co zrobic ze swoim zyciem

Skończyłam dwa kierunki studiów, przez kilka lat zdobywałam doświadczenie zawodowe (robiłam coś, za czym do końca nie przepadałam), potem wyjechałam w długą, półtoraroczną podróż. Dwa tygodnie temu wróciłam do kraju. Co dalej? Gdzie ta wspaniała kariera, o której marzyłam siedząc w ławach uniwersytetu? Co mnie teraz czeka?

Być może obecnie również zastanawiasz się co zrobić ze swoim życiem. Wchodzisz w dorosłość, od lat robisz coś, co cię nie interesuje, albo nie potrafisz znaleźć właściwej drogi. Czujesz się cholernie niespełniony, ale nie działasz tylko czekasz. Wiesz co? Też tak miałam. Tkwiłam w robocie, która nie była spełnieniem marzeń, po pracy zrzucałam garsonkę i biegłam na siłownię, a następnie gotowałam kolację i szłam spać. Moje życie było naprawdę nieciekawe. Jednak w tej długiej podróży coś się we mnie zmieniło. Co takiego? Podejście do pieniędzy i pracy. Wiem, że nie urodziłam się po to, by płacić rachunki i umrzeć. Zobaczyłam za dużo pięknych i prawdziwych rzeczy, by teraz siedzieć w okropnej pracy i bezczynnie czekać na to, co przyniesie mi los.

Chodzi o to, by znaleźć coś, co kochasz. By móc powiedzieć „cholera to jest to”! Mogę robić to do końca życia i spełniać się. Nie umrę z nudów. Będę się rozwijać.

Ale jak znaleźć „to coś”? Te dwa pytania mogą okazać się pomocne:

  • Co byś robił, czym byś się zajmował, gdyby pieniądze nie istniały?
  • Z czego naprawdę byś się cieszył?

To nie chodzi o to, by od razu stawiać sobie wysoko poprzeczkę. Nie każdy po skończeniu studiów dostaje pracę marzeń. Chodzi o to, by znaleźć coś, co naprawdę lubisz. Ale zanim pojawi się wymarzona posada musisz się najpierw pouczyć się, poczytać, doszkolić. Kręci cię nagrywanie krótkich filmów, ale pracujesz w kompletnie innej branży i nie wierzysz, że kiedykolwiek mogłabyś się z tego utrzymać? Zmień myślenie. Jeśli naprawdę lubisz coś robić, nieważne co to jest i będziesz się rozwijać w tej dziedzinie, ostatecznie zostaniesz mistrzem, ekspertem – nazwij to jak chcesz. Za kilka lat twoje umiejętności będą warte dobre pieniądze.

Jeżeli zajmiesz się czymś, czego kompletnie nie znosisz zmarnujesz swój czas i… życie. Nie warto. Najważniejsze jest znalezienie długoterminowego celu, wspinanie się po niewidzialnej drabinie, stawianie małych kroczków.

Karolina skończyła polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nigdy nie lubiła tych studiów, ale skoro je zaczęła, to (pod presją rodziców) postanowiła skończyć. Nie widzi siebie w roli nauczycielki, korektorki czy edytorki. Kilkakrotnie (jeszcze w trakcie studiów) mówiłam jej: „Karolina, idź na architekturę krajobrazu! To jest twoje marzenie. Na co czekasz? Przecież nie musisz kończyć polonistyki. Po co tracisz czas. I tak nie chcesz pracować w tym zawodzie”. Po jakimś czasie się poddałam. Niedawno znowu się spotkałyśmy i porozmawiałyśmy na ten temat. Gdy weszłam do kawiarni Karolina siedziała już przy stoliku. Ubrana była w zieloną sukienkę w drobne kwiaty, opierała głowę na dłoni i przeglądała magazyn „Zieleń Miejska”.

– I co tam, jak praca?

– Beznadziejnie, ale wolę nie narzekać, bo tylko się dołuję. Wiesz, już dwa lata pracuję w bibliotece, zdobyłam doświadczenie. Może wkrótce przeniosę się do jakiegoś biura, tylko żeby mieli trochę przestrzeni. Duszę się tu.

– A co z twoją wymarzoną pracą? Robisz coś w tym kierunku?

– Wiesz, pięć lat studiowałam, już dwa pracuję, to łącznie siedem lat. Nie mogę sobie pozwolić na rozpoczęcie nowych studiów. Jakbym je skończyła, to miałabym 31 lat!

– No i co z tego? – pomyślałam…

Nigdy nie zrozumiem takiego podejścia. Czy lepiej iść na nowe studia, dać sobie kilka lat na naukę czegoś, co cię pasjonuje, a potem pracować w wymarzonym zawodzie przez kilkadziesiąt lat? Czy lepiej męczyć się w beznadziejnej firmie 30, 40 lat, bo studiowało się jakiś kierunek przez pięć i po prostu żal to tak zostawiać? Czym jest pięć lat w porówaniu do 40? Czym jest pięć lat w porównaniu do całego życia?

Wiem, że być może przez najbliższych kilka lat nie będę robić rzeczy, o których marzę (i na nich zarabiać), ale cały czas na nie pracuję. Stawiam małe kroki i zbliżam się do swojego celu. Nie czekam na cud, korzystam z każdej wolnej chwili, doszkalam się, uczę.

Od kilkunastu miesięcy wiem jaka praca sprawi mi radość. Jaką pracą wniosę coś pożytecznego do tego świata. Poszukując swojej misji trafiłam na artykuł „Life on purpose”, w którym znalazłam 15 pytań. Zamknęłam się w pokoju, wzięłam kartkę papieru i szczerze na nie odpowiedziałam. Co mi wyszło? Okazało się, że osiągnę szczęście jeśli w pracy zawodowej będę pomagać ludziom. I nie muszę zostać pielęgniarką czy ratownikiem, by tego dokonać. Powinnam po prostu w jakiś dobry, pozytywny sposób wpływać na życie drugiego człowieka.

A wy? Znaleźliście swoją życiową misję?

7

 likes / 39 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • Ja już wiem od liceum, co chciałabym robić w życiu, ale słysząc „idź na jakieś normalne studia”, „w tym zawodzie tylko nieliczni się wybijają” zrezygnowałam. Chyba bardziej niczego nie żałuję jak tego, że posłuchałam tego głosu. Ale hej, całe życie jeszcze przede mną, a papier po studiach naprawdę w tym czasach już nic nie znaczy. Róbmy, to co kochamy – tylko wtedy będziemy szczęśliwi, po prostu żyjąc.

  • Ja szukam sposobu, żeby żyć z mojej pasji i z tego, co lubię, ale… niestety nie jest to nisza. Jestem w takiej sytuacji, że zaczynam życie zawodowe od nowa. Dotychczasowe moje zajęcie z tymczasowego, takiego, żeby tylko uniknąć płacenia 1000 pln ZUSów bez wielkich przychodów zamieniło się w zjadacz czasu i energii. Teraz uwolniłem się od tego przez przypadek i nie wiem co dalej… Nie wiem w którą stronę biec.
    Ale mam nadzieję, że Twoja misja zaprowadzi cie w same fajne miejsca. 🙂

  • przypomniała mi się moja własna historia. w liceum przez rok byłam w mat-fizie, potem dwa lata w biol-chemie, a następnie trafiłam na wydział humanistyczny i nauczyłam się (wymarzonego wówczas) języka obcego, po czym rzuciłam to i zaczęłam pracę w sprzedaży, a na końcu zostałam copywriterem i pracuję nad rozwinięciem własnej działalności. dopiero teraz jestem zadowolona – robię to co lubię i na dodatek mogę jednocześnie pracować i podróżować, nie tkwiąc 8 godzin dziennie w biurze z 20-ma dniami urlopu rocznie. serio, na dobre zmiany nigdy nie jest za późno!

  • Wow! Co za zbieg okolicznosci. W weekend byłam na warsztatach z coachem i wyszło mi dokładnie tak samo 🙂

  • Blr93now

    Współczuję ludziom którzy poszli na studia pod namową rodziców 🙁 przecież to nie im potem będą się spowiadać z satysfakcji życiowej, tylko siądą i będą płakać. Cieszę się, że jestem na studiach o których marzyłam, że kosztuje mnie to cholernie dużo czasu i pracy, ale wiem, że kiedyś będę wychodzić z pracy i będę zmęczona ale szczęśliwa 🙂 nie ważne za jakie pieniądze 🙂

  • Ewelina W

    ja od dzieciaka widziałam siebie tylko w jednym zawodzie, zawsze o tym marzyłam, a w liceum dałam się zwieść i zdołować otoczeniu, że przecież nie dam rady, to nie dla mnie, jestem za słaba (dzięki mamo)…zrobiłam licencjat w kompletnie innej dziedzinie (która też na początku mnie interesowała, ale to nie to ;/), w tym roku ponownie pisałam maturę i jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli to od października zaczynam studia, o których zawsze marzyłam. Zapewne każde wakacje będę spędzać pracując w polu w Holandii, a przez resztę roku ostro wkuwać, ale no właśnie, czym jest te ponad 5 lat w porównaniu z całym życiem? Wymarzone studia skończę mając prawie 30lat…

    • Będę trzymać kciuki z całych sił! Słuchaj, czas i tak upłynie. A niedługo będziesz robić to, co lubisz :).

      • Ewelina W

        Dzięki za kciuki, dostałam się bez problemu 🙂 teraz tylko odkładanie kasy i przeprowadzka na drugi koniec Polski po raz drugi 😀

  • Karolina Re.

    Moja historia też zbyt kolorowa nie jest. Od dziecka wiedziałam, że chcę być prawnikiem. Kiedy z koleżankami bawiłyśmy się lalkami, one były piosenkarkami, aktorkami itp. Moja Barbie zawsze zasuwała z aktówką i była adwokatem. Maturę zdałam wzorowo, na studia egzamin zdałam (2001 rok) z ósmą lokatą, na ponad dwa tysiące osób. Po drugim roku okazało się, że nienawidzę tych studiów, że nie przepadam za ludźmi, z którymi tam jestem, nie podoba mi się ich światopogląd. Rzuciłam studia – pierwszy raz. Mama zrobiła mi taką awanturę, że po roku znów na nie wróciłam. Jedynie z wyrzutów sumienia. Na samą myśl, że mam się uczyć czegoś, co sprawia, że chce mi się rzygać (przepraszam), było mi słabo. Studia opłaciłam depresją. Byłam nieszczęśliwa i sfrustrowana. W trakcie studiów podjęłam się pracy – w domu maklerskim. Znów się wyżyłowałam do cna, depresja się pogłębiała, ale przecież miałam ęą pracę i studiowałam na najlepszym wydziale w Polsce, „czy wiesz ilu ludzi marzy o tych studiach?” – mówili mi. Mówili mi, że jestem rozkapryszona i że mi się nie chce, że nie doceniam. Obowiązek tkwienia w tym był silniejszy, na dodatek doładowany wyrzutami sumienia, bo przecież jak można rzucić takie coś… Nie szło mi, a im bardziej mi nie szło, tym bardziej się frustrowałam. I tak w kółko. Dla rozluźnienia poszłam na inne studia, niby takie hobbystyczne. Ale te z kolei znudziły mnie po dwóch semestrach, bo nie dowiadywałam się na nich niczego nowego. Byłam ogromnie rozczarowana. Kolejna praca, znów ambitnie, znów odpowiedzialnie. I znów dół. Potem własna firma, ale też nie „moja”. Rodzinna. Rodzinna bardziej rządziła i wiedziała lepiej niż ja sama. DÓŁ WIELKOŚCI ROWU MARIAŃSKIEGO. Obecnie mam 33 lata i nie wiem kim jestem, bo nigdy nie robiłam niczego dla siebie, nie słuchałam siebie, wygodnie mi było mieć te ęą studia, pracę, firmę, której nawet nie lubiłam. Postanowiłam już więcej nie robić niczego dla ludzi, dla pozorów, niestety na chwilę obecną nie wiem kim jestem. Wciąż się zastanawiam co dalej, wciąż szukam.

    P.S.
    Gdyby pieniądze nie istniały, to pisałabym książki, artykuły do gazet, mieszkała na wsi oraz miała hodowlę psów i kotów. W sumie to brzmi jak dobry plan. 😉

    • Karolina

      Rzeczywiście ” trzeba mieć jaja”, żeby powiedzieć „nie”, zwłaszcza jeśli jest to ktoś bliski (przynajmniej teoretycznie). Dla kogoś twoja praca to marzenie, ale to nie on wstaje do niej codziennie, tylko ty. To, że nie miało się wcześniej siły przeciwstawić nie jest złe- to było kiedyś, teraz jest teraz. Wyciagnij z tego wnioski. Czas leci- spróbuj pomyśleć „jeśli nie teraz, to już nigdy”. Masz doświadczenie czego nie chcesz, wiesz co byś zrobiła ” gdyby pieniędzy nie było”. Odwagi! 🙂

    • Kaska M

      Karolina ta jest przepiekny plan pelen pasji .dlaczego nie wdrozyc go w zycie? hmmm a ja taka madra a sama z reka w nocniku. dlaczego latwiej nam ciagnac kogos do gory i wspierac innych marzenia nic walczyc o swoje? ja tam mam. od lat.teraz na rozstaju drog znow. wszystkiego czego sie dotknelam ble po jakis czasie nie jest juz moje.

      ps. gdybym sie nie bala, bo u mnie tylko o to chodzi, pisalabym ksiazki , podrozowala, krecila filmy i kto wie co jeszcze. ah gdybym … brzmi jak wymowka.

  • Póki co jestem na początku drogi, by odnaleźć siebie i swoją drogę życia. Czuję się zagubiona, ale wiem, że chcę znaleźć właściwy kierunek. A to już chyba pierwszy krok we właściwą stronę, prawda?;)

  • Pawel

    Values and goals z podlinkowanej strony to tak jakbym czytał sam siebie (poza domem w Vancouver). Ktoś poskładał moje myśli, miło 🙂

  • Karolina

    Ja studia wybralam sama ale nie byla to do konca przemyslana decyzja. Juz na 3 roku wiedzialam, ze psychologiem nie zostane ale szkoda bylo mi rzucac studia. Jesli po skonczeniu szkoly sredniej, ktos nie jest pewny co robic, poczekaj rok, dwa, podrozuj jesli masz mozliwosc, potem decyduj o wyborze studiow czy pracy. Na szczescie odkrylam podroze i tak jak ty Aniu wiem, ze nie chce spedzic zycia za biurkiem chyba, ze bede robic cos ciekawego zza niego:) Niedlugo koncze 30 lat i tez sie jeszcze zastanawiam co robic w zyciu ale jestem pewna, ze bedzie dobrze 😉 Dzieki za motywujacy post.

    • Bardzo proszę! Też jestem tego zdania, że jak człowiek nie wie co robić po liceum, to najlepszym rozwiązaniem będzie przerwa na podróże, dorywczą pracę a może jakiś ciekawy staż. Powodzenia w poszukiwaniu swojej drogi :).

  • Tomek

    Polecam kilka ksiazek ktore pomagaja znalezc swoja droge:
    – model biznesowy ty
    – droga artysty
    – 4godzinny tydzien pracy

    Strony www:
    – live your legend
    – rich 20something

    Warto zyc aby pomagac ludziom.
    Mozna to robic na rozne sposoby – wazne aby znalezc odpowiedz na pytanie: „w jaki sposob ja chce pomagac innym”?

  • Rafał

    Mam teraz ten problem o którym piszesz. Nadal nie potrafię znaleźć swojego celu. Studiowałem kulturoznawstwo prawie 2 lata, przerwałem i skończyłem studia na wydziale fizyki jako inżynier. teraz mgr na politechnice, a nadal nie wiem czy to moje powołanie, bo zawsze chciałem (po cichu sobie marzyłem) o czymś bardziej kreatywnym, artystycznym niż programista na linii produkcyjnej. Teraz myślę, żeby jakoś z tego się wyrwać i nadszarpnąć strefę komfortu starając się o w Erasmusa do Niemiec, a potem już (oby) nieco bliżej do wyjazdu dalej…

    Oby 😉

  • Fru

    Jako nastolatka projektowałam strony internetowe. To mnie kręciło i dawało upust artystycznym ciągotom. W tamtych czasach Internet to była jeszcze nowość więc dla otoczenia moje hobby nic nie było warte. Pod naciskiem poszłam na politologię. Głupia ja 😉 Po trzech latach, nic nikomu nie mówiąc rzuciłam je. W między czasie oddawałam się pracy zawodowej – marketing, badania marketingowe. Moja kariera przebiegała trochę jak w amerykańskim śnie: od ankietera do szefa całego działu 😉 Kocham to co robię. Ale… w pewnym momencie poczułam, że to za mało, że czegoś mi brakuje. Uświadomiłam sobie, że od 10 lat nie patrzyłam na moją sztalugę, nie miałam ołówka w ręku, nie robiłam zdjęć. Poza tym w d. byłam i czarność tylko widziałam 😉 W 31 wiośnie powoli zaczęłam zmieniać swoją rzeczywistość, przekraczać te słynne granice komfortu co to wszyscy mówią, że istnieją, a nikt ich nie widział. Dlatego jestem zaskoczona, że dwudziestoparolatek może mówić, że jest zbyt późno na zmiany. Nigdy nie jest za późno 🙂

  • Oj jak długo się męczyłam z wyborem swojej drogi. Ba, powstanie bloga miało mi też pomóc. Miotałam się między tym jakie studia skończyłam (prawo) a podróżami. Bardzo nie chciałam iść na aplikacje, zostać korposzczurkiem, męczyć się za żałosne pieniądze w kancelarii i pisać bezsensowne pozwy do końca życia.
    Wybrałam doktorat i póki co wolontariaty. Pomaganie ludziom to również dla mnie najlepsza opcja 🙂 Tylko wciąż nie wiem czy da się za to żyć j podróżować? Czy to nie stawia nas przed wyborem albo albo?
    Straszne jest to jak ludzie boją się zmienić kierunek, ale rozumiem. Mi też było żal 5 lat studiów, czasu i wysiłku jaki w to włożyłam. Dlatego wybrałam coś co jest z tym związane, co daje mi możliwość rozwoju, eliminuje dzień pracy 9-17, którego bym nie zniosła i stwarza również czas na pomaganie w obrębie zawodu, żeby tej możliwości też nie zmarnować.
    Ale czasem chyba warto zacząć od nowa. Mnie do takich motywacji motywuje wyobrażenie siebie przed śmiercią, i najokropniejsze uczucie jakie można wtedy poczuć – żal, że czegoś nie zrobiliśmy.
    To nie jest proste, szczególnie gdy wszyscy dookoła idą standardową drogą i patrzą na Ciebie jak na kosmitę. Wtedy pojawiają się pytania, czy dobrze robimy, a może też tak trzeba było postąpić, stałoby się na pewnym gruncie. Ale czy to fajne wiedzieć juz teraz jak będzie wyglądała reszta naszego życia?
    Pozdrawiam 🙂

    • Masz sporo racij w tym, co piszesz. Czym się dokładnie zajmujesz? Ciekawi mnie to :). Fajnie, że udało ci się połączyć pasję z pracą, a właściwie wolontariatem. Życzę Ci tego, byś mogła kiedyś na tym zarabiać.

      • Aktualnie jestem wolontariuszką w Ośrodku dla Uchodźców pod Łodzią, gdzie teraz mieszkam. Do tego w swojej pracy naukowej częściowo zajmuje się tematyką migracji. Mam nadzieję kiedyś pracować w fundacji itp. jako prawnik i chyba w ten sposób połączyć chęć pomagania z wybranym przeze mnie kierunkiem studiów. Kokosów na tym nie zarobie, ale przynajmniej ma to jakiś głębszy sens 😉

  • Jak ja się cieszę, że nikogo nie słuchałam, tylko siebie. Choć ani trochę łatwo nie było, żeby postawić na swoim, daleko do tego co bym chciała ale wiem, że idę w tym kierunku, w którym ja chcę. Jak czytam komentarze niżej, to aż mi słabo i przykro. Nie ma sensu iść na coś na siłę, pod czyjeś dyktando, przecież to powinien być wybór każdej osoby, dla siebie, po co później się męczyć całe życie…
    Świetny artykuł! Tak samo, jak spotkanie z Tobą w Krakowie w Kossaku :))

  • Trafiam już na kolejny wpis z serii „nie idź na studia”, popularny ostatnio na wielu blogach. Cały czas się nie zgadzam z takim podejściem, teraz zdecydowałem się naprodukować i uzasadnić dlaczego. Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę, że studia nie są po to, żeby przygotować nas do pracy w zawodzie. Sam kiedyś myślałem inaczej. Dlatego na moją uczelnię wybrałem krakowską AGH. Pilnie pokonywałem kolejne sesje i coraz bardziej liczyłem na dobrą pracę w branży. Wszystko zaczęło się zmieniać na trzecim roku, gdy wraz z kilkoma osobami udaliśmy się na poważną rozmowę, jak się okazało, z moim przyszłym promotorem. Chcieliśmy sobie załatwić dodatkowe przedmioty traktujące o przepisach prawa budowlanego, bo tego nie mieliśmy przez jakieś typowe zapychacze. Podczas tego spotkania usłyszałem ” Marek, my nie jesteśmy tutaj, żeby was przygotować do pracy w zawodzie. Jesteśmy tu, żeby nauczyć was myśleć, wtedy po ukończeniu AGH będziecie mogli robić, co tylko sobie wymarzycie.” No i wtedy zapaliła mi się lampka. Faktycznie gość miał sto procent racji. Studia to taki czas, kiedy możemy rozwijać swoje pasje i zainteresowania, jednocześnie mogąc zapewnić dobry start w „typowe” życie jeśli stwierdzimy, że takiego właśnie chcemy. Przy najmniej u mnie tak było, nie miałem problemu ze zniknięciem na dwa tygodnie, czy miesiąc w środku semestru. Choć wiadomo, potem trzeba było nadrobić.
    Zacząłem jeździć autostopem. Najpierw Turcja, Grecja i reszta Bałkanów. Takie wyprawy na trzy tygodnie, miesiąc. Generalnie nic szczególnego. Zakochałem się w takim podróżowaniu, bo przygody, bo tanio, a jak wracasz to jesteś zmęczony, ale i szczęśliwy jak nigdy. Oczywiście mimo tego dalej się angażowałem na uczelni organizując szkolenia w różnych firmach, konferencje, czy biorąc udział w sesjach naukowych. Czasu było wystarczająco. Wiedziałem już także, że po studiach chcę wyruszyć w jakąś naprawdę niesamowitą przygodę. Tuż przed obroną dostałem świetną ofertę pracy z firmy moich marzeń. Jednak zamiast tego odmówiłem, spakowałem plecak i stwierdziłem, że chcę zacząć żeglować. Dotarłem jachtostopem na Karaiby i wróciłem tą samą drogą. Przeżyłem setki przygód, przepłynąłem dwa razy ocean, mimo że nigdy wcześniej nie byłem na jachcie. Budżet wynosił 5 euro dziennie, dało się. Po dziewięciu miesiącach podróży za pracę na etacie brał się nie będą. Wyjazd zaowocował powstaniem bloga i przekonaniem, że to narzędzie otwierające wiele drzwi do zostania zawodowym podróżnikiem. Taki jest plan i cieszę się, że wreszcie jest. To wszystko dzięki temu, że poszedłem na studia. Wystarczy dobrze je wykorzystać i nie chodzi wcale o zakuwanie dla dobrych ocen. Ja całe przejechałem na 3.0 i do przodu. Jednak na koniec mogłem wybierać między szaloną podróżą bez pieniędzy, a pracą w wymarzonej firmie. Możliwość tego wyboru była dla mnie niezwykle ważna, bo teraz nikt nie może mi zarzucić (włączając w to mnie), że uciekłem w podróżowanie z braku innych opcji. Pozdrawiam!

    P.S. Nadia! Byłem ostatnio na twojej prezentacji z podróży dookoła świata. Muszę powiedzieć, że nigdy wcześniej nie widziałem tak fajnego filmu z wyprawy. Świetny projekt! I mówię to jako osoba, która już nie patrzy na takie wyjazdy WOW! i OCH! JAK TO MOŻLIWE?!

    • „Trafiam już na kolejny wpis z serii „nie idź na studia”, popularny ostatnio na wielu blogach.” – chyba nie czytałeś tego tekstu ze zrozumieniem. Morał tego wpisu jest następujący: idź na studia, tylko takie, które będą ci się podobać i będą zgodne z twoimi zainteresowaniami. Dlaczego męczyć się przez całe życie w pracy, która nam kompletnie nie odpowiada?

      Zgadzam się, że czas na studiach trzeba jak najlepiej wykorzystać. Osobiście szczególnie polecam staże – nie załatwiajcie sobie podpisów na lewo, potem się tego żałuje. Lepiej skończyć studia i mieć np. 6 miesięcy doświadczenia niż 0.

      Cieszę się, że podobało Ci się moje spotkanie i film. Dzięki za miłe słowa :).

      • Zrozumiałem morał, trochę niefortunnie dobrałem ten początek komentarza. To pod wpływem wpisów z innych blogów tak mnie naszło. Ja z kolei chciałem powiedzieć, że jeśli nawet już wiesz o tym, że kierunek studiów to nie jest twoja pasja to czasami naprawdę warto skończyć. Można się wiele nauczyć, stanąć przed szansą rozwiązywania problemów na drodze do celu. I nie ważne, co jest celem. To taki fajny trening, gdy jeszcze nie mamy takiej odpowiedzialności, przed wkroczeniem w poważne życie. No i zyskujesz oczywiście szerszy pogląd na świat. Wiem, że podróże zapewniają to jeszcze lepiej, ale też nieco inaczej. Ja całą magisterkę wiedziałem „to nie to” ale nie żałuje jej ukończenia. Chwała tym, którzy trafili z tym, co chcą robić po maturze, bo to nie łatwa sztuka. Ja na pewno nie byłem na tyle dojrzały, żeby się odważyć spełniać wtedy marzenia i poszedłem na studia z rozsądku, co akurat dobrze mi wyszło.

  • Edek z krainy kredków

    A jakie studia skończyłaś?

    • Dziennikarstwo i stosunki międzynarodowe. W liceum chodziłam do klasy o profilu dziennikarskim, więc już wcześnie wiedziałam z czym chcę mieć w przyszłości do czynienia. Jestem zadowolona z wyboru studiów.

  • Tytuł artykułu – perfekcyjny! Mam wrażenie jakbym czytała o sobie i wielu rówieśnikach, którzy ze mną na ten temat rozmawiają. Ja też poszłam na studia pod presją – przecież po liceum nic nie ma! Wybrałam dziennikarstwo, ale nigdy nie byłam do tego do końca przekonana. Po pierwszym roku wyjechałam na wakacyjną pracę do Anglii i myślałam, żeby je rzucić, ale „szkoda przecież marnować tego roku, zwłaszcza jak się już wyłożyło 3000zł za zaoczne studia”. Wróciłam więc do Polski i tak dalej się męczyłam, do końca nie wiedząc, co chcę ze sobą zrobić. Na trzecim roku pojechałam na Erasmusa do Irlandii, podszkoliłam angielski, nabrałam pewności siebie. W końcu ukończyłam licencjat i nie żałuję.. dziennikarstwo nie jest moim wymarzonym zawodem i jakoś nie widzę siebie w tej roli, ale w ciągu tych trzech lat zdobyłam mnóstwo życiowego doświadczenia. Musiałam sama pracować na wynajęcie mieszkania i opłacenie studiów, ale przede wszystkim poznałam nowych ludzi, a przy tym z goła inne poglądy, które ukształtowały mnie na nowo. Zmieniłam się jako człowiek i to jest największy plus tych studiów. Po licencjacie powiedziałam sobie dość, spakowałam po raz kolejny walizkę (podróże zawsze były moją wielką pasją) i jestem teraz w USA na programie wymiany kulturowej. Uczę się dalej angielskiego, podróżuję po Stanach i przy okazji uczę się pływać, bo po powrocie do Polski chcę spróbować spełnić swoje zawodowe marzenie i aplikować jako stewardessa. Nie wiem czy ta praca mnie na prawdę uszczęśliwi, ale jeśli nie spróbuję, nigdy się o tym nie przekonam 🙂 Warto zatem próbować i nie poddawać się po pierwszych niepowodzeniach.. szukajcie a znajdziecie!

  • Magdalena

    Omg! Super tekst!! Dokładnie tak jak piszesz, czym jest 5lat, wobec całego życia?
    W życiu trzeba być szczęśliwym i robić to co się lubi!
    Zapraszam do mnie http://www.pantofelwpodrozy.pl

  • Zabieram się za test! Do nas szczęście przyszło właśnie wtedy kiedy po pierwsze przestaliśmy przejmować się opinią innych i robić to, co sprawia nam ogromną przyjemność. Liczę na to, że będzie co raz lepiej i za parę lat w pełni będziemy mogli się temu poświęcić, a wszystkie plany na które będziemy ciężko pracować, zrealizują się 🙂

  • naScenie.info

    I własnie o to chodzi by robić to co się lubi. Jak dziś się nie uda trzeba spróbować jutro. Kto szuka to znajdzie.

  • Pingback: 3 historie z mojej ostatniej podroży, które zainspirują się cię do zmian - Nadia vs. the WorldNadia vs. the World()

  • Dominik

    Witam,
    Robisz świetny blog.
    Co do misji..mam wrażenie, że to się też może zmieniać, warto obserwować siebie (co jest twoje, co mniej).
    Nie koniecznie szukać szczęścia w pracy/zawodzie/hobby, ona bardziej wynika z tego czy jesteś blisko siebie..zeby poznać siebie też potrzeba czasu 🙂 mam nadzieje że nie leci banałem i alhemikiem 🙂
    Naprawdę jestem pełen podziwu dla Ciebie i czytelników, pozdrawiam z małego miasta na Podkarpaciu 🙂

  • Marlena

    Mialam nadzieje ze wreszcie sie dowiem co do cholery zrobic ze swoim zyciem, a tu klapa..kolejny artykul z cyklu: „idz za glosem serca i rob co cie kreci”. Sek w tym ze jeszcze nikt sensownie nie opowiedzial co zrobic kiedy NIC cie nie kreci! Tkwie od lat w pracy ktorej nienawidze i zjada mi to dusze od srodka i owszem rzucilabym to w cholere od zaraz tylko co robic kiedy naprawde nie wie sie co sie chce robic…

    • Ok, zastanów się przez chwilę co ci sprawia największą przyjemność? Pisanie, czytanie, śpiewanie, gotowanie, sport, przebywanie na łonie natury, spędzanie czasu z ludźmi, bycie w samotności? Jaka rzecz sprawia, że tracisz poczucie czasu? Jakie działanie przychodzi ci naturalnie? Nie masz czegoś takiego? To próbuj nowych rzeczy.
      Mało rzeczy na tym świecie przychodzi łatwo. Nawet szukanie pasji może być wyzwaniem. Warto jej szukać, a potem małymi kroczkami przemieniać ją w zawód. Trzymam kciuki.

  • Marlena

    P.S. mysle ze gdyby pieniadze nie istnialy to NIC bym nie robila, tylko lezalabym gdzies na plazy w tropikach

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec