wszyscy mieszkamy w tym samym mieście. Ja wiecznie zabiegana, sto tysięcy spraw na głowie, praca, studia, projekty, podróże – nie mogłam znaleźć kilku godzin dla najbliższych. Wówczas w ogóle tego nie analizowałam. Na szczęście otrząsnęłam się. Nie było to spowodowane jakimś tragicznym zdarzeniem (czasem ludzie uświadamiają sobie jaką wartością jest rodzina, gdy ktoś zachoruje lub umiera), ja po prostu pewnego dnia spojrzałam na siebie w lustrze i pomyślałam, że chcę być dobrą córką, siostrą, przyjaciółką, dziewczyną. Czy będziesz mieć kasę czy nie, sukcesy na koncie czy nie, twoi bliscy i przyjaciele ZAWSZE będą przy tobie i to jest najcenniejsze. Marzę o tym, by wziąć moją rodzinę w ciepłe miejsce, spędzić trochę czasu ze sobą, nie myśleć o problemach, pieniądzach, pracy. Po prostu być razem i cieszyć się sobą.

3. Na emigracji lepiej unikać Polaków
Smutna rzecz, której doświadczyłam pracując w Oslo. Powiedzenie Polak Polakowi wilkiem nie wzięło się znikąd, a mam wrażenie, że pochodzi z emigracyjnego podwórka. Mówią, że jeśli masz jakiś problem, to lepiej udaj się z nim do obcego, niż do rodaka. Dalej słyszysz, że Polak za pieniądze potrafi sprzedać duszę… Wyda cię, obsmaruje ci plecy, pogrozi. Ten obrazek można zaobserwować w realnym i wirtualnym świecie. Gdy na facebookowej grupie Polacy w Norwegii ktoś napisze „poszukuję pracy, znam angielski, możecie mi pomóc” często zamiast dobrego słowa otrzymuje szereg hejtów. Chociaż ostatnio pojawiają się osoby, które przeganiają nienawistników i służą pomocą. Na szczęście na mojej drodze spotkałam MNÓSTWO fantastycznych Polaków, którzy mieli dobre zamiary. Szkoda tylko, że pracując za granicą na 99% trafisz na niemiłego, chamskiego, wulgarnego rodaka. Co najmniej jednego.

4. Nie mam prawa oceniać innych
Akcja z natemat.pl tym bardziej mi to uświadomiła. To nie jest tak, że wszystko jest czarne lub białe, dobre lub złe. Ile razy w swoim życiu popatrzyłam na jakiegoś człowieka i zamącona pozorami utkałam sobie w głowie jego obraz, historię i włożyłam do wora iluzji razem z setką innych ludzi, którzy zrobili to samo. Zobaczyli go na ulicy czy przeczytali o nim w internecie i NAGLE dokładnie wiedzieli jaki jest, a raczej jaki nie powinien być. Gdy zaczęłam zadawać mu więcej pytań, zbliżyłam się i próbowałam go lepiej poznać okazało się, że moja wizja tej osoby była kompletnie fałszywa. Uprzedzenia kiedyś przychodziły tak łatwo, dziś nie mają miejsca w moim życiu. Poznając nową osobę jedyną rzeczą, którą mogę o niej powiedzieć, to to, że ma na sobie czerwony sweter i czarne spodnie. Właściwie nawet nie wiem czy lubi czerwony kolor, może pożyczył ubranie od kumpla po ostatniej imprezie. Obca osoba jest dla mnie tajemnicą i zanim wydam jakąkolwiek opinię MUSZĘ ją lepiej poznać.

5. Ludzie łakną prawdziwej inspiracji i wartościowych treści w miejsce pustych recept
Skręca mnie, gdy przeglądając oś czasu trafiam na listy „5 głupich rzeczy, które możesz zrobić na zakupach”, „10 typów osób, które spotkasz na imprezie”, „7 zasad dobrej pani domu” itp., itd. Potem wchodzę w polski internet i czytam kolejne niewartościowe artykuły. Cieszę się, że nie tylko mnie to przeszkadza, moi znajomi również ostatnio o tym wspominali. W obecnych czasach ludzie potrzebują szczerej, ciekawej rozmowy i tekstów, które wniosą coś do ich życia. Takie, które czegoś nauczą i zainspirują. Wiadomo, że w życiu też jest czas na Pudelka i zresetowanie się głupią amerykańską komedią, ale nie oznacza to, że codziennie chcę czytać, która z gwiazd ma lepszy tyłek i co zrobić, by nie przypalić wody na herbatę.

food

Wracając do tegorocznych osiągnięć… Chyba najbardziej jestem dumna z tego, że uświadomiłam sobie, jak ważni są dla mnie moi bliscy.
Zdobyłam tytuł magistra, jako pierwsza osoba z rodziny, co było niemałym wydarzeniem w moim w domu.
Dzięki ciężkiej pracy i wierze w siebie zaoszczędziłam pieniądze na podróż dookoła świata.
Odpowiedziałam na każdą wiadomość, którą od was dostałam.
Zostałam mamą chrzestną.
Udzieliłam kilku wywiadów telewizyjnych i radiowych.
Wystąpiłam na scenie przed 3-tysięczną widownią.
Poznałam Taylor Swift.
Polubiłam gotowanie.

W sumie fajny ten rok. Fajne to życie.

A jak było u was? 

0

 likes / 28 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • Mario

    Super!

  • Ann

    Jesteś inspiracją w dążeniu do celu. Mam wiele marzeń, a Twoje wpisy motywują i pokazują że warto, Ty sobie coś postanowiłaś i część osiągnęłaś do innych nadal dążysz. Dzięki, że jesteś! 🙂

    • Ann, dziękuję pięknie…! 🙂 A takie komentarze motywują mnie do dalszej pracy. Trzymam kciuki za Twoje marzenia!

  • Konik

    Nie za prędko na podsumowania ? Jeszcze prawie cały miesiąc został , No to gratulacje !!! Z mojej strony tylko tyle , lubię czytać Twoje artykuły i oby ich więcej było w przyszłym roczku 😉

    • Postanowiłam zrobić podsumowanie zanim wpadnę w wir świątecznych przygotowań. W tym roku obiecałam przygotować Wigilię dla całej rodziny, więc czeka mnie sporo pracy 🙂
      Dziękuję Koniku, oby tylko wifi dopisało w Azji 😉 Pozdrawiam!

  • u mnie też bardzo fajny, choć trudny, rok 🙂 high five magisterkowe! 😉 i powodzenia!

  • Agata

    uwielbiam CIE! 🙂

  • Moje podsumowanie zawsze wrzucam na koniec grudnia, ale też ten rok będzie do mnie wesoło machał na starość 🙂 udało mi się wreszcie pokonać to, co mnie do tej pory powstrzymywało przed działaniem, czyli wszystkie lęki i obawy. I dzieje się magia! 🙂

  • Podróże Dziewczyny Spłukanej

    Bardzo fajny ten post. 🙂

  • Aleksandra z urlopnaetacie.pl

    Aniu, fajnie, że wszystko Ci się udało! Pozytywna afirmacja działa cuuuuda! Trzymam kciuki za podróż i ściskam cieplutko 🙂

  • Piękny tekst, piękne osiągnięcia, i w ogóle gratuluję Ci tak pozytywnego nastawienia. Trzeba zmieniać genetykę Polaków, która ma wpisaną gdzieś w chromosomach, nadzwyczajną umiejętność narzekania! 😉 A co do Polaków za granicą, niestety, to prawda. Spotykam nieraz niesamowitych Polaków, ale z reguły jest to 1 osoba na 100. Na pisanie o pozostałych 99 szkoda czasu i tego miejsca pod tym pozytywnym tekstem! Pozdrawiam!

    • Dziękuję 🙂
      Trochę ten akapit o Polakach nie pasuje, ale cóż… do takich wniosków doszłam w 2014 roku 😉

      • Może i nie pasuje, ale jest prawdziwy 🙂

  • Ja od dłuższego czasu praktykuję wizualizacje i afirmacje:) kiedyś to pomogło zmienić moje życie o 180, nawet 360 stopni. A teraz codziennie zmieniam siebie (wierząc, że na lepsze) oraz realizuję cele. To naprawdę działa. Z pozostałymi punktami też się zgadzam. Moje rodzice są 2000km ode mnie – chwila dla nich codziennie to punkt obowiązkowy.

    • Chciałabym, żeby wszyscy na świecie pojęli siłę wizualizacji i afirmacji… 🙂

  • yallanatalia

    Czasem mam wrażenie, że właściwie to nic wielkiego czy ważnego w życiu nie zrobiłam, szczególnie, gdy uświadomię sobie, że to co chcę lub powinnam zrobić, nadal leży odłogiem i czeka, aż zabiorę się do roboty. Listy żadnej nie zrobiłam, ale zdarza mi się konstruować ją w myśli, wtedy okazuje się, że jest tego całkiem sporo. Pójdę za Twoim przykładem i to spiszę- i to bardziej dobitne, i motywujące!

  • Jestem pod wrażeniem tego postu! Inspirujący i motywujący do działania. Pokazujesz, że w życiu najważniejsze jest nastawienie i konsekwentne dążenie do celu. Mocno trzymam kciuki za Twoją wyprawę, może zobaczymy się gdzieś w świecie 🙂

    a co do Polaków zagranicą, to miałam bardzo podobne nastawienie, jak jechałam na Erasmusa, nie chciałam się w ogóle z nimi trzymać. koniec końców okazało się, że mimo wielu międzynarodowych znajomości, to najbliższymi osobami dla mnie podczas tego wyjazdu była właśnie dwójka Polaków (chociaż jak to mówią, wyjątek potwierdza regułę 😉

    • Dziękuję. Cieszę się bardzo, że inspiruje i motywuje. To mam zawsze na celu – zachęcać was do działania :))

  • Monika

    Co do tych Polaków i Oslo… wybrałam się do tego miasta latem zeszłego roku, była noc, ja wysiadłam na dworcu i zapytałam kilku osób o drogę (większość w tym miejscu była pod wpływem, wszystkiego i sami imigranci, ale spodziewałam się, że miasto jednak znają i pomogą), kilka osób powiedziało, że nie wie gdzie jest dane miejsce, jeden z arabskiej knajpy szedł za mną aż się przestraszyłam, potem kilku Norwegów, też pod wpływem, źle mną pokierowało, a na koniec, kiedy myślałam, czy stać mnie na taksówkę, spotkałam dwie Polki – pokazały mi drogę, zrobiły mapkę, poradziły gdzie jest bezpieczniej, jak szybko dotrę i jeszcze zaproponowały wspólne wyjście… Wiadomo, że to wycinek wszystkich Polaków i wszystkich sytuacji, ale ja też czasem podczas podróży unikałam Polaków, a jednak spotkania z nimi były często nie tylko super miłe, ale też ratowały tyłek w opresji. Oby więcej takich 🙂

  • Trafiłam na Twojego bloga zupełnie przypadkiem i niezwykle się cieszę, że znalazłam kogoś z podobnym nastawieniem do życia i osiągania swoich celów 🙂 Fantastyczny blog, będę wpadać regularnie! 🙂