29
Mar-2018

Cuda, które się nie zdarzają. Pożegnanie z Tasmanią

Po czterech miesiącach na wschodnim wybrzeżu Tasmanii czas spakować plecak i ruszać w drogę.

tasmania (7)

Planowałam zostać tu do początku maja. Zamierzałam zaoszczędzić jak najwięcej pieniędzy, by resztę roku poświęcić na pisanie książki. Wynająć domek/mieszkanie na obrzeżach Krakowa, w górach, na Mazurach lub w Puszczy Białowieskiej. Całkowicie oddać się temu projektowi, bo siedzi we mnie od lat i ciągle prosi o uwagę. A ja chcę mu oddać całą siebie, swój czas i energię. Okazało się, że nie potrafię pracować 40-48 godzin tygodniowo, pisać i zwiedzać jednocześnie.

Wyjeżdżam za kilka dni, bo ten miesiąc, a właściwie ostatnie miesiące były niezwykle trudne.

Pamiętacie jak w lutowym poście pisałam o poszukiwaniu bliskości?

W podróży znajomości są bardziej intensywne, chyba dlatego, że nad głową wisi wielki zegar. Szybciej się otwieram, mniej udaję, daję więcej i częściej. Czuję na moich plecach oddech pędzącego czasu.

Być może dlatego osoby poznane w podróży są mi dziś najbliższe. Zamiast podejrzliwości było zaufanie. Zamiast uciekania wzrokiem, spoglądanie prosto w duszę. Tak było z Olgą, kobietą, którą z ogromną dumą i wdzięcznością nazywam dziś moją przyjaciółką.

tasmania (8)

Ale moje serce włożyłam też w nieodpowiednie ręce.

Oddałam serce ludziom, którzy gnietli je jak niepotrzebny rachunek. A ja im na to pozwalałam, za każdym razem. Gdy w końcu zebrałam się na odwagę, by opowiedzieć o moich potrzebach i postawić granice, usłyszałam, że nic się nie zmieni, bo oni tacy są. Ludzie, którzy jednego dnia potrafili być najsłodsi, kolejnego deptali mnie jak peta na chodniku. Karmili miłością, a potem, zupełnie nieoczekiwanie ją odbierali. Czasem zastanawiałam się czy żyję wśród wariatów, czy to może ja zwariowałam.

Olga wróciła do Polski, ja zostałam w Coles Bay.

tasmania (6)

Przez długi czas nie chciałam wyjeżdżać. Mówiłam sobie, że muszę ćwiczyć charakter. Pracowałam po 48h tygodniowo, przejmując obowiązki szefa, kiedy szef miał wolne, albo podróżował. Padałam wyczerpana na łóżku, ale nie mogłam zasnąć. Włączałam medytację, odgłosy dżungli, modliłam się, liczyłam do 100, próbowałam o niczym nie myśleć. Nie pomagało.

Pamiętam, jak któregoś dnia leżałam z Olgą na kanapie przed domem, w przerwie między poranną a wieczorną zmianą. Moja głowa na jej kolanach. W jej dłoniach siwe włosy, które wyrwała chwilę wcześniej z moich skroni. Siwiejąca 27-latka.

Stali klienci restauracji, w której pracuję pytali grzecznościowo co u mnie. Moje „nie najlepiej” powodowało dyskomfort. Przecież są przyzwyczajeni, że na „how are you?” odpowiada się „I’m good”. I zamiast porozmawiać ze mną, jak robiłam im kawę, oni wychodzili na ogród. Nie interesowało ich to, co się u mnie dzieje. A ja znałam ich historie życia, imiona żon, mężów i dzieci.

tasmania (11)

Chyba nigdy nie zapomnę moich 27 urodzin. Tego wieczoru trzy osoby, z którymi od kilku miesięcy budowałam przyjaźń zawiodły mnie. Rozejrzałam się wokół i nie odnalazłam nikogo, od kogo naprawdę chciałabym usłyszeć „wszystkiego najlepszego”. Wyszłam przed północą.

Przez długi czas żyłam w przekonaniu, że gdy zaczyna mi coś doskwierać, pakuję plecak i szukam lekarstwa w podróży. W nowym otoczeniu, emocjach, nowych znajomościach.

Wyjeżdżając odczuwałam ulgę, ale była to ulga pomieszana z poczuciem winy. Ramiona odpoczywały od ciężaru, ale w brzuchu czułam ścisk. Nie ważne jak daleko poleciałam problemy ciągnęły się za mną. I tak miałam plecak pełen nierozwiązanych spraw. Prawda jest taka, że to nie zewnętrzny świat był zły i krzywdzący. To, co działo się we mnie wymagało mojej uwagi. Porzuciłam siebie na rzecz innych i musiałam odmienić dynamikę tych relacji.

Przyszedł czas, żeby zatroszczyć się o samą siebie.

tasmania (2)

Dzień po imprezie urodzinowej wsiadłam w samochód i pojechałam do Hobart. Znalazłam pokój przez AirBnb w zielonym otoczeniu, u podnóży gór, z widokiem na morze. Zapisałam się na kilkugodzinny kurs medytacji, ściągnęłam audiobooki i podcasty. Przede mną było 2,5 godziny jazdy samochodem, które zamieniło się w pięć – tak się właśnie ze mną podróżuje :). Powoli.

W progu przywitała mnie Lalita, kobieta około 60-tki z niezwykle ciepłą energią. Okazało się, że jest psychoterapeutką i uzdrawia ludzi metodą tappingu.

Przeprowadziła ze mną sesję zupełnie za darmo. Tapping to metoda z nurtu psychologii i medycyny energetycznej polegająca na opukiwaniu palcami odpowiednich punktów na ciele. Opukiwanie wytwarza impulsy energetyczne, co uwalnia emocje, blokady i przemienia trudne wspomnienia.

Tego poranka powiedziałam jej, że kupiłam bilet na wylot z Tasmanii, bo nie chciałam już tkwić w tym marazmie. Pożyłam sobie w tym trudzie i już mi wystarczy. Podczas sesji poczucie winy, które przychodziło ze zmianą miejsca totalnie zniknęło. Po niecałej godzinie otworzyłam oczy i czułam się dobrze z moją decyzją o wyjeździe. Spokojnie. Ostatecznie zrozumiałam, że to najlepsza rzecz jaką mogłabym dla siebie zrobić. Dar, dowód miłości i troski o samą siebie.

Posiadam przecież wybór czy chcę żyć wokół jakichś ludzi czy nie? Czasami mam więcej siły, żeby pójść za tym wyborem, a czasem mniej. Czasem tkwię w trudnej sytuacji i wchodzę w rolę ofiary, czasem z niej wychodzę i biorę odpowiedzialność za siebie oraz swoje emocje.

tasmania (4)

Ten pourodzinowy poranek był początkiem powrotu do domu. Jeszcze tego dnia pojechałam na kilkugodzinną medytację, podczas której leżałam na macie, pod kocem, mocno przytulona do siebie. I nie mogłam przestać się uśmiechać. Podczas gdy inne kobiety przechodziły przez bolesne procesy (słyszałam płacz i krzyk), ja odczuwałam totalny spokój. Wróciłam do siebie, wróciłam do domu. Na tej macie odnalazłam wszystko, czego szukałam w zewnętrznym świecie.

Akceptację. Miłość. Poczucie bezpieczeństwa.

Przestałam obwiniać innych i wyszłam z roli ofiary.

Spojrzałam na te wszystkie osoby, które mnie zraniły i zapytałam siebie: „Dlaczego pojawiły się w moim życiu?”.

Były one potrzebnym drogowskazem. Te relacje dokładnie wskazały, które cząstki mnie potrzebują mojej uwagi. Co jeszcze trzeba przytulić. Wykorzystałam tę energię, z którą się pojawiły dla mojego dobra. Długo zajęło mi zrozumienie, że patrząc na nich cały czas przeglądałam się w lustrze. Dokładnie pokazali mi, w którym miejscu mojego serca jest jeszcze pustka i dlaczego nie mogę od nich wymagać, że tę pustkę wypełnią.

tasmania (5)

Zrozumienie przyszło dopiero kilka dni przed wylotem. Jednak cieszę się, że w ogóle nadeszło, bo żegnając się z nimi nie będzie we mnie żalu i złości. Mimo tego, że nie byli „moimi ludźmi”, z tymi samymi zajawkami, wartościami, podobnym pojmowaniem świata, to pożegnamy się z szacunkiem i wdzięcznością.

Ciągle uczę się odnajdywać to wszystko w sobie. Nie oczekiwać od ludzi, że dadzą mi cały pakiet :). Ściągnęłam z nich tę presję. To nie ma znaczenia czy staną się bardziej życzliwi, obecni, kochający. To ja mam wyjść z tej relacji odmieniona.

Po moim facebookowym poście o samotnych urodzinach rozdzwoniły się telefony. Przyjaciel powiedział mi: przecież ty to wszystko miałaś. Odnalazłaś miłość do samej siebie, akceptację, poczucie bezpieczeństwa. Nie poznaję cię…

Mnie też się wydawało, że już jestem mistrzem w kochaniu siebie 🙂 Życie jednak podkłada na moje ścieżki ludzi, którzy pokazują mi ile jeszcze przede mną pracy. Mogę powiedzieć tylko jedno: dziękuję. Odnalazłam to, co powinnam w sobie zintegrować, żeby poczuć całość. Odnalazłam w sobie odwagę, aby stawiać granice i mówić o swoich potrzebach. Odnalazłam utracone poczucie własnej wartości.

tasmania (3)

A następnego dnia stojąc pomiędzy latarnią morską a poszarpanymi klifami poczułam, że rosnę. Serce chciało mi eksplodować. Już nie byłam mała, łaknąca, dająca się nabrać na pochlebne słowa. Szukająca potwierdzenia swojej wartości w ludziach. Czułam się dobrze sama ze sobą, w swoim towarzystwie. Naprawdę zdziwiło mnie, że spotkani ludzie nie odkryli mojej zajebistości ;). I kurczę w końcu przestało mi to przeszkadzać! Przypomniałam sobie, że wiem kim jestem i co wnoszę do tego świata.

Stojąc tam pomiędzy burzą i tęczą, jasnością i ciemnością, dostałam wiadomość:

„Obudziłem się w środku nocy i zobaczyłem twoją twarz. Poczułem, że muszę do ciebie napisać. Ze wszystkich osób na całej ziemi to właśnie z tobą chcę spędzić ten fragment życia. Nie potrafię tego opisać. To było jakbyś mnie wybudziła ze snu. Byłbym zaszczycony i niesamowicie wdzięczny, jeśli chciałabyś spędzić ze mną najbliższe tygodnie, w Kalifornii, w Los Angeles. Peace&Love.”

Uśmiechnęłam się do siebie. W momencie, w którym postawiłam się na pierwszym miejscu, ktoś z drugiego końca świata powiedział mi, że spotkanie ze mną jest dla niego priorytetem. I nie wierz tu człowieku w prawo przyciągania ;).

W myślach powiedziałam TAK, JADĘ. Od razu odpaliłam FaceTime i wykręciłam jego numer. Pokazał mi przestrzeń, w której pisze książki (w ostatnim tomiku poezji napisał nawet wiersz o naszej rozmowie telefonicznej), wegańskie zapasy w lodówce, matę do jogi i poduchę do medytacji. Serce krzyczało jeeeeedźźźź, ale potem pojawiły się wątpliwości.

Bo:

– mam bilet lotniczy do Port Douglas na północy Queensland

– mogłabym popracować jeszcze miesiąc, co dałoby dodatkowe 8000 zł oszczędności

– zamierzałam wrócić do Polski w maju, przez Indie, a nie przez USA :D.

Ale że jestem osobą, która uwielbia takie spontaniczne akcje (nazywane przeze mnie prezentami od losu) powiedziałam TAK. Jeszcze tego wieczoru miałam na mailu bilet do Los Angeles, z 21-godzinną przesiadką w Honolulu <3. Ten człowiek jest generalnie męską wersją mnie, więc jak się nie dogadamy to stracę wiarę w ludzkość.

Nie no, żartuję ;).

Za kilka dni żegnam się z Tasmanią i po krótkiej wizycie u rodziny na Gold Coast i przystanku na Hawajach ląduję w LA.

Odebrałam klucz do swojego szczęścia. Trzymam go głęboko w serduchu i nie oddam :).

tasmania (10)

 

2

 likes / 8 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • Anna

    Nadia! <3 Ja również nie wiem, jak oni mogli nie zauważyć Twojej zajebistości !!! Najwidczniej nie patrzyli dokładnie, ich strata !! 😀 Ja miałam okazję Cię poznać w Krakowie na spoktaniu z czytelnikami i ciągle jestem Tobą zachwocona:) Bardzo się cieszę, że ten cieżki okres masz za sobą. To była cenna lekcja, odnalazłaś siebie i można powiedzieć zakochałaś się na nowo. Życzę dużo milości, zrozumienia oraz wsparcia dla samej siebie! <3 Ty wiesz najlepiej czego potrzebujesz. Korzystaj z prezntów od losu, jak najczęściej i dziel się z nami swoimi doświadczeniami, kiedy tylko będziesz miała na to ochotę. Czekam i ściskam <3<3<3 P.S Życzę cudownych ostatnich dni na wybrzeżu Tasmanii!! :*

  • Karolina

    <3<3 Tak jak bym czytała o sobie..Generalnie uważam się za osobę o wysokim poczuciu własnej wartości ale czasem przy spotkaniu z niektórymi ludźmi i w pewnych sytuacjach tracę całą wiarę w siebie..Wtedy dopiero dociera do mnie jak dużo kompleksów w sobie noszę i jak mało pewności siebie posiadam..:(:( Wszystko łatwo powiedzieć ale w praktyce niestety nie jest już tak prosto..Tak więc życzę Ci dużo miłości ,zarówno do samej siebie jak i do świata!<3

  • Tak bardzo rozumiem Twoje słowa.Czułam tak bardzo podobnie 2 lata temu będąc na Malcie. Szczególnie bliskie są mi wnioski o ludziach będących drogowskazami. Mnie oni z kolei nauczyli czego od relacji nie chcę i jakich układów międzyludzkich powinnam unikać. A potem otworzyłam się na nowe i przyszło lepsze. Odkrywaj siebie dalej.

  • Cieszę się, że już lepiej się czujesz i że tak się wszystko potoczyło 🙂 Ja tam zawsze uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Trzymaj się cieplutko i jiż nigdy nie wątp w siebie i swoją zajebistość 😉 Wesołych świąt i szerokich lotów!

  • Ewelina Malina

    Leć, szalej, nie myśl, poddaj się fantazji i uczuciu! 💗
    Wszystkiego dobrego i do zobaczenia w Krakowie ;)!?

  • Super czyta się twoje teksty!! Życie zawsze będzie stawić wyzwania ale drogowskaz masz w sobie. Jesteś mega świadomą i rozwinięta kobietą i na pewno twoja intuicja poprowadzi ciebie we właściwe miejsce ❤️🙌

  • Jak Cię czasem czytam, to czuje się jakbym czytała swoje myśli. Powodzenia!

  • Kate Cloud

    Piszę to pod każdym Twym postem, no ale muszę: jakie piękne zdjecia! 😀
    Powodzenia 🙂