05
Mar-2017

Co z książką i dlaczego wyjeżdżam na rok… albo dwa?

wiza working holiday do Australii

Kupiłam bilety do Tajlandii na czerwiec. Na początku celowałam w Sri Lankę, ale przez długi czas nie pojawiały się żadne promocje lotnicze do tego kraju. Gdy tylko na facebookowym feedzie przewinął się lot z Warszawy do Bangkoku za 1000 zł w dwie strony wyciągnęłam kartę kredytową i zapłaciłam za bilety. Dwa tygodnie wypoczynku na jakiejś tajskiej wyspie – to brzmiało idealnie :). ALE… chyba nie wrócę do Polski po tych kilkunastu dniach. Jak wiecie, w ubiegłym roku dzielnie walczyłam o wizę working holiday do Australii i w końcu zdecydowałam, że ją wykorzystam. Nie byłam pewna czy chcę tam wracać, ale czuję, że mam jeszcze sporo do zrobienia w tym kraju :). Rok temu wraz z dziesiątkami innych osób koczowałam pod Ambasadą Australii w Warszawie, by otrzymać upragnione pozwolenie o pracę. Czas je wykorzystać. Żeby moja wiza nie przepadła muszę przekroczyć australijską granicę do 15 lipca.

Air Asia leci z Bangkoku do Perth już za 350 złotych. Chcę poczuć klimat zachodniego wybrzeża i zobaczyć, czy mogłabym tam mieszkać. Wiecie, jak wyglądałoby moje wymarzone miejsce do życia? Blisko morza, ale też gór lub wzgórz. Jednocześnie położone w niedalekiej odległości od miasta. Lubię kawiarnie, muzea, wieczorne wyjścia. Kto ogląda moje snapy ten wie ;). Mogłabym więc mieszkać na obrzeżach niedużego miasta nad oceanem. Na pewno nie Sydney – byłam tam kilka razy i wiem, że to nie jest miejsce dla mnie. Za głośno, za dużo samochodów i ten żar lejący się z nieba latem. DUŻE NIE! Może Perth to będzie to? A może Darwin? A może, jakieś miasto na Tasmanii?

88 dni ponad Zwrotnikiem Koziorożca

W listopadzie zmieniły się przepisy imigracyjne i teraz również Polacy mogą przedłużyć wizę working holiday o dodatkowe 12 miesięcy. Wystarczy przepracować 88 dni na północy Australii, a dokładnie nad Zwrotnikiem Koziorożca. Tak więc każda osoba posiadająca wizę working holiday, która przepracuje minimum 88 dni w turystyce, gastronomii lub rolnictwie na północnym terytorium Australii otrzyma w prezencie kolejne roczne pozwolenia na pracę i podróżowanie po Antypodach.

Wyląduję w Perth i zdecyduję co dalej. W czerwcu najlepiej byłoby pojechać do północnych miast Australii – Darwin, Broome, Port Douglas albo Cairns. Australijską zimą (naszym latem) Tasmania może być nieprzyjemna. Docelowo chcę zamieszkać i popracować w Byron Bay. To leniwe, surferskie miasteczko, pełne muzycznych festiwali, dobrego wege jedzenia, lekcji jogi i fal. To tam słońce wschodzi jako pierwsze w całej Australii…! Ale na to trzeba będzie poczekać… :). To mogłaby być wisienka na torcie, czyli ostatnie miejsce, w którym zamieszkam w Australii. Ale wiecie… Takich rzeczy nie planuje się z dużym wyprzedzeniem :).

Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak aplikować o wizę working holiday do Australii przeczytajcie moje wskazówki tutaj. Ekscytuje mnie ta kolejna, australijska przygoda. Na początku potrwa ona trzy, a może cztery miesiące.

Co z książką?

Jesienią książka trafi do sprzedaży. To oznacza mój powrót do Polski (tylko na chwilę).

W tym tygodniu rozpoczęłam współpracę z redaktorką. Maria Kula, specjalistka od książek podróżniczych przez najbliższe miesiące będzie moim mentorem. Dowiedziałam się o Marii od Anity Demianowicz, na której prelekcji byłam na początku lutego. Dziękuję Anito! Wierzę, że nic się nie dzieje bez przyczyny… Musiałam iść na tę prezentację, pogadać z Anitą, zejść na temat książek… i usłyszeć o Marii. Anita wydała w ubiegłym roku książkę o podróży po Ameryce Centralnej „Końca świata nie było”, którą właśnie czytam. Jestem ciekawa, co wydarzy się w kolejnych rozdziałach… Jak skończę zlecenie, nad którym obecnie pracuję, to może pokuszę się o napisanie recenzji.

Dlaczego ponad połowa książki poszła do kosza?

Po spotkaniu z redaktorką uświadomiłam sobie ile jeszcze przede mną pracy. Choć mam napisaną połowę, to jakieś 70% muszę stworzyć od nowa. A to dlatego, że całkowicie zmieniam oś książki.

Wiecie, cieszę się, że piszę tę książkę teraz, czyli prawie rok po zakończeniu podróży. Pewne rzeczy musiały we mnie dojrzeć. Dopiero teraz widzę, jak bardzo zmieniła mnie ta podróż. Spotkania z ludźmi na krańcach świata, zmagania z samotnością, zakochiwanie się nie tylko w krajach, ale i w mężczyznach. W moim sercu i głowie dokonała się ogromna transformacja. Choć jestem tą samą osobą, to zupełnie inaczej patrzę na świat.

Jedno wam mogę obiecać – to nie będzie kolejna relacja z podróży. To nie będzie opowieść w stylu „wsiadłam do samolotu, wspięłam się na wulkan, zjadłam piekielnie ostre curry”. To już było…

Będzie to osobista opowieść o podróży w głąb siebie, której tłem będą dalekie kraje, długie rozmowy pod gwiazdami, szalone decyzje, nagłe zwroty akcji. W trakcie 17-miesięcznej samotnej podróży dookoła świata stałam się nowym człowiekiem. I chcę wam o tym opowiedzieć.

Dużo ryzykuję… Wylewam na kartki papieru całą duszę. Opowiadam o najbardziej intymnych sferach, przyznaję się do błędów, mówię o rzeczach, których nigdy nie poruszałam na blogu. O których nigdy nie mówiłam na głos, nawet sama przed sobą. Których przez długi czas nie byłam świadoma. Jednak mam zaufanie. Wierzę, że będzie to dobra i wartościowa pozycja.

Zanim książka trafi do druku czeka mnie praca (być może na dwa etaty) w zimowej Australii. Byłoby idealnie, gdyby pierwsze egzemplarze wyszły późną jesienią. Lubię ten czas, gdy wieczory stają się dłuższe, a ja zakopana pod ciepłym kocem sięgam po książkę. Przylecę na chwilę do Polski, zorganizuję spotkania autorskie, poznam was (lub zobaczę was po raz kolejny), a potem wrócę do Australii. Akurat na sezon :).

Mam ogromne zaufanie do wszystkiego, co dzieje się w moim życiu. To cudowne uczucie. Jeżeli zrealizuję plany z tego wpisu będę szczęśliwa. Jeśli pojawi się nowa możliwość i zdecyduję przejść przez ten rok inaczej… Przyjmę to z pełną akceptacją.

Ufam, ale nie stoję w miejscu. Walczę o marzenia i swój rozwój. Jestem wdzięczna, za ludzi, których spotykam, nowe doświadczenia, codzienne odkrycia. A gdy na chwilę zatrzymam się i o tym wszystkim pomyślę – płaczę ze szczęścia.

Chcę się nim z wami podzielić. Poczekajcie proszę do jesieni.

4

 likes / 23 Komentarze
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

Oh no...This form doesn't exist. Head back to the manage forms page and select a different form.

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec