30
Wrz-2015

1000 km wybrzeżem z Gold Coast do Sydney, czyli mój pierwszy australijski road trip

road trip

Miałam zasmakować stopa w australijskim wydaniu, jednak ktoś pokrzyżował moje plany i zabrał mnie na tygodniowy road trip z Gold Coast do Sydney. Przejechałam ponad tysiąc kilometrów, odwiedziłam małe mieściny i wielkie metropolie, bawiłam się w australijskiej spelunie, skakałam z kangurami i przyznaję, że Australia zachwyciła mnie na wskroś.

Kocham Australię. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia, chociaż na początku odrzucałam to uczucie, bo miałam wrażenie, że zdradzam Stany – mój drugi dom, który spadł na trzecie miejsce. Jak mówią, emocji nie da się kontrolować, więc akceptuję moją miłość do Australii i pozwalam by uczucie rosło. Nie mogę uwierzyć, że jestem tu od ponad czterech miesięcy. A miały być tylko trzy tygodnie…

Jeśli przylecicie kiedyś do Australii, to rozejrzyjcie się za tzw. relocation deals. Polega to na tym, że dostajecie kampera na własny użytek, zawozicie go z jednego miasta do drugiego, płacicie średnio 5 dolarów dziennie, a często otrzymujecie dodatkowe 100 dolarów na paliwo. Pisała o tym ostatnio Julia. Niestety trochę się zgapiłam i samochód uciekł mi sprzed nosa, ale kuzyn nie pozwolił, by to zrujnowało nasz wyjazd i wypożyczył jeepa na kilka dni. Oto lista 6 miejsc, które musicie zobaczyć.

byron bay1 byron bay

1. Hipisowskie Byron Bay

Nasz pierwszy przystanek to najbardziej wysunięty na wschód punkt w Australii – Byron Bay. Biała latarnia morska położona nad groźnym klifem, zimne lokalne piwo i dziesiątki surferów u stóp… Całkiem niezły początek wyprawy. Co najbardziej przyciąga mnie do tego miasteczka to wyluzowana, hipisowska atmosfera. W moich żyłach zawsze płynęła hipisowska krew. Najchętniej całymi dniami chodziłabym boso, nosiła zwiewne sukienki w duże kwiaty i brzdękała na gitarze. Urocze kafejki wyrastają tu jak grzyby po deszczu i walczą o miejsce z ciucholandami, w których sprzedaje się ubrania z podobizną Boba Marley’a.

south west rock

2. Najpiękniejszy zachód słońca w South West Rock

Dotarliśmy do South West Rock, gdy słońce chyliło się ku zachodowi. Niewielkie fale leniwie rozbijały się o rozgrzane skały, obłędnie granatowa woda rozlała się po horyzont, a w nozdrzach zagnieździł się zapach morza… Czy jest ktoś, kto nie lubi zapachu oceanu? Usiadłam na pomarańczowym kamieniu i pozwoliłam sobie odpłynąć. To tutaj, w South West Rock podziwiałam najpiękniejszy zachód słońca w Australii. Może i dobrze, że rozładował mi się aparat. Jedna fotka z telefonu.

hotel dorrigo

3. Dorrigo, miasto owiane tajemnicą

Dorrigo to miejsce w Australii, które trzeba koniecznie odwiedzić. Spacerując po tym osnutym mgłą miasteczku miałam wrażenie, że byłam na planie mrocznego thrillera. Centralnym punktem jest stary, pożółkły, ale ciągle działający hotel z 1925 roku, zbudowany przez greckiego imigranta. Mieszkańców nie widać wcale, a gdy jakimś cudem na ulicy pojawi się przechodzień nie licz na przyjacielskie pozdrowienie. W restauracji nie mieli pojęcia czym jest weganizm. Zamówiłam mrożoną kawę bez mleka, bo nie mieli roślinnego, ale do szklanki wrzucili dwie gałki lodów. Kanapkę z warzywami obficie posmarowali majonezem. Czas się tu zatrzymał. Może i dobrze…?

dorrigo national park

dorrigo 1

4. Najbardziej niezwykły las świata

W okolicach miasta znajduje się kilka niezwykłych parków narodowych. Naszym ulubionym był zdecydowanie Dorrigo National Park. Chodziliśmy po górskich szczytach, podążaliśmy szlakiem położonym w sercu tropikalnego lasu deszczowego, piliśmy wino pod wodospadem. Najbardziej utkwił mi w pamięci spacer po lesie deszczowym, który jest oknem do przeszłości, bo stanowi niezastąpiony zapis życia na naszej planecie. Niektóre rośliny pochodzą z czasów… dinozaurów.

5. Balet w spelunie

W Port Macquarie założyłam sukienkę, która od trzech tygodni czekała na specjalną okazję. Tego wieczoru wzięłam długą, aromatyczną kąpiel, ogoliłam nogi, po raz pierwszy od dłuższego czasu nałożyłam tusz do rzęs, po czym byłam gotowa do wyjścia. Miałam ochotę się wyszaleć, tańczyć do białego rana. Recepcjonistka poleciła nam klub położony 10 minut piechotą od hotelu. Stanęliśmy przed bramką szczęśliwi i podekscytowani, a gdy prawie przekroczyłam próg ochroniarz zatrzymał mnie i odmówił wejścia, bo nie miałam przy sobie dowodu. Wróciliśmy do pokoju po dokumenty, ale gdy dotarliśmy do knajpy było już po 1 w nocy i przestali wpuszczać gości. Zza rogu dochodziła głośna muzyka, więc skierowaliśmy się w stronę jej źródła i tym sposobem dotarliśmy do największej speluny w mieście. Moja sukienka nie za bardzo pasowała do tego miejsca. Podpici panowie mieli na sobie sandały i skarpety, a pijane panie czerwone spodenki z lateksu odkrywające pośladki. Wypiliśmy po trzy szoty i w pełni oddaliśmy się muzyce, a co!

sydney

6. Sydney

W życiu nie myślałam, że kiedykolwiek usiądę na schodach słynnej opery. Sydney od dziecka było dla mnie tak zwanym końcem świata. Tylko jeden obrazek kojarzył mi się z tym miejscem i tobie pewnie też – imponujący pokaz fajerwerków na tle Harbour Bridge. Zaplanowaliśmy trzy intensywne dni w mieście, jednak choroba i pogoda pokrzyżowała nasze plany. Udało nam się objechać Sydney czerwonym autobusem, zjeść frytki z winegretem pod najsłynniejszym mostem Australii i poobserwować mieszkańców pracujących w dzielnicy biznesowej. Kolejne dwa dni spędziliśmy w hotelu oglądając filmy na wielkim ekranie i zamawiając jedzenie do pokoju. Tuż przed lotem powrotnym do Gold Coast złapaliśmy gumę w wypożyczonym samochodzie i gdy wysiedliśmy żeby założyć koło zapasowe z nieba wylało się morze deszczu, prosto na nasze głowy. Nie było to najlepsze pożegnanie drogie Sydney. A może by tak znowu się zobaczyć? Co powiecie na relację z sylwestra w Sydney?

2

 likes / 26 Comments
Poleć ten post:
Jeśli chcecie być na bieżąco z moim blogiem zapiszcie się do newslettera. Raz w miesiącu napiszę do was list.

  • Czekam na relację Sylwestra w Sydney! I coraz bardziej marzy mi się Australia (a jeszcze bardziej Nowa Zelandia). Wcale Ci się nie dziwię, że tak szybko mija Ci tam czas 🙂 Na zdjęciach wygląda cudnie, pewnie w rzeczywistości jest jeszcze lepiej!

    • Dzięki! Nie mogę się doczekać Nowej Zelandii… Jeszcze dwa miesiące 🙂 Przed momentem patrzyłam na hotele z widokiem na Harbour Bridge i wszystkie są zarezerwowane! A do sylwestra mamy jeszcze trzy miesiące. Może po prostu stanęłabym pod operą 😀

      • Dobry pomysł 😀 Ja ostatniego Sylwestra też byłam bezdomna – ostatecznie poszliśmy spać w hamakach o 7 rano w Nowy Rok (nad samym morzem, na Koh Phagnan) i było super! 😉

      • Darek Jedzok

        Sylwester w Sydney to jedna z najczęściej bookowanych imprez na świecie, więc nic dziwnego 🙂 Ale kto wie, chyba warto wybrać się pod operę i naczerpać odrobinę tej atmosfery z pierwszej ręki…

  • Darek Jedzok

    Widzisz, tyle się najeździliśmy po Australii (też dzięki relokacjom), a nadal nie zwiedziliśmy Gold Coast… Zazdrościmy i trzymamy kciuki!

  • Tu Bywalcy

    Nie znałem tego sposobu z relokacją. Muszę zagłębić temat 🙂 Zabrakło mi zdjęć ze speluny 😉

  • Co tu dużo pisać – roadtripy są the best, a gdy dodatkowo jest się w Australii, to już w ogóle można mówić o pełni szczęścia 🙂

  • Marzy mi się roadtrip po Stanach czy Australii, a taki relocation deal wydaje się idealnym rozwiązaniem. Czytałam dużo fajnych artykułów o Byron Bay i chciałabym kiedyś spędzić tam trochę czasu w jednej z licznych wegańskich knajpek.

  • Ale świetna wycieczka, choć krótko opisana, taka różnorodność. Miasto owiane tajemnicą i balet w spelunie to moi faworyci. Jak u nas wiejska impreza 😀 😛

  • No nie wierzę 😀
    My byliśmy na roadtripie z relokacją tak jak opisujesz (dokładnie tak! Włącznie z oddaniem za paliwo) tylko ze z Gold Coast do Cairns 😀 Nieźle. Tez opiszę to na blogu (gethappy.pl) jak tylko uporam się z powrotem do polskiego domu 😀

    • Ekstra! Świetna fura 🙂 Pamiętasz stronkę przez jaką zarezerwowaliście samochód? Bo patrzyłam dzisiaj i kilka dni temu też i nie ma nic z Gold Coast. Najbliżej z Brisbane.

      • Tu mnie masz.
        Van był z Brisbane a my tam pojechałyśmy stopem we dwójkę, reszta autem. Jeśli chodzi o firme to jest pewna ta sama co znalazłaś … Van miał napis KEA chyba. 😀

  • Lisy w drodze

    Ja też nie słyszałam nigdy o tej opcji z autem. Warto wiedzieć. Ja taki road trip mam za sobą w USA i trochę w Kanadzie, więc czas na Australię:)

  • Piękne widoki! 🙂

  • LKK

    W zasadzie to mi by wystarczyło same Sydney ale jak już się tam dostanę to pewnie dopiero nabiore apetytu na resztę

  • Australijski road trip jest zdecydowanie na mojej liście marzeń.
    W ogóle cała Australia jest – więc zazdroszczę ogromnie 😉

  • Podróże Hani

    ahhh, rozmarzyłam się, Australię mam w rodzinnych planach wycieczkowych na pewną rocznicę, ale zostało do niej jeszcze kilka lat 😉

  • Osmól

    Prawda, że to wspaniałe uczucie realizować swoje marzenia?
    Że nagle jesteś w miejscu, które kiedyś wydawało się nieosiągalne, że kiedyś byli tam inni, że samemu czuło się iż to nieosiągalne…
    A nagle tak jak Ty pod Operą uświadamiasz sobie, że oto właśnie się dokonało. Siedzisz w miejscu, o którym marzyłaś i obiekt westchnień jest na wyciągnięcie ręki. Że to już.
    Uwielbiam to uczucie satysfakcji 🙂
    Uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić 🙂

  • Dorrigo jest najlepsze 😉

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec